wtorek, 12 grudnia 2017

EMO W ROLI GŁÓWNEJ/"HATE LIST. NIENAWIŚĆ" JENNIFER BROWN

  Hej, hej, słuchajcie, dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję książki, którą miałam na swojej liście do przeczytania już chyba z rok. Nie jest to jakiś bestseller, a wręcz powiedziałabym, że dość nieznana pozycja, a szkoda, bo jednak zasługuje na całkiem sporą ilość uwagi.
  Valerie wraz ze swoim chłopakiem, Nickiem stworzyła listę ludzi, których nienawidzą. Znajdują się tam szkolne gwiazdy, członkowie drużyny footballowej, nauczyciele a nawet osoby niezwiązane ze środowiskiem szkolnym, np. prezenterzy telewizyjni. Któregoś, pozornie zwyczajnego dnia Nick przychodzi do szkoły z pistoletem i próbuje zabić wszystkie osoby z listy. Po całej strzelaninie sam popełnia samobójstwo. Valerie jednak żyje i musi wrócić do szkoły wiedząc, że są tam ludzie, którzy uważają ją za współwinną całej tragedii.
  Zacznę od tego, że robienie tego typu spisu osób, których się nienawidzi w moim odczuciu nie jest normalne. Wiadomo, wydaje mi się, że każdy przynajmniej raz powiedział/pomyślał, że czuje do kogoś nienawiść. Spisanie ich jest jednak taką bardziej oficjalną, poważną formą wyrażenia tego. Nie wiem do końca, jak to ująć. Poza tym, ta cała lista została zatytułowana "Do odstrzału". Wiecie, to już jest taka forma życzenia komuś śmierci, a to już jest jednak takie bardziej dosadne. Poza tym, Valerie się tłumaczyła, że to wszystko to była taka forma żartów jej i Nicka i ja sobie wtedy myślałam: "Nie no, dziewczyno, masz świetne poczucie humoru".
   Generalnie, ja mam taki dość spory problem z główną bohaterką, a zwłaszcza na początku. To jest taka typowa zbuntowana nastolatka. "Puszczę muzykę na cały głos mimo, że wiem, że zaraz matka przyjdzie i powie, żebym ściszyła. A niech sobie przychodzi, jestem taka zła ha ha ha". W ogóle, tak z innej beczki powiem, że ja nigdy nie ogarniałam tego podgłaśniania muzyki na full przez normalne głośniki, jakby zwykłe słuchawki były nie wiadomo jakim wydatkiem. Gdy mamy słuchawki na uszach wszyscy są zadowoleni.
  Poza tym, Valerie jest tak bardzo emo. I umówmy się, ja nic nie mam do tego, że się ubierała na czarno i miała pofarbowane włosy na ciemny kolor, chociaż to było dość zabawne. gdy wyobrażałam sobie ją jeszcze ze skórą pofarbowaną na taką czystą czerń, żeby dodać jej tego emo klimatu. Po prostu ja ją widziałam oczami wyobraźni, jak ona siedzi w tej szkole i ciągle z taką miną jakby cały świat był przeciwko niej. Nie mówię tu o czasie po strzelaninie, bo jakby wtedy to by było uzasadnione, ale przed nią to tak się zachowywała tylko dlatego, że uznawała, że została pokrzywdzona przez wszystkich i w ogóle życie jest bez sensu.
  Podobało mi się w "Nienawiści" to, że nic nie było dla mnie takie oczywiste. Nie wiedziałam, czy główna bohaterka jest winna masakry w szkole, czy też nie. Czy to, że ludzie ją tak traktowali, jak traktowali jest uzasadnione. Ta powieść jest pełna pytań, na które nie znam odpowiedzi.
  Jestem za to w pełni pewna, że zachowanie ojca Valerie jest karygodne. Nie powiem Wam dokładnie, co on tam robił, żeby jakoś bardzo nie spoilerować. Powiem tylko tyle, że odwrócił się do niej dupą i powiedział: "Radź sobie sama". Ja wiem, że sytuacja, w której twoje dziecko jest w pewien sposób zamieszane w strzelanine nie jest zbyt codzienna i nie ma poradników, jak sobie z tym radzić, ale kurde trzeba dać do zrozumienia swojemu potomkowi, że nieważne, co zrobił i tak się go kocha. I nie mówię tu, żeby go głaskać po główce i mówić, że wszystko jest okej, ale dać chociaż takie minimum wsparcia.
  Moim zdaniem, zakończenie jest trochę zbyt idealna i takie "słodkie". Ja czytając je widziałam, co prawda, że autorka za wszelką cenę chce uniknąć takiego efektu, ale niestety, nie wyszło jej to w 100%. Może jednak moje odczucia są błędne, bo możliwe, że taki zabieg był po to, żeby sprawić, że ta historia będzie jedną z tych, które niosą nadzieję.
  Podsumowując, "Nienawiść" to nie bestseller, a jest bardzo dobrą książką. Jest dość krótka, a poza tym, tak pokazuje, że nawet choćby nie wiem, jak w bardzo złej sytuacji byśmy się znaleźli to zawsze jest szansa wyjścia na prostą.

niedziela, 10 grudnia 2017

PODSUMOWANIE "KRWAWEJ JESIENI"

  Hejka, hejka, dziś przygotowałam dla Was podsumowanie, lecz nie miesiąca, ale cyklu na moim blogu. Jeśli nie wiecie, o co chodzi to wyjaśniam. "Krwawą jesień" stworzyłam po to, by zmobilizować się do przeczytania paru kryminałów, a dla mniej jesień jest idealną na to porą. Cała akcja działa się przez wrzesień, październik i listopad.
Przeczytane książki: 4
1. "Behawiorysta"- Remigiusz Mróz
2. "Dziewczyna z pociągu"- Paula Hawkins
3. "Dwanaście prac Herkulesa"- Agatha Christie
4. "Margo"- Tarryn Fisher
  Myślę, że przeczytanie 4 kryminałów w 3 miesiące jest całkiem niezłym wynikiem. Wiadomo, czytałam jeszcze innego typu powieści. Generalnie, założyłam sobie, że w każdym miesiącu muszę przeczytać co najmniej 1 thriller, kryminał, czy coś w tym stylu. Wydaje mi się, że pod względem różnorodności dobrze dobrałam pozycję, bo mamy tu i młodzieżówkę i klasyk i jedną pozycję z Polski. Jestem więc pewna, że moje odczucia do tego gatunku nie są ukształtowane przez to, że do tej serii brałam wszystkie tytuły, które były pisane na jedno kopyto. Właśnie, jak po tej podróży oceniam kryminały? Powiem Wam, że nie jestem fanką, na pewno nie są to całkowicie moje klimaty. Możliwe, że powtórzę "Krwawą jesień" w przyszłym roku by upewnić się(bądź nie)w tym przekonaniu. Nie oznacza to, że te wszystkie książki w ogóle mi się nie podobały, ale po prostu nie miały w sobie tego czegoś.
Najlepsza książka:
"Dziewczyna z pociągu"- Paula Hawkins
  Wiecie jaką śmieszną rzecz zauważyłam, gdy zastanawiałam się, którą historię tu dać? Wszystkie najgorsze książki miesiąca z jesieni były kryminałami. No cóż, musiałam wybrać zwycięzcę wśród przegranych, a jest nim "Dziewczyna z pociągu" i w tym momencie się boję, że mnie zabijecie. Umówmy się, według mnie, to też nie była dobra powieść, ale chyba jakoś najbardziej mnie zaskoczyła zakończeniem z tych wszystkich kryminałów i po prostu najbardziej mi przypasowała.
Najgorsza książka:
  Oj, czuję, że mnie zamordujecie. 'Ty ignorantko! Agatha Christie najgorsza, a ten gniot "Dziewczyna z pociągu" najlepsza? Co z tobą jest nie tak?' W pełni rozumiem Wasze oburzenie, ale postawcie się w mojej sytuacji. Wyobraźcie sobie, że ze wszystkich książek, które Wam się nie podobają musicie wybrać najgorszą i najlepszą. W "Dwunastu pracach Herkulesa" nie podobało mi się głównie to, że nie ma pokazanego procesu dedukcji w rozwiązywaniu zagadek i nie ma jakiegoś skomplikowanego wykreowania postaci.
Najlepsza okładka:
  Akurat z okładkami miałam problem na tej zasadzie, że większość naprawdę mi się podobała. Wydaje mi się jednak, że oprawa graficzna "Margo" najlepiej obrazuje treść tej powieści.
Najgorsza okładka:
  I kolejna Złota Malina wędruje do "Dwunastu prac Herkulesa".
  Jak widzicie kryminały to raczej nie jest coś dla mnie, ale chciałam trochę się zapoznać z tym jakże popularnym ostatnio gatunkiem.


wtorek, 5 grudnia 2017

FLIRT CZY FILTR?/"PONAD WSZYSTKO" NICOLI YOON

  Hej, hej, dzisiaj mam dla Was recenzję książki, którą przeczytałam akurat teraz w zasadzie czystym przypadkiem. Byłam w księgarni razem z moimi rodzicami i kupowaliśmy jakąś powieść dla mojej babci na urodziny. Ja, jak to ja rozglądałam się po wszystkich półkach i szukając, czy są tam jakieś tytuły, które chcę przeczytać. Zobaczyłam grzbiet książki "Ponad wszystko", wyjęłam ją myśląc: "E, pewnie okładka filmowa". Patrzę, a tam oryginalna oprawa graficzna. Takiej okazji nie mogłam przepuścić, bo jak wszyscy wiemy, gdy pojawia się ekranizacja magicznym sposobem wszędzie znikają pierwotne okładki.
  Madeline ma wyjątkowo rzadką chorobę. Nie może wychodzić z domu, a wszystko wokół niej musi być specjalnie odkażone, bo inaczej każda rzecz wywołałaby reakcję alergiczną, która w przypadku tej właśnie dziewczyny może doprowadzić nawet do śmierci. Nastolatka akceptuje taki stan rzeczy, a nawet go lubi do momentu, gdy do domu obok wprowadza się chłopak Olly wraz ze swoją rodziną. Od razu zaczyna intrygować Madeline, a ich wspólna relacja toczy się taki sposób, jakiego by się nigdy nie spodziewała.
  Powiem Wam, że na początku się wystraszyłam. Spowodował to cytat zamieszczony jeszcze przed rozpoczęciem historii. Wiecie, czasami autorzy dają takie, ja zwykle ich nie czytam, lecz ten wyjątkowo zwrócił moją uwagę. Był to cytat z "Małego Księcia". Może niektórzy z Was wiedzą, że nie znoszę tej pozycji i jeszcze był to ten fragment: "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu". Jak dla mnie najbardziej oklepany ze wszystkich, bo już tyle razy został umieszczony na facebooku i wszędzie, że dla mnie on już kompletnie stracił przesłanie. Pomyślałam: "O, nie, czy to będzie jedna z tych książek 'ambitny' cytat, na 'ambitnym' cytacie 'ambitnym' cytatem pogania?". Na szczęście okazało się, że moje przypuszczenia były błędne.
  Ogromnym plusem "Ponad wszystko" jest to, że ma w sobie taką lekkość. Mimo tego, że tematyka nie jest jakaś taka najłatwiejsza(nie mówię też, że najcięższa), bo wiecie choroba i te sprawy, to my nie jesteśmy zmęczeni podczas czytania. Ja pochłonęłam tą powieść bardzo szybko, bo nie chciałam się od niej odrywać. To jest jej wielka zaleta, że jest jednocześnie mądra, ale też wyjątkowo przyjemna.
  Zastanawiałam się podczas zapoznawania się z tym tytułem, czy ta choroba, którą ma Maddy, czyli SCID istnieje. Myślałam, że nie, bo wydawało mi się to strasznie dziwne, że rodzi się człowiek, który tak jak inne zwierzęta ma przystosowania do życia na świecie, a ktoś po prostu tych cech, typu odporność, nie ma. Okazało się jednak, że ta przypadłość istnieje i to jest naprawdę świetne, że taka historia, która jest skierowana głównie do młodzieży zwraca naszą uwagę na ludzi, którzy mają w swoim życiu tak ciężko.
  Główna bohaterka generalnie przez to, że siedzi bez przerwy w domu bardzo dużo czyta. Autorka bardzo zręcznie wykorzystuje to, że właśnie taki typ spędzania czasu dała tej postaci, bo bardzo często dodaje jakieś nawiązania z literatury.
  Najczęściej jest tu chyba wspominany "Mały Książę"(blee), ale też "Władcy much", czy "Duma i uprzedzenie". Wyobraźcie sobie, że Madeline kocha pana Darcy tak samo jak ja. Gdy się o tym dowiedziałam poczułam tak olbrzymią więź z tą bohaterką mimo tego, że jej ulubioną powieścią jest właśnie "Mały Książę, czyli spis wszystkich cytatów, jakie mógł wymyślić autor".
  "Ponad wszystko" też zdecydowanie się nie nudzi. Wydaje mi się, że jest to spowodowane interesującą fabułą, ale to jest dość oczywiste, ale często też są w tej książce pokazane jakieś zapiski Maddy. Mamy też trochę wymieniania maili z Ollym, ale też na przykład rysunek makiety, którą zrobiła dziewczyna, czy takie jakby screeny ekranu komputera.
  Moim zdaniem, dwójka głównych bohaterów tworzy naprawdę uroczą, ale zarazem też bardzo dojrzałą parę. Wzajemnie się uzupełniają, Madeline wprowadza do tej relacji trochę spontaniczności i pcha ją do przodu, a Olly z kolei bardzo zaimponował mi tym, że rozumiał, że nie mogą się nawzajem dotykać, bo dla dziewczyny nie jest to bezpieczne ze względu na jej chorobę. Wiecie, zwykle, choć nie chcę generalizować, chłopaki w wieku Olly'ego, jeśli dowiedzieliby się, że nie mogą dotykać swojego obiektu zainteresowania to by powiedzieli: "Do widzenia, elo i cześć".
  Jedyny minus, który zaobserwowałam w związku z ich kontaktami to to, że ich rozmowy na czacie wydawały mi się czasami nienaturalnie bezpośrednie, wszystko mówili tak wprost  i w ogóle. Nie mówię, że to jest źle, bo gdyby w każdym związku tak było to myślę, że liczba zerwań by spadła kilkukrotnie. Nie wiem, może oni po prostu stwierdzili, że i tak mają wystarczająco skomplikowaną sytuację i nie chcą się bawić w te gierki :D
  Zakończenie mnie kompletnie zaskoczyło. Myślałam, że autorka całkowicie pojedzie po bandzie i w sumie pojechała, ale w zupełnie innym kierunku niż się spodziewałam i to było coś, co zupełnie mi nie przeszło przez myśl.
  Podsumowując, "Ponad wszystko" nie jest wybitnym dziełem współczesnej literatury, ale dostarcza rozrywki jednocześnie pozostając inteligentną. Tak naprawdę nie mam się do czego w niej przyczepić oprócz tej wady, która nawet nie wiem, czy jest wadą. Serio, to jest chyba jedyna w ostatnim czasie taka powieść, która praktycznie całkowicie mi się podobała.
P.S. Szybkie wyjaśnienie tytułu posta. Wiecie, bo Maddy musi korzystać z filtrów powietrza, a flirt to wiecie, o co chodzi :D

sobota, 2 grudnia 2017

PODSUMOWANIE LISTOPADA/2017

  Hej, hej, słuchajcie mamy już grudzień i powiem Wam, że koniec listopada dla mnie przyszedł wyjątkowo niespodziewanie w tym roku. Po prostu któregoś dnia spojrzałam w kalendarz i pomyślałam: "O, mój Boże to już się skończył listopad?!". Z tego powodu też jedna książka, która miała się zaliczyć do cyklu "Krwawa jesień" już w nim nie będzie, bo jeszcze do mnie nie dotarła. Mówi się trudno i żyję dalej, pewnie i tak ją jakoś w grudniu jeszcze zdążę przeczytać.
Liczba przeczytanych stron: 2180
Przeczytane książki: 4
1. "To"- Stephen King
2. "Problem"- Non Pratt
3. "Margo"- Tarryn Fisher
4. "Duff. Ta brzydka i gruba"- Kody Keplinger
  W tym miesiącu prawie wszystkie powieści, które przeczytałam były młodzieżówkami...Chyba powinnam się w grudniu zabrać za coś bardziej ambitnego :) Ale nie, było naprawdę okej. Wydaje mi się, że wszystkie pozycje są mniej więcej na podobnym poziomie, dlatego ciężko mi będzie wybrać najlepszą, najgorszą itd. W ogóle w listopadzie przeczytałam najdłuższą książkę w swoim życiu i oczywiście było to "To" także uważam, że jest to dość spore osiągnięcie ;)
Najlepsza książka miesiąca:
"To"- Stephen King
  Zastanawiałam się, czy dobierając powieść do tej kategorii być obiektywna, czy subiektywna. Zdecydowałam się na to pierwsze, bo w innym przypadku dałabym tu "Duff. Ta brzydka i gruba", bo bardzo przyjemnie mi się to czytało, ale nie czułabym się wtedy dobrze sama ze sobą. Nie można odmówić "Temu", że widać tam olbrzymi kunszt Kinga i ogólnie ta pozycja jest na maksa dopracowana, autor pisał ją 5 lat. Ma wiele wątków, więc myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Ma pewne wady, które mi przeszkadzały podczas czytania, ale to bardziej wynika z mojego własnego widzimisię.
Najgorsza książka miesiąca:
"Margo"- Tarryn Fisher
  W tym wypadku z kolei pomyślałam, że będę bardziej subiektywna. Mogłabym też dać tu "Problem", ale w niego zdecydowanie bardziej się wkręciłam niż w "Margo". Dla mnie ta historia jest dość chaotyczna, postacie(oprócz głównej bohaterki) są tacy średni na jeża. Według mnie autorka nie wiedziała, jaką dokładnie powieść chce napisać, więc wrzuciła tu tak wszystkiego po trochu.
Najlepsza postać miesiąca:
Margo z "Margo"- Tarryn Fisher
  W tej bohaterce chyba najbardziej podoba mi się to, że jest ona taka niejednoznaczna i ja w sumie sama nie wiem, co mam o niej myśleć. To stanowiło dla mnie ogromny dylemat podczas czytania jednak te ciągłe rozważania na temat Margo nie były dla mnie uciążliwe, a wręcz dodawały taki akcent czegoś nieoczywistego.
Najgorsza postać miesiąca:
Hannah z "Problemu"- Non Pratt
  Ta dziewczyna nie odpowiada mi swoim sposobem bycia. Tym, że tak dużo imprezuje, że wchodzi każdemu do łóżka i ogólnie w moim odczuciu się nie szanuje. Do tego jest wielce zdziwiona, gdy dowiaduje się, że jest w ciąży jakby jednym z "efektów ubocznych", że tak to nazwę, seksu nie było dziecko.
Najładniejsza okładka miesiąca:
  Generalnie w tym miesiącu w większości natrafiłam na same porządne okładki. Pewnie o każdej się szerzej wypowiem w kolejnym poście z "Okładkove love". Ta, którą wybrałam jest filmowa, ale w tym przypadku według mnie, jest lepsza od oryginalnej. Podoba mi się, że są w niej same takie proste kolory, ale są one bardzo nasycone.
Najbrzydsza okładka miesiąca:
  Ta okładka wygląda jak oprawa głupiutkiej młodzieżówki, która w sumie jest "Duff". Ale błagam Was! Te podpisy..."Ciacho", "Sucz", "Geek i nerd"...Czemu ogłupiamy młodzież w oczach społeczeństwa? Czy ktoś mi odpowie na to pytanie?
  To już koniec tego podsumowania. Na tym blogu oficjalniej rozpoczął się grudzień. Boję się tylko, że skoro listopad minął mi tak szybko to co dopiero grudzień. Wiecie, prezenty na święta, przygotowania do Bożego Narodzenia, wystawianie ocen...Jeszcze chyba muszę się powoli szykować do podsumowania 2017 roku! Jeszcze nie wiem, jak to dokładnie zrobię, ale mam parę pomysłów, więc czekajcie cierpliwie...

czwartek, 30 listopada 2017

GDY PATRONEM MEDIALNYM JEST "BRAVO"/"DUFF.TA BRZYDKA I GRUBA" KODY KEPLINGER

  Hej, hej, gdy moja znajoma pożyczyła mi "Duff'" myślałam, że będzie tragicznie. Wskazywała na to okładka, opis z tyłu, po prostu wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły: "Nie czytaj tego!". Postanowiłam jednak podjąć to wyzwanie, ale pozostaje pytanie, czy tego żałuję? Czytajcie dalej, a się przekonacie.
  Bianca jest dziewczyną o dość przeciętnym wyglądzie, a przyjaźni się z bardzo atrakcyjnymi nastolatkami, co sprawia, że jest określana jako "duff", czyli najbrzydsza osoba w towarzystwie. Ma ona jednak bardzo wyrazistą osobowość. Jej życie się zmienia, gdy nawiązuje relacje z najprzystojniejszym chłopakiem w szkole, którego nie znosi, ale jest nim bardzo zaintrygowana.
  Powiem Wam, że tą książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. W ogóle nie męczy i pozwala się oderwać od rzeczywistości. Trzeba wziąć poprawkę na to, że jest młodzieżówką, a ten typ literatury rządzi się swoimi prawami i błędy, które tu pomijałam, ale w przypadku powieści dla dorosłych bym ich nie wybaczyła.
  Powiedzmy sobie szczerze. Ta pozycja jest wręcz nasączona stereotypami. Sama postać Bianki jest taka bardzo typowa. Czasami jednak "Duff" przełamuje pewne schematy. Koleżanki głównej bohaterki mimo tego, że są ładne nie są skończonymi idiotkami, które obchodzą tylko ciuchy, makijaż, imprezy i takie takie. Na dobrą sprawę są nawet inteligentne i to mi się bardzo podobało, bo w społeczeństwie funkcjonuje taki stereotyp, że jeśli ktoś ma piękną buzię to musi być głupi jak but.
  Zachowanie Bianki w pewnym momencie jest tak sprzeczne, że ja nie wiem, czy ona nie ma jakiś zaburzeń osobowości. Nie mogę dokładnie powiedzieć, o co chodzi. Po prostu twierdzi ona, że kogoś nie znosi, ale tą nienawiść okazuje w bardzo specyficzny sposób. Jedynie dobre w tym jest to, że ta postać zdaje sobie sprawę z tego, że jej postępowanie jest całkowicie bez sensu.
  Wes, czyli ten najprzystojniejszy chłopak w szkole, o którym wspomniałam w opisie fabuły na początku jest oczywiście arogancki, trochę chamski i w ogóle. Z czasem jednak ja go polubiłam i uważałam, że jest uroczy, a ta jego nadmierna pewność siebie tylko dodaje mu uroku.
  Zakończenie można przewidzieć już od 20 strony. Nie stanowi ono praktycznie żadnej tajemnicy. Już czytając opis z tyłu można snuć już jakieś przypuszczenia, ale też nie oczekiwałam od tej pozycji, że jakoś wywróci nagle całą fabułę do góry nogami, nagle pojawi się wątek, którego zupełnie się nie spodziewamy i ogólnie walki, pościgi, wybuchy :D
  "Duff" jest dla mnie klasycznym przykładem guilty pleasure. Ta powieść nie jest dobra, jest fatalna, ale jest przy tym tak beztroska i luźna, że to mi kompletnie nie przeszkadza. Można się porządnie wkręcić i siedzieć z nad tą książka dobrą godzinę zanim się zorientuje, że już minęło tyle czasu odkąd się zaczęło. Dobrze czasami sięgnąć po taki tytuł, który pokazuje, że każdy Kopciuszek znajdzie w końcu swojego księcia. Boże, jak słodko się zrobiło...Dobra, zaczynam się roztkliwiać, więc już się z Wami żegnam i do następnego razu :)

niedziela, 26 listopada 2017

"MARGO" TARRYN FISHER#KRWAWAJESIEŃ

  Hej, hej, słuchajcie to już ostatni miesiąc cyklu "Krwawa jesień". Nie wiem, czy "Margo" jest ostatnią pozycją, jaką w jego ramach przeczytam, zobaczymy, jak wyrobię się z czasem. Pomyślałam, że dobrze będzie, jeśli w tej kryminalnej mini-serii pojawi się choć jedna młodzieżówka, więc dlatego zdecydowałam się na przeczytanie akurat tej pozycji.
  Margo mieszka w małym miasteczku Bone. Jest to siedlisko narkomanów, alkoholików, zbrodni i zepsucia. Dziewczyna mieszka w domu zwanym pożeraczem wraz ze swoją matką, która cierpi na depresję i jest prostytutką. Życie Margo diametralnie się zmienia, gdy poznaję Judaha, ale jeszcze bardziej wpływa na nią morderstwo miejscowej, siedmioletniej dziewczynki.
  Nie jest to książka, która jakoś strasznie wciąga. Nie jest tak, że nie można się od niej oderwać jednak w pewien sposób jest zajmująca i dostarcza rozrywki.
   Pierwszym, co mi się rzuciło w oczy już, gdy zaczęłam czytać pierwszą stronę to mroczny klimat jaki zaserwowała nam tu autorka. On aż tak emanuje z tych kartek i naprawdę jest to coś genialnego.     Szczególnie widać to, gdy akcja dzieje się w Bone, które moim zdaniem, jest najlepszym elementem tej powieści. Nie powiedziałabym, że jest ono w 100% realne, bo wydaje mi się, że w każdym mieście są i dobrzy i źli ludzie.
  Szczerze mówiąc, spodziewałam się czegoś innego po tej książce. Myślałam, że wszystko będzie głównie skupione na zabiciu tej dziewczynki i odkrywaniu, kto to zrobił. A tu sprawa ma się całkowicie inaczej.
  Jeszcze przez pierwsze kilkadziesiąt stron trzymamy się jeszcze tego wątku, ale później punkt, do którego zmierza fabuła zmienia się o 180 stopni. Ten motyw, od którego wszystko się zaczyna zostaje dość szybko rozwiązany i on w sumie był chyba tylko po to, żeby być wstępem dla tego, co się dzieje później.
  W pewnym momencie ja już nie byłam pewna, co jest prawdą, a co nie i to nie dlatego, że nagle z kryminału to się zmieniło w jakąś powieść fantasy. Nie chcę spoilerować, więc musicie przeczytać, jeśli chcecie wiedzieć, o co mi chodzi.
  Z jednej strony taki zabieg jest interesujący i bardzo mi się spodobało, że nagle akcję przekręca się w taki sposób, jakiego czytelnik się nie spodziewa, ale ma też to swoje złe strony. Ja w sumie nie wiem, co chciała opowiedzieć autorka. Tarryn Fisher chyba sama nie wiedziała, czy ona chce kryminał, thriller, czy może romans, więc wcisnęła wszystko do jednego worka.
  Kreacja Margo jak dla mnie jest świetna. Jej przemiana jest tak stopniowo budowana, co sprawia, że nie jest to takie gwałtowne. Najważniejsze jest jednak to, że ta bohaterka postępuje nie tak, jak powinna, ale autorka nie próbuje na siłę przekonywać czytelnika, że ona ma jakieś szlachetne pobudki i że Margo tak naprawdę nie jest zła.
  Podsumowując, "Margo" to całkiem niezła przygoda na jeden raz. Zdecydowanie nie jest to powieść, która zmieni Wasze życie, ale możecie się przy niej dobrze bawić, a do tego super się wpasowuje w jesienny klimat.

wtorek, 21 listopada 2017

GDY NIE JESTEŚ NAJCNOTLIWSZĄ Z CNOTLIWYCH/"PROBLEM" NON PRATT

  Hej, hej, ostatnimi czasy dość głośno się zrobiło o książkach, które poruszają jakieś takie nazwijmy to "bardziej poważne" problemy nastolatków typu depresja, samobójstwo itd. Jedną z tych powieści jest właśnie "Problem" i on moim zdaniem, dotyka jednego z największych kłopotów, jakie mogą spotkać kobietę w trakcie jej życia.
  Hannah ma 15 lat i jest bardzo aktywna seksualnie. Zaszła w ciążę i wszyscy  wokoło zastanawiają się, kto jest ojcem. Aaron, chłopak, który niedawno przeprowadził się do  miasta dziewczyny postanawia udawać ojca jej dziecka, by chociaż trochę umniejszyć, już i tak złą sławę Hannah.
  To, co mogę powiedzieć o tej książce dobrego, że naprawdę można się nią zainteresować. Sposób pisania autorki jest łatwo przystępny do przyswojenia przez czytelnika. Czyta się szybciutko, praktycznie nie czuję się tego, jak upływają kolejne strony, co jest bardzo dużym plusem.
  W moim odczuciu zostały tu wiernie oddane realia współczesnej młodzieży. Może, co prawda nie strefie seksualnej, bo raczej nie jest w prawdziwym życiu tak jak w "Problemie", że praktycznie chłopaki obmacują wszystkie dziewczyny, a one na to pozwalają.
  Jeszcze się nie spotkałam, żeby w takiej typowej młodzieżówce młodzi ludzie nie zostali za bardzo przejaskrawieni, "bo w końcu wszyscy są tacy zdemoralizowani". Tu występuje to pewne przerysowanie, ale nie jest ono aż tak ogromne i chyba jest najmniejsze w porównaniu z innymi pozycjami dla młodzieży, jakie poznałam.
  Ja tu się jeszcze dopatrzyłam takiego błędu wydawnictwa, a przynajmniej dla mnie to jest niewłaściwy krok. Z tyłu tej książki pisze, że jest ona dla osób od 15. roku życia. Moim zdaniem, powinna być dla młodzieży od 13. roku życia. Ogólnie, wydaje mi się, że "Problem" jest głównie skierowany do dziewczyn, więc gdybym ja miała córkę to dałabym jej to przeczytać po tym, jak dostanie pierwszy okres. Wiecie, ku przestrodze...
  Teraz przejdźmy do mojej "ulubionego" elementu tej powieści. Mowa tu o głównej bohaterce, czyli Hannie. Sięgając po ten tytuł myślałam, że ta dziewczyna, która zajdzie w ciążę zostanie zapłodniona(ten biologiczny żargon) w jakiś nietypowych okolicznościach. Upije się na imprezie i pójdzie z kimś do łóżka, co jednak zwykle jej się nie zdarza, albo przeżyje swój pierwszy raz z chłopakiem, z którym wcześniej długo chodziła, ale po tym jak zaszła w ciążę on okaże się dupkiem i ją rzuci.
  Natomiast z Hanną sytuacja ma się zdecydowanie inaczej. Ona to robi z kim popadnie, gdzie popadnie, ogólnie nie jest najcnotliwszą z cnotliwych. Ogólnie, ja nic nie mam do tego, jeśli kobiety pełnoletnie tak podchodzą do seksu, bo wiadomo, są dorosłe ich sprawa, ale jeśli postępuje tak nastolatka to dla mnie coś jest nie tak.
  Ogólnie,Hanna jest dość zboczona, często dopatruje się jakiś podtesktów, myśli tylko o tym itd. I wiecie, niby taka zorientowana i w ogóle, ale gdy zachodzi w ciążę po tym, jak robiła to bez zabezpieczenia to jej zdziwienie jest tak ogromne jakby ona nawet nie wiedziała, że coś takiego jest możliwe.
  Dla mnie Hanna jest w tej książce gloryfikowana. Nie chodzi mi o to, że za to, że zaciążyła powinno się ją teraz wyzywać, ale jakby w "Problemie" żadna postać, która generalnie jest uważana za pozytywną nie powiedziała tej dziewczynie, że w pewnym stopniu jest winna tej całej sytuacji.
  To, co ta bohaterka zrobiła dobrze to to jak pod koniec powieści potraktowała tego chłopaka, z którym zaszła. Po prostu mi tym zaimponowała, czytajcie, a zobaczycie, co mam na myśli.
  Podsumowując, polecam "Problem" głównie młodszym i średnim nastolatkom. Zarówno ku przestrodze, jak i dlatego, że dla nich czytanie tej pozycji będzie większą rozrywką niż dla mnie, bo ja już byłam na to trochę za stara.
 

niedziela, 19 listopada 2017

SERIALOWY TAG

  Hej, hej, jak pewnie wiecie, a może nie wiecie zaraz po książkach moją ulubioną formą spędzania wolnego czasu jest oglądanie seriali. Stwierdziłam, że dość długo nie było nic o nich, więc postanowiłam odpowiedzieć na pytania z tego właśnie tagu. Zapraszam!
1. Serial, do którego przekonałaś się dopiero po kilku odcinkach.
  To jest zadziwiające, że odpowiedzią na to pytania jest serial, który jest jednocześnie moim ulubionym. Mówię tu oczywiście o "Sherlocku". Pierwszy sezon(ma 3 odcinki) dla mnie jest najgorszy, tylko 1 odcinek tak podobał mi się w 100%. Dopiero drugi sezon sprawił, że pokochałam tą produkcję całym swoim sercem.
2. W jakim serialu chciałabyś zagrać?
  Mogłabym znów odpowiedzieć tutaj, że "Sherlock", bo tam gra Benedict Cumberbatch, którego absolutnie ubóstwiam, więc mogłabym go poznać i w ogóle. Nie będę jednak monotematyczna, więc postawię na "Stranger Things". Uwielbiam obsadę, która tam gra, między nimi jest tak niesamowita chemia widać, że wszyscy są ze sobą blisko. Chętnie bym się skumplowała z tymi aktorami, którzy grają te głównie dziecięce role, a zwłaszcza z Millie Bobby Brown, która jak dla mnie będzie taką następną Emmą Watson.
3. Ulubiony serial.
  Przepraszam, ale tu muszę się powtórzyć, ponieważ nie wyobrażam sobie tu innej pozycji niż "Sherlock". Kocham w tej produkcji absolutnie wszystko. Wiele razy mówiłam już, że humor, który w niej występuje jest absolutnie genialny, jest wartka akcja i bohaterowie, których nie da się zapomnieć i u mnie doszło to do tego stopnia, że gdybym miała kota to nazwałabym go Sherlock.To wszystko jest zbyt świetne, żeby to opisać.
4. Serial, który oglądasz aktualnie.
  Obecnie oglądam netflixowy serial "Mindhunter". Opowiada on o badaniu seryjnych morderców, którzy nie mieli jakiegoś sprecyzowanego powodu, żeby zabić swoje ofiary, często nawet ich wcześniej nie znali. Ma tylko 10 odcinków i powiem Wam, że jest naprawdę dobry, a raczej mało kto o nim słyszał, co w przypadku seriali od Netflixa jest wyjątkowo dziwne. Jeszcze co tydzień oglądam odcinki 2. sezonu "Riverdale".
5. Ulubiona serialowa postać.
  Dobrze wiecie, kogo ja bym chciała tu dać, ale bez przesady, co za dużo to niezdrowo. Dlatego wybiorę tu Jugheada z "Riverdale", ale muszę podkreślić, że mam tu na myśli 1. sezon. Ogólnie, dla mnie 2. sezon jest zdecydowanie gorszy, ale nieważne. Jughead jest po prostu idealny. Taki serialowy mąż. Kocham jego poczucie humoru, sposób, w jaki się uśmiecha, to, jaki jest dla swojej dziewczyny. Jughead jest zwyczajnie perfekcyjny w każdym calu.
6. Serial na leniwe popołudnie.
  Od razu pomyślałam tu o produkcji "Ania, nie Anna"na podstawie "Ani z Zielonego Wzgórza". On ma taki bardzo sielankowy klimacik i nie jest taki, że trzyma cały czas w napięciu. Wiadomo, Ania zmaga się z różnymi traumami, ale nie jest to pokazywane przez cały czas. Są sceny, które są naprawdę zabawne i tak jak mówię to jest taki typowy serial do chilloutu.
7. Serial, który skłania do refleksji.
  Dla mnie jest to "13 powodów". Są różne opinie na temat tej produkcji, ale mnie naprawdę poruszył i gdy go skończyłam to czułam się tak nostalgiczno-depresyjnie, że tak to nazwę.
8. Ulubiona serialowa para.
  Jest to Betty i Jughead z "Riverdale". Znów podkreślę, że chodzi mi o 1. sezon. Ta cała ich relacja tak kiełkuje, są pokazane różne etapy i mogłoby się wydawać, że ta dwójka do siebie nie pasuje, ale oni oboje wspierają się nawzajem i chronią, a chyba to jest najważniejsze.
9. Serial na długie wieczory.
  Dam tu naprawdę długi serial, na wiele długich wieczorów. Klasyk klasyków: "Słodkie kłamstewka". Nie jest to produkcja najwyższych lotów, ale dostarcza rozrywki, trzyma w napięciu, bawi, przywiązujemy się do bohaterów i ma aż 160 odcinków!
10. Serial, który najbardziej cię bawi.
  Kto zgadnie, co mogę tu wybrać? Czas na zupełnie niespodziewaną decyzję, a jest nią........(werble) "SHERLOCK"!
11. Serial Twojego dzieciństwa.
  Ja nie oglądałam dobrych seriali, ja byłam dzieckiem Disney Channel. Moim ulubionym serialem byli "Czarodzieje z Waverly Place". Zawsze ciągnęło mnie do magii, więc...Nie no, nie ma usprawiedliwienia dla oglądania tego serialu.
12. Serial, który obejrzałaś więcej niż jeden raz.
  Całości serialu nigdy nie obejrzałam drugi raz, ale powtórzyłam sobie większość odcinków "Sherlocka".
13. Serial, którego oglądanie przerwałaś.
  Jest to "Orange Is the New Black". Może stało się tak dlatego, że miałam kaca po 1. sezonie "Riverdale", bo to właśnie wtedy próbowałam zacząć go oglądać. Obejrzałam chyba około 10 odcinków i nie podszedł mi. Nudziłam się i ogólnie mnie nie zainteresował.

niedziela, 12 listopada 2017

PODSUMOWANIE PAŹDZIERNIKA/2017

  Hej, hej, wydaje się, że jesień tak niedawno się zaczęła, a tu już mamy praktycznie połowę listopada. Nie przeczytałam w październiku jakiejś ogromnej ilości książek, a poza tym wiele dni z tego miesiąca poświęciłam na "To", które jednak zaliczę do podsumowania listopada. Dobra, zobaczmy jak tam stoi sytuacja z powieściami, które poznałam w tym miesiącu.
Liczba przeczytanych stron: 1814
Przeczytane książki: 5
1. "Jeszcze jeden oddech"- Paul Kalanithi
Recenzji nie ma i nie będzie ;)
2. "Benedict Cumberbatch. Biografia"- Justin Lewis
3. "Dziewczyna z pociągu"- Paula Hawkins
4. "Dwanaście prac Herkulesa"- Agatha Christie
5. "Słowik"- Kristin Hannah
+100 stron "Ojca Chrzestnego" i 17 stron "Dziadów"
  Jak widzicie mój wynik nie jest zbyt imponujący, ale pozycje, które przeczytałam są za to dość różnorodne. Mamy tu dwie biografie, dwa kryminały i jedną powieść historyczną. Powiem teraz o "Jeszcze jednym oddechu", bo go nie recenzowałam. Dla mnie zamysł na tą książkę był bardzo interesujący i pewnie autor musiał dużo poświęcić, żeby spisać historię swojego umierania. Mimo tego, dla mnie było tam zbyt dużo takiego "filozofowania", chociaż wiadomo, że gdy stykamy się ze śmiercią trudno nie wpaść w jakieś takie rozważania i melancholię. "Ojciec Chrzestny" mnie nudził, a "Dziady" były moją lekturą, ale miałam przeczytać tylko 2. część, a ona chyba ma 17 stron.
Najlepsza książka miesiąca:
"Słowik"- Kristin Hannah
  Ogromnym plusem dla tej książki było to, że była napisana w bardzo wciągający sposób i obfitowała w wiele fascynujących wydarzeń. Nie wywołała u mnie jakieś wielkiej ilości emocji, bo nie płakałam ani nic, a taki chyba był zamysł autorki, ale bardzo polubiłam bohaterki. Byłabym w stanie uwierzyć, że te kobiety żyły naprawdę, bo odznaczały się olbrzymią realnością.
Najgorsza książka miesiąca:
"Dwanaście prac Herkulesa"- Agatha Christie
  Tą pozycję też przeczytałam, bo była moją lekturą, a ponieważ jest to klasyka kryminału to podciągnęłam ją pod cykl "Krwawa jesień". Mi chyba po prostu nie podoba się, jeśli powieść składa się z kilku osobnych opowiadań, bo jak chciałam przeczytać "Księgę wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa" to też jakoś mi to nie szło. Wydaje mi się, że tu na niekorzyść działa też to, że tych historyjek jest aż 12 i są one bardzo, ale to bardzo krótkie, bo autorka chyba nie chciała, żeby ta cała książka była jakoś bardzo długa. Powoduje to, że nie ma pokazanego całego procesu rozwiązywania zagadki, a to strasznie mi przeszkadzało.
Najlepsza postać miesiąca:
Isabelle ze "Słowika"- Kristin Hannah
  Generalnie, dałabym tu Benedicta Cumberbatcha, ale stwierdziłam, że nie mogę określić go książkową postacią tylko dlatego, że ma swoją biografię. Ehh, życie jest ciężkie, ale bohaterka, którą tu wybrałam także jest świetna. Mówiłam już wcześniej o postaciach ze "Słowika", że są bardzo realistyczne, więc nie będę się powtarzać. Isabelle zachwyciła mnie swoją niekończenie wielką odwagą. Na początku była jednocześnie lekkomyślna, czego zwykle nie lubię, ale później to się zmienia, co przedstawia ją jako naprawdę niezwykłą kobietę.
Najgorsza postać miesiąca:
Rachel z "Dziewczyny z pociągu"- Paula Hawkins
  W tym przypadku problem jest jeden: autorka przegięła. Rachel generalnie jest alkoholiczką, ale Paula Hawkins zbyt często prezentuje nam sceny, gdy ta bohaterka jest pijana przez co postrzegamy tą osobę jako żałosną i nie kibicujemy jej.
Najładniejsza okładka miesiąca:
  Okładka "Dziewczyny z pociągu" bez obwoluty to jest po prostu złoto. Jest taka minimalistyczna i jeszcze ma taki piękny czerwony kolor. Cudo!
Najbrzydsza okładka miesiąca:
  Z ciężkim sercem muszę dać tutaj tą okładkę, ponieważ jest na niej ktoś, kogo absolutnie ubóstwiam. Narzekałam już na to wydanie w "Okładkove love", możecie sobie zajrzeć. Benedict ma tyle  lepszych zdjęć, a poza tym tu jest on tak chamsko wklejony na to tło, które widać z tyłu. W ogóle tam widać jakiś zarośnięty dom, a on jest garniturze...Kto zrobił tą okładkę, kto odpowiada za to znieważenie?

czwartek, 9 listopada 2017

BO KAŻDY CZASAMI LUBI SIĘ BAĆ.../"TO" STEPHENA KINGA

  Hej, hej, tak się składa, że niedawno było Halloween, więc ja stwierdziłam, że przeczytam pierwszy w moim życiu horror. Mój wybór akurat padł na "To" Kinga, bo ostatnio jest o tej pozycji dość głośno przez ekranizację. W ogóle byłam na tym filmie z moją klasą i powiem Wam, że bawiłam się świetnie. Moim zdaniem, nie był to taki 100% horror, ale dla mnie to akurat było ok, bo nie lubię się aż tak bardzo bać. Na "strasznych" momentach się śmiałam, ale nie znaczy to, że dlatego, że były tak złe, ale wiecie jak to jest, gdy się ogląda utwór w towarzystwie. Zwłaszcza, że ja siedziałam koło takiej dziewczyny, która ma chyba wyłączone odczuwanie strachu, bo kiedy byliśmy w Energylandii na takim 40 m młocie to ona w ogóle nie krzyczała i siedziała z wyrazem twarzy mówiącym: "Aha, czyli to wszystko?" i ona w kinie praktycznie wciąż śmiała się pod nosem. Generalnie, określiłabym tą produkcję jako przyjemną przygodówkę z elementami grozy. Poza tym, ciekawe jest to, że moja pierwsza recenzja była o książce Stephena Kinga, a teraz też nowy rok bloga otwiera post o jego powieści. W ogóle, jeśli nie widzieliście postu z okazji pierwszych urodzin to polecam Wam go przeczytać, bo bardzo długo nad nim siedziałam. Dobra, a teraz po tym bardzo długim wstępie, zacznijmy!
  Derry od zawsze było dziwnym miasteczkiem. Normalnym było to, że była tu zwiększona liczba morderstw, gwałtów i zaginięć dzieci. Zwłaszcza co 27 lat powtarzał się cykl wielu dramatycznych wydarzeń, które rozgrywały się niedługo po sobie. Gdy młodszy brat Billa, George zostaje zabity przez tajemniczą istotę, znaną jako To, chłopiec postanawia wraz ze swoimi przyjaciółmi ją zgładzić.
  Powiem Wam, że ta książka jest ciekawa, ale jej minusem zdecydowanie jest jej długość. Ma ona 1100 stron! Rekord najgrubszej powieści na mojej półce właśnie został pobity! Moim zdaniem, to wszystko jest zbyt przeciągnięte i To pojawia się tam tyle razy, że zaczynami się do niego jakby przyzwyczajać.
  Długość "Tego" bierze się z tego, że jest tu oprócz historii tej paczki dzieci, o której mówiłam w skrócie fabuły, historia tych samych osób jako dorosłych. Według mnie, ten wątek jest kompletnie niepotrzebny i można by było po prostu wziąć zakończenie z tej części, gdzie oni wszyscy są już pełnoletni i "wkleić" zamiast tego, gdzie są jeszcze młodzi.
  Gdy przeczytałam z tyłu książki: "Najbardziej przerażająca powieść króla grozy" to pomyślałam, że im się pewnie coś pomyliło i opierałam się na filmie, który w ogóle nie jest straszny. Gdy zaczęłam czytać myślałam, że chyba jednak nie popełnili błędu. Miałam ciarki i czułam takie wieczne napięcie. Miałam wrażenie jakbym miała lada moment wybuchnąć. Apeluję jednak, że jeśli czytacie początek tej pozycji i myślicie: "Nie, to jest dla mnie za straszne" to brnijcie w to dalej, bo później, przynajmniej w moim przypadku wszystko się zmieniło i przestałam się bać. Myślę, że to były spowodowane tym, że To objawia się jako to, czego najbardziej się boimy, coś jak bogin w "Harrym Potterze". Dla mnie lęki tych bohaterów typu olbrzymi drapieżny ptak nie były przerażające.
  Ja chciałam głównie przeczytać "To" z jednego powodu. Chciałam jeszcze raz spotkać się z postacią Richie'go. Jeśli oglądaliście film to wiecie, o czym mówię. Był to bardzo wygadany, czasami wręcz bezczelny chłopak, którego teksty i komentowanie różnych sytuacji jest po prostu genialne. W oryginalnej wersji ma on już trochę inny typ humoru taki, który mnie nie śmieszył przez, co czułam się w pewien sposób oszukana.
  Ogólnie, w ekranizacji jest zdecydowanie więcej zabawnych scen niż w wydaniu papierowym. Powiem Wam, że bardzo mi ich brakowało, bo był to jeden z ważniejszych czynników, które wpłynęły na to, że ta produkcja tak bardzo mi się spodobała.
  Ostatnia rzecz, która według mnie, była całkowicie zbędna to wyjaśnienie, czym jest To i zrobienie z tego wielkiej sprawy. Nie powiem dokładnie, o co chodzi, bo spoilery są be. Ja zazwyczaj lubię, gdy rozjaśnia mi się przeszłość czarnego charakteru, ale akurat w tym przypadku zdjęcie tej aury tajemniczość było wyjątkowo nietrafione.
  Podsumowując, jeśli chcecie zacząć przygodę z horrorem czymś lekkim to zdecydowanie polecam Wam "To". Dla mnie film jest jednak zdecydowanie lepszy i idźcie na niego do kina, jeśli jeszcze go grają. Jeśli chodzi o powieści Kinga to "To" umieszczam gdzieś między "Panem Mercedesem", a "Zieloną milą". Nie dam Wam, niestety, linków do recenzji, bo coś mi Blogger szwankuje. A tymczasem do następnego razu i podsumowania października :) 

sobota, 4 listopada 2017

WSZYSTKO, CO KOCHAM/PIERWSZE URODZINY BLOGA!

  Hejka, hejka, słuchajcie, dziś jest ten dzień...Dokładnie 4 listopada wrzuciłam na tego bloga swoją pierwszą recenzję, dotyczyła ona "Zielonej mili" Kinga. Szybko minęło, tak Wam powiem, dużo się nauczyłam w tej blogowej strefie przez ten czas. Dziękuję mojemu każdemu obserwatorowi, naprawdę dla mnie około 40 osób to bardzo dużo, nie spodziewałam się, że tylu osobom będzie się chciało czytać moje wypociny ;) Postanowiłam, że z tej okazji zbiorę wszystkie rzeczy, które sprawiają, że moje życie jest piękne i Wam o nich opowiem, żebyście też mogli odczuć ich pozytywny wpływ na Wasze samopoczucie. A teraz już bez dłuższych wstępów, zapraszam!
1. Książki
  To było oczywiste :) Książki to właśnie jedna z moich największych pasji i naprawdę, tylu cudownych historii bym nie poznała gdyby nie one...Te najlepsze wywołują u mnie morze emocji i praktycznie zajmują w moim sercu szczególne miejsce, które utrzymują już co najmniej kilka lat. Książki to coś niesamowitego, bo mogą też po prostu umilać czas, ale niektóre naprawdę poruszają i sprawiają, że pamiętamy je jeszcze długi, długi czas.
2. Harry Potter
  W poprzednim punkcie mówiłam o tym, co dają mi moje ulubione powieści. Dla mnie te wszystkie cechy można zmieścić w dwóch słowach: "Harry Potter". Nie wiem, czy bym czytała tak wiele, jak teraz gdyby nie ta seria. Już chyba z 4 lata jest ona moim absolutnym numerem jeden i dla mnie to jest coś zdecydowanie więcej niż zwykła książka. Moje egzemplarze zamierzam dać swoim dzieciom i mam nadzieję, że one przekażą je swoim. Naprawdę zżyłam się z tą opowieścią, tymi bohaterami. To, co czuję do tego cyklu doskonale opisuje cytat Alana Rickmana: "When I'm 80 years old and sitting in my rocking chair, I'll be reading Harry Potter. And my family will say to me: 
-After all the time? 
And I will say:
-Always".
3. Muzyka
  Muzyka to coś, co towarzyszy mi jeszcze dłużej niż książki. Uczę się śpiewać, grać na pianinie i flecie od 9. roku życia. Nie lubię występować publicznie, ale generalnie kocham śpiewać i grać. To jest coś, co wprowadza mnie w taki trans, zwłaszcza, gdy gram na pianinie i już nawet nie muszę patrzeć w nuty, bo moje palce znają dany utwór na pamięć. Czuję się wtedy wręcz magicznie. Jeśli chodzi o śpiew to nie ma dnia, w którym bym nie zaśpiewała chociaż jednego wersu jakiejś piosenki, po prostu nie potrafię. 
4. Taco Hemingway
  Moi wszyscy ulubieni artyści, jeśli chodzi o muzykę to dość nowe odkrycia, ale Taco jest spośród nich najstarszy. Słucham go już rok, byłam na jednym koncercie, teraz w grudniu idę na kolejny. Mianowicie, jest on polskim raperem. Wiem, co pojawiło się w Waszej głowie, gdy przeczytaliście "polski raper", ale spokojnie. Nie wiem, jak to do końca wyjaśnić, ale Taco różni się zdecydowanie od innych raperów, ma taki swój własny, jedyny w swoim rodzaju styl, do tego stopnia, że niektórzy mówią, że on nie rapuje, tylko recytuje. Polecam sobie przesłuchać kilku kawałków, bo naprawdę warto. Poza tym, atmosfera na koncertach... To prawda, że byłam tylko na jednym, byli tam ludzie fajni i mniej fajni, ale gdy zaczęli grać to po prostu coś wspaniałego, cała widownia śpiewała z Taco wszystkie teksty z pamięci. To było wspaniałe.
5. Imagine Dragons

  Imagine Dragons jest zespołem, którego twórczość, według mnie, zalicza się do muzyki elektronicznej. Ich piosenki są idealne i na dobry jak i na zły dzień. Wszystkie są różne, ale każda z osobna po prostu ma w sobie tyle energii. Naprawdę, muszę kiedyś pojechać na ich koncert, bo czuję, że to naprawdę byłoby jedno wielkie: "Wow"!
6. Lana del Rey

  Jeśli chodzi o muzykę, to jest to moje najnowsze odkrycie, ale pokochałam utwory tej wokalistki praktycznie od razu. One są świetne do takiego typowego chilloutu. W ogóle strasznie mi się podoba to, że teledyski do piosenek Lany są w większości zrobione w takim stylu vintage i po prostu ona ma niesamowity głos, który nadaje jej twórczości takiej unikalności.
7. Seriale
  Ach, seriale, seriale... Jedna z moich ulubionych form spędzania wolnego czasu. W wakacje obejrzałam ich chyba z 7. W dni robocze nie oglądam ich jakoś dużo, ale czuję się źle, jeśli nie mam żadnego serialu, który mogę sobie odpalić. Podoba mi się ta formuła, bo mam czas, żeby się związać z bohaterami i według mnie, seriale są dużo lepsze od filmów.
8. Sherlock

  Jesteśmy przy serialach, więc nie mogło zabraknąć mojego ulubionego jakim jest "Sherlock". Uwielbiam go. Kocham te postaci, ten humor, tą akcję. Niektóre odcinki oglądałam po 3 razy. Naprawdę, chyba "Sherlock" wśród seriali jest dla mnie czymś takim jak "Harry Potter" wśród książek. Poznałam dzięki temu serialowi pewną osobę, o której też będzie wspomniane w tym poście. W ogóle, gify z "Sherlocka" to też jest coś, co ubóstwiam, mogę je przeglądać bez przerwy 40 min i na serio, na gify powinien być osobny punkt :D
9. Eddie Redmayne
  Jeden z dwóch moich ulubionych aktorów. Zacznę od tego, że uwielbiam jego wygląd. Rude włosy to życie. Jego charakter też całkiem mi odpowiada, chociaż jego typ humoru nie zawsze w pełni mi przypasuje. Przede wszystkim jednak jego gra aktorska...Rola Eddie'go w "Teorii wszystkiego" jak dla mnie jest wybitna i bardzo się cieszę, że dostał za nią Oscara, bo w pełni na to zasłużył.
10. Benedict Cumberbatch
  Benedict Cumberbatch to jest chyba odkrycie tego roku, jeśli chodzi o strefę nieksiążkową. Poznałam go dzięki "Sherlockowi", a "Sherlocka" dzięki niemu. Wiem, to brzmi zawile, ale to trochę dłuższa historia. Uwielbiam w tym człowieku po prostu wszystko, jego pozytywność, poczucie humoru, ogólnie charakter, wygląd, głos, grę aktorską. Dla mnie jest po prostu idealny. Często, gdy właśnie jest mi smutno, czy miałam gorszy dzień to wystarczy, że puszczę sobie kawałek jakiegoś talk-show, gdzie jest Benedict i od razu mam takie: "Life is beautiful!". Naprawdę, chyba jeszcze nigdy żadnej sławnej osoby nie lubiłam tak bardzo jak jego.
11. Anglojęzyczne talk shows
  W poprzednim punkcie wspomniałam o talk showach. Zagraniczne talk showy to coś, co kocham, bo są tak zabawne i tak pozytywne, że dla mnie to jest najszybszy sposób na poprawę humoru. Chyba moim ulubionym jest "EllenShow", ale też bardzo lubię program Jimmy'ego Fallona. Ogólnie, polecam oglądanie rzeczy tego typu, bo to jest też bardzo dobry sposób na osłuchanie się z angielskim i tak jakby nieświadomym uczeniem się go.
12. Youtube
  Odkąd mam Netflixa to youtube'a oglądam trochę mniej, ale codziennie zawsze obejrzę co najmniej jeden filmik. Mam tam jakiś swoich ulubionych twórców i naprawdę według mnie na youtube można znaleźć naprawdę wartościowe i świetnie zrobione treści tylko trzeba po prostu wiedzieć, gdzie szukać. Poza tym, ja talk showy oglądam właśnie na tej stronie.
13. Anglia/Londyn
  Moja miłość do tego kraju doszła do takiego etapu, że po studiach chcę się tam przeprowadzić i zmienić obywatelstwo na brytyjskie. To jest naprawdę jedno z moich największych marzeń. Ubóstwiam tą kulturę, język angielski uwielbiam całym swoim sercem. W maju mam właśnie jechać do Londynu i jestem strasznie podekscytowana, bo wreszcie zobaczę to, o czym tak długo marzyłam na własne oczy. W ogóle w moim pokoju jest fototapeta właśnie z takim zdjęciem, jakie widzicie po prawej.
14. Nowy Jork

  Kolejne miejsce, które muszę odwiedzić przynajmniej raz. To miasto zawsze mnie fascynowało i gdy patrzę na fotografie tych drapaczy chmur to aż serce bije mi szybciej. Chciałabym poczuć tą unikatową atmosferę, zobaczyć te wszystkie miejsca, ale absolutnie najbardziej chciałabym znaleźć się na szczycie Empire State Building i spojrzeć na to wszystko z góry.
15. Zakupy
  Teraz czas na takie typowo kobiece rzeczy. Same zakupy nie są dla mnie jakąś super przyjemnością, ale bardzo podoba mi się to jaki dają one efekt. Strasznie lubię polować na jakieś ubrania, czy kosmetyki. Mimo tego, że trzeba się nachodzić i przeciskać wśród tych wszystkich ludzi to lubię to robić, bo wiem, że ma to jakiś wyższy cel.
16. Pędzle do makijażu
  To jest dość dziwne, ale ja gdy jestem u kogoś w domu i widzę pędzle do makijażu to automatycznie mam takie: "Mogę dotknąć?". Naprawdę, mogłabym cały dzień miziać się pędzlami po twarzy i często to robię choćby przy uczeniu się.
17. Robienie zdjęć
  W tym jednym punkcie jakby zawieram całe pojęcie fotografii. Teraz robię zdjęcia trochę rzadziej niż kiedyś, ale zawsze jak fotografuję książkę do recenzji to robię to z przyjemnością. Ogólnie uwielbiam Instagram i te profile, gdzie każde osobne zdjęcie jest ładne, ale zarazem wszystkie tworzą taką spójną całość. W sumie, ta aplikacja jest moim głównym miejscem, gdzie poszukuję jakiś bardziej uzdolnionych fotografów.
18. Dekorowanie wnętrz
  Gdyby moje umiejętności rysunkowe były na trochę wyższym poziomie to jestem przekonana, że aspirowałabym na architekta wnętrz. Gdy ja sobie urządzałam pokój to po prostu mogłam spędzać godziny planując, gdzie co będzie stało, mierząc, czy wszystko się pomieści i tak dalej. W ogóle bardzo często, gdy wchodzę do sklepu typu Home&you to mimo tego, że miałam kupić jedną małą rzecz to kupuję ich 5 lub więcej.
19. Piękne okładki
  Wiecie, że jestem okładkową sroką, mam nawet osobną serię na blogu o wydaniach książek. Dla mnie okładka to jest coś, co sprawia, że dana powieść ma o 50% większe szanse na kupienie przeze mnie. Zawsze sobie myślę, gdy jestem w księgarni: "Dobra, nawet jeśli ta pozycja nie będzie dobra, to przynajmniej będzie ładnie wyglądać na półce".
20. Moi przyjaciele
  Nie wiem za bardzo, co mogę tu powiedzieć, bo każdy ma tam jakiś swoich bardziej bliższych lub dalszych przyjaciół i wie, jak wiele oni dają. Zawsze ma się z nimi jakieś śmieszne akcje, ale można też pogadać na niezliczoną ilość tematów.
21. "Ten moment" z przyjaciółmi
  "Tym momentem" nazywam takie dziwne coś, co ma miejsce czasami, gdy wychodzę z moimi znajomymi. To jest chyba takie uczucie czystego szczęścia, często też towarzyszy temu jakaś głupawka. Ciężko to opisać, ale myślę, że wiecie, co mam na myśli.
22. Mój pies

  W sumie jest on jednym z moich przyjaciół, z którym znam się już 6 lat. Razem dorastaliśmy i naprawdę relacja z własnym zwierzakiem to jest coś absolutnie niezwykłego. Jest bardzo podobna do kontaktu z drugim człowiekiem, ale wiesz, że pies cię nie zdradzi, nie wyśmieje i moim zdaniem, przyjaciel w postaci zwierzęcia jest tak samo wartościowy, jak ten w postaci człowieka.
23. Huśtanie na huśtawce

  Bardzo często się składa, że jak spotykam się z kimś do idziemy pogadać na jednym z placów zabaw, które znajdują się w moim mieście. Zawsze wtedy biegnę pierwsza, żeby zająć huśtawkę. Po prostu uwielbiam się wznosić tak wyżej i wyżej i myślę, że to jest coś, z czego nie wyrosnę.
24. Zima
  Moja absolutnie ulubiona pora roku pomimo, że jest zimno i wilgotno przez, co moje włosy się kręcą, co powoduje, że wyglądam jak owca. Kocham śnieg, którego niestety, ostatnio nie ma aż tak dużo. Idea długich zimowych wieczorów jest w ogóle cudowna. Zima jest czasem, kiedy mogę bezkarnie siedzieć w domu pod kocem, bo nikt mi nie powie, że na dworze jest przecież tak ładnie :)
25. Święta
  Ach, Boże Narodzenie to mój absolutnie ulubiony czas w roku. Uwielbiam kolędy oraz piosenki typu "Last Christmas". Zawsze jest dużo jedzenia, czasami są takie potrawy, które jem właśnie tylko w święta takie jak kluski z makiem. Poza tym, wszyscy dają sobie prezenty i jest taka ciepła, rodzinna atmosfera, którą absolutnie ubóstwiam.
26. Ciepłe kocyki
  Moje życie byłoby puste gdyby nie było ciepłych koców. Ja bardzo często marznę, ale nawet jak jest lato to czasami się przykryje kocem. Dla mnie jest to absolutny niezbędnik na sezon jesienno-zimowy.
27. Herbata
  Nie ma takiego dnia, w którym nie wypiłabym chociaż jednego kubka herbaty. Dla mnie czytanie książek nierozerwalnie łączy się z herbatą. Nie mogę teraz uwierzyć w to, że kiedyś nie lubiłam tego napoju, a teraz wręcz mam taki czajniczek w pokoju, żebym nie musiała ciągle chodzić do kuchni po gorącą wodę.
28. Jedzenie
  Niektórzy z Was mogą teraz pomyśleć: "Wow, kochasz czynność, która utrzymuje wszystkich ludzi przy życiu, niesamowite..."Wiem, jak to brzmi, ale naprawdę musiałam napisać w tym poście coś o jedzeniu. Praktycznie non stop coś podjadam, ale mam dobry metabolizm, więc zazwyczaj jem bez wyrzutów sumienia. Po prostu gdyby moje ulubione potrawy nie istniały to nie wiem, co bym zrobiła.
29. Moje dresy w śnieżynki
  Moi dobrzy przyjaciele, moje dresy. Mam je już chyba 2 lata, jeśli się nie mylę i w zimę chodzę w nich bez przerwy. Są ciepłe, wygodne i mają na sobie ekstra wzór. Czego chcieć więcej? Jeszcze mam do nich takie ciepłe skarpety z pomponami, więc jak założę to wszystko razem to wyglądam jak żywcem wyjęta z fabryki św. Mikołaja.
30. Mój blog <3
  I na koniec, wisienka na torcie, mój blog. Zakładając go spodziewałam się, że pewnie po miesiącu przestanę zamieszczać posty i że przestanie mi się chcieć. Mimo tego pomyślałam, że warto spróbować i okazało się, że to była naprawdę dobra decyzja. Głównie piszę tu o książkach, ale tak naprawdę mogę tutaj Wam opowiedzieć o wszystkim. Mogę mówić o serialach, filmach, podróżach i wszystkim, co mi się podoba. Bardzo dobrze jest mieć takie swoje własne miejsce w internecie, a jeszcze jak się widzi, że ludzi interesuje to, co tworzysz to w ogóle jest wspaniale. Dziękuję Wam za wszystkie komentarze, wszystkie kliknięcia "Obserwuj", bo naprawdę wiele to dla mnie znaczy. Mam nadzieję, że będziecie razem ze mną przez następny rok <3

środa, 25 października 2017

O WALCE KOBIET W CZASIE II WOJNY ŚWIATOWEJ/"SŁOWIK" KRISTIN HANNAH

  Hej, hej, jeśli jesteście już dłużej na tym blogu to pewnie wiecie, że ja od czasu do czasu lubię sobie przeczytać coś związanego z II wojną światową. Kiedyś w ogóle wszystkie książki, które czytałam działy się właśnie w tych czasach. Teraz nie pochłaniam ich już w tak wielkich ilościach, ale stare nawyki trochę się mnie trzymają, więc zapraszam na recenzję "Słowika" Kristin Hannah.
  II wojna światowa, Francja. Dwie siostry, Vianne i Isabelle zamierzają ją przetrwać na zupełnie różny sposób. Pierwsza chce, nie rzucając się nikomu w oczy, czekać na powrót męża z wojska oraz opiekować się córką, Sophie. Młodsza natomiast chce ryzykować własnym życiem byleby tylko wyzwolić Francję spod panowania hitlerowców. Ich odmienne charaktery całkowicie się nawzajem wykluczają, gdy w domu Vianne ma kwaterować niemiecki oficer.
  Mnie ta powieść od razu wciągnęła, jest dużo akcji zwłaszcza, jeśli chodzi o momenty z Isabelle. Generalnie jest to wszystko podzielone tak, że jedna część rozdziału jest o jednej siostrze, a druga o drugiej. Styl autorki ma w sobie coś takiego, że po prostu ciężko się oderwać i mimo tej trudnej tematyki "Słowika" czyta się go bardzo lekko.
  Zdecydowanie największym plusem tej powieści są bohaterki. Oznaczają się tym, że mają w sobie dużo realności, ale też wiecie, ja nigdy nie chcę, żeby postacie były zbyt autentyczne, bo wtedy wydają mi się za bardzo zwyczajne. One łączą w sobie tą prawdziwość, wyjątkowość i  jedyny w swoim rodzaju heroizm bohaterów książkowych.
  Ogólnie obie siostry mają bardzo dokładnie sprecyzowane osobowości, które współistnieją ze sobą na zasadzie przeciwieństw. Na początku uwielbiałam Isabelle. Bardzo często nie przepadam za postaciami, które są impulsywne, bo wydaje mi się, że one po prostu nie myślą, ale z nią było inaczej. Znała ryzyko swoich czynów, ale mimo to się na nie decydowała, bo była bardzo odważną kobietą. 
  Z kolei Vianne...W pierwszych rozdziałach zwyczajnie jej nie znosiłam. Naprawdę mnie denerwowała, bo była strasznie tchórzliwa, w ogóle nie chciała walczyć w żaden, nie wiadomo nawet jak mały sposób. Prawdopodobnie na jej miejscu zachowywałabym się tak samo, ale wiecie oczekuję, że zmyślone postacie będą lepsze od prawdziwych. A jeszcze jak była akcja z pewną listą to myślałam, że po prostu ją uduszę(nie mówię, o co chodzi, bo spoilery są be). Była taka naiwna, ale później sytuacja się zmieniła i finalnie uważam ją za bardzo dobrą osobę. Ogólnie, obie kobiety przez całą książkę stają się lepszymi wersjami siebie.
  Czymś, co mnie zdziwiło było to, że autorka dosyć brutalnie opisuje koszmar wojny. Przyznaję, że myślałam stereotypowo, ponieważ jest ona kobietą, więc stwierdziłam, że wszystkie rzeczy bardziej drastyczne będą opisane raczej pobieżnie. Ona nie dość, że nie unika ich to jeszcze bardzo szczegółowo je odzwierciedla.
  Ogólnie muszę przyznać, że ta historia przypominała mi trochę tą przedstawioną w "Dziewczynie, którą kochałeś" Jojo Moyes. Pomimo, że tam w ogóle był też bardzo ważny wątek współczesny, ale są takie elementy, które były podobne w obu tych tytułach. Tam też w domu bohaterki kwaterował Niemiec, też żyła w mały miasteczku. Nie wiem, która z tych dwóch wyszła pierwsza, ale powiedzmy, że tego podobieństwa nie traktuję ani jako zalety, ani jako wady. Taka tylko ciekawostka.
  Podsumowując, "Słowik" jest bardzo mądrą książką i wydaje mi się, że warto się z nią zapoznać. Nie wywołała we mnie jakiejś olbrzymiej porcji emocji, ale wystarczająco, żebym była nią zainteresowana. Jeśli te czasy Was ciekawią i tematyka Wam odpowiada to czytajcie :)
  Jeszcze miałabym do Was tak na koniec prośbę. 4 listopada blog będzie miał swoje pierwsze urodzinki i z tego względu chciałabym prosić te osoby, które czytają moje wpisy, ale mnie nie obserwują, żeby kliknęły ten niebieski guziczek po prawej, bo bardzo bym się cieszyła gdybym dobiła do liczby 40 obserwatorów. Miałabym podwójny powód do świętowania ;)
  
  
  
  

sobota, 21 października 2017

MOJE ŻYCIE TYTUŁAMI KSIĄŻEK TAG

  Hej, hej, dziś przygotowałam dla Was tag, w którym będę nadawać różnym sferom mojego życia tytuły książek. Kategorie są trudne, czasami było naprawdę ciężko coś znaleźć, ale starałam się brać pozycje z mojej półki, a nie takie, których nie mam. A teraz, bez dłuższych wstępów zaczynajmy!

1. Tytuł, który ogólnie opisuje całe Twoje życie.
  Moim zdaniem, ogólnie moje życie idealnie opisuje tytuł "Poradnik pozytywnego myślenia". Nie jestem, co prawda jakąś wielką optymistką, powiedziałabym, że raczej realistką, ale niedawno powiedziałam coś w stylu, że jeśli tam na górze faktycznie ktoś jest i patrzy na mnie to on musi po prostu sikać ze śmiechu. Serio, moje życie jest raczej takie pozytywne, jest dużo żartów, ja bardzo często staram się obracać moje wypowiedzi w jakiś zabawny sposób. Generalnie, jest bardzo ok.
2. Tytuł, który opisuje Twój perfekcyjny weekend.
  Raczej nie jestem typem imprezowicza, bardziej taki kanapowiec ze mnie, ale łapię się czasami na tym, że chcę mi się wyjść na jakąś imprezę, czy coś. Mój weekend byłby połączeniem szaleństwa i spokoju, a to perfekcyjnie oddaje tytuł "Rozważna i romantyczna". Można dać się ponieść emocjom i być spontanicznym jednak wszystko trzeba robić z rozwagą, a poza tym ja wiem, że nawet jak gdzieś wyjdę to chętnie później wracam pod mój ciepły koc.
3. Przygoda, na która chciałabyś się wybrać.
  Ja uwielbiam podróżować, więc taką przygodą byłaby "Podróż Wędrowca do świtu", czyli jedna z części "Opowieści z Narnii". Naprawdę mam takie swoje perełki, jeśli chodzi o miejsca, które chciałabym zobaczyć i myślę, że odwiedzenie ich by było jedną wielką przygodą.
4. Nazwij swoje dzieci imionami z tytułów książek.
  Nie wiem, czy powinnam wymienić wszystkie imiona, które pojawiają się w tytułach na mojej półce... Dobra, wyliczę wszystkie, a później wybiorę najlepsze. Te imiona to: Harry, Ania, Matylda, Felix, Net, Nika(nie wiem, czy te dwa to imiona), Rosie, Percy, Ronja, Mikołajek, Benedict, Lolita, Marilyn, Simon, Jane i Ava. O kurczę, dużo tego! Najbardziej prawdopodobne jest, że bym wybrała imię Rosie, Marilyn i Percy, ewentualnie jeszcze Harry i Benedict.
5. Twoja idealna praca.
  Myślę, że taką pracą byłaby dla mnie "Złodziejka książek", bo czasami, gdy patrzę na te ceny...Po prostu aż chodzą mi po głowie myśli o napadzie na księgarnię :D A gdybym jeszcze dostawała za to pieniądze to w ogóle byłoby świetnie ;)
6. Miejsce, które chciałabyś odwiedzić.
  Takim miejscem by była chyba "Biblioteka dusz". Wiem, że brzmi trochę przerażająco i makabrycznie, ale czasami serio jestem ciekawa jakby się gadało z ludźmi, którzy żyli w dawnych czasach. I te zastępy dżentelmenów...Generalnie uważam, że powinno panować równouprawnienie płci, ale czasami chce się jednak być traktowanym jak księżniczka.
7. Tytuł, który opisuje Twoje życie miłosne.
  Na początku chciałam tu dać "Sto lat samotności", ale jak sobie o tym pomyślę to nie jest aż tak źle, a poza tym moje życie to w końcu "Poradnik pozytywnego myślenia". Zdecydowałam się, więc na "Zanim się pojawiłeś". Czekam na tą jedyną osobę, z którą będę mogła spędzić całe swoje życie. Mimo to "czuję się czasami jak właśnie taka księżniczka w wieży, bo czekam, czekam i czekam i nikt nie przychodzi" :D P.S. Cytat świetnej Billie Sparrow, polecam kanał na yt.
8. Pytanie, które sobie zadajesz.
  O, to było ciężkie...Mało jest powieści z pytaniami w tytułach. Wiecie co? Poddaję się. Nie ma takiej książki ani u mnie na półce, ani nie chcę żadnej takiej przeczytać, trudno.
9. Nazwa Twojego królestwa.
  Postawię na "Miasto szkła", bo wyobrażam sobie te wszystkie budynki ze szkła i to by wyglądało pięknie, a poza tym, nie potrzebuję jakiegoś imperium, miasto najzupełniej mi wystarczy.
10. Nazwa Twojego zespołu muzycznego.
  Chyba wybiorę tytuł "Papierowe miasta", bo jest krótki, chwytliwy, ma w sobie nutkę tajemniczości. A jeszcze gdyby zmienić to na angielską wersję, czyli "Paper Towns" to już w ogóle byłoby super.
11. Twój aktualny nastrój.
  Z niecierpliwością czekam na Halloween, odliczam dni do tego mojego drugiego ulubionego święta. Akurat tak się składa, że ten post dodaję 21 października, więc tytuł, który wspaniale tu pasuje to "Dzień 21".
12. Twoja najlepsza przyjaciółka opisana tytułem.
  Gdyby był taki tytuł książki jak "Pani sarkazm" to byłoby to idealne w tym przypadku. Długo się zastanawiałam, bo nie chciałam jej tu zbytnio słodzić, a zarazem nie być taką całkiem bez uczuć, więc zdecydowałam się na "Wierną". Jest bardzo lojalna, szczera, nigdy mnie nie okłamuje i wiem, że mogę jej ufać. Przy okazji, pozdrawiam ją. Dobra, bo zbyt sentymentalnie się zrobiło. Przechodzimy do następnego pytania.
13. Twój ulubiony kolor.
  Muszę wybrać tytuł nie z mojej półki, a jest nim "Czerwień rubinu". Naprawdę czerwony razem z białym i czarnym to moje ulubione kolory i one dominują też w moim pokoju. Dodatkowo, moim ulubionym kamieniem szlachetnym zawsze był rubin.
14. Jak do tej pory postrzegasz 2017 rok?
  2017 rok już się kończy i minął mi bardzo szybko, więc postawię na książkę, której nie czytałam, a jest nią(wstyd się przyznać) "Przeminęło z wiatrem".
15. Plany na zimę.
  Zima jest czasem, gdy wychodzę ze swojego kokonu o nazwie "Nienawidzę sportu!", by pojeździć na nartach. Góry zawsze w zimę mnie do siebie wzywają, więc tytuł "The Call. Wezwanie" pasuje jak ulał.
16. Cel na 2018 rok.
  Ja nigdy nie mam postanowień noworocznych ani czegoś w tym stylu, więc nie mam pojęcia, co mogłabym tu dać.
  Niestety, tym niefortunnym akcentem muszę zakończyć ten tag. Mam nadzieję, że Wam się podobało. Zapraszam do obserwowania, komentowania i odwiedzania fanpage'a :)