wtorek, 12 grudnia 2017

EMO W ROLI GŁÓWNEJ/"HATE LIST. NIENAWIŚĆ" JENNIFER BROWN

  Hej, hej, słuchajcie, dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję książki, którą miałam na swojej liście do przeczytania już chyba z rok. Nie jest to jakiś bestseller, a wręcz powiedziałabym, że dość nieznana pozycja, a szkoda, bo jednak zasługuje na całkiem sporą ilość uwagi.
  Valerie wraz ze swoim chłopakiem, Nickiem stworzyła listę ludzi, których nienawidzą. Znajdują się tam szkolne gwiazdy, członkowie drużyny footballowej, nauczyciele a nawet osoby niezwiązane ze środowiskiem szkolnym, np. prezenterzy telewizyjni. Któregoś, pozornie zwyczajnego dnia Nick przychodzi do szkoły z pistoletem i próbuje zabić wszystkie osoby z listy. Po całej strzelaninie sam popełnia samobójstwo. Valerie jednak żyje i musi wrócić do szkoły wiedząc, że są tam ludzie, którzy uważają ją za współwinną całej tragedii.
  Zacznę od tego, że robienie tego typu spisu osób, których się nienawidzi w moim odczuciu nie jest normalne. Wiadomo, wydaje mi się, że każdy przynajmniej raz powiedział/pomyślał, że czuje do kogoś nienawiść. Spisanie ich jest jednak taką bardziej oficjalną, poważną formą wyrażenia tego. Nie wiem do końca, jak to ująć. Poza tym, ta cała lista została zatytułowana "Do odstrzału". Wiecie, to już jest taka forma życzenia komuś śmierci, a to już jest jednak takie bardziej dosadne. Poza tym, Valerie się tłumaczyła, że to wszystko to była taka forma żartów jej i Nicka i ja sobie wtedy myślałam: "Nie no, dziewczyno, masz świetne poczucie humoru".
   Generalnie, ja mam taki dość spory problem z główną bohaterką, a zwłaszcza na początku. To jest taka typowa zbuntowana nastolatka. "Puszczę muzykę na cały głos mimo, że wiem, że zaraz matka przyjdzie i powie, żebym ściszyła. A niech sobie przychodzi, jestem taka zła ha ha ha". W ogóle, tak z innej beczki powiem, że ja nigdy nie ogarniałam tego podgłaśniania muzyki na full przez normalne głośniki, jakby zwykłe słuchawki były nie wiadomo jakim wydatkiem. Gdy mamy słuchawki na uszach wszyscy są zadowoleni.
  Poza tym, Valerie jest tak bardzo emo. I umówmy się, ja nic nie mam do tego, że się ubierała na czarno i miała pofarbowane włosy na ciemny kolor, chociaż to było dość zabawne. gdy wyobrażałam sobie ją jeszcze ze skórą pofarbowaną na taką czystą czerń, żeby dodać jej tego emo klimatu. Po prostu ja ją widziałam oczami wyobraźni, jak ona siedzi w tej szkole i ciągle z taką miną jakby cały świat był przeciwko niej. Nie mówię tu o czasie po strzelaninie, bo jakby wtedy to by było uzasadnione, ale przed nią to tak się zachowywała tylko dlatego, że uznawała, że została pokrzywdzona przez wszystkich i w ogóle życie jest bez sensu.
  Podobało mi się w "Nienawiści" to, że nic nie było dla mnie takie oczywiste. Nie wiedziałam, czy główna bohaterka jest winna masakry w szkole, czy też nie. Czy to, że ludzie ją tak traktowali, jak traktowali jest uzasadnione. Ta powieść jest pełna pytań, na które nie znam odpowiedzi.
  Jestem za to w pełni pewna, że zachowanie ojca Valerie jest karygodne. Nie powiem Wam dokładnie, co on tam robił, żeby jakoś bardzo nie spoilerować. Powiem tylko tyle, że odwrócił się do niej dupą i powiedział: "Radź sobie sama". Ja wiem, że sytuacja, w której twoje dziecko jest w pewien sposób zamieszane w strzelanine nie jest zbyt codzienna i nie ma poradników, jak sobie z tym radzić, ale kurde trzeba dać do zrozumienia swojemu potomkowi, że nieważne, co zrobił i tak się go kocha. I nie mówię tu, żeby go głaskać po główce i mówić, że wszystko jest okej, ale dać chociaż takie minimum wsparcia.
  Moim zdaniem, zakończenie jest trochę zbyt idealna i takie "słodkie". Ja czytając je widziałam, co prawda, że autorka za wszelką cenę chce uniknąć takiego efektu, ale niestety, nie wyszło jej to w 100%. Może jednak moje odczucia są błędne, bo możliwe, że taki zabieg był po to, żeby sprawić, że ta historia będzie jedną z tych, które niosą nadzieję.
  Podsumowując, "Nienawiść" to nie bestseller, a jest bardzo dobrą książką. Jest dość krótka, a poza tym, tak pokazuje, że nawet choćby nie wiem, jak w bardzo złej sytuacji byśmy się znaleźli to zawsze jest szansa wyjścia na prostą.

niedziela, 10 grudnia 2017

PODSUMOWANIE "KRWAWEJ JESIENI"

  Hejka, hejka, dziś przygotowałam dla Was podsumowanie, lecz nie miesiąca, ale cyklu na moim blogu. Jeśli nie wiecie, o co chodzi to wyjaśniam. "Krwawą jesień" stworzyłam po to, by zmobilizować się do przeczytania paru kryminałów, a dla mniej jesień jest idealną na to porą. Cała akcja działa się przez wrzesień, październik i listopad.
Przeczytane książki: 4
1. "Behawiorysta"- Remigiusz Mróz
2. "Dziewczyna z pociągu"- Paula Hawkins
3. "Dwanaście prac Herkulesa"- Agatha Christie
4. "Margo"- Tarryn Fisher
  Myślę, że przeczytanie 4 kryminałów w 3 miesiące jest całkiem niezłym wynikiem. Wiadomo, czytałam jeszcze innego typu powieści. Generalnie, założyłam sobie, że w każdym miesiącu muszę przeczytać co najmniej 1 thriller, kryminał, czy coś w tym stylu. Wydaje mi się, że pod względem różnorodności dobrze dobrałam pozycję, bo mamy tu i młodzieżówkę i klasyk i jedną pozycję z Polski. Jestem więc pewna, że moje odczucia do tego gatunku nie są ukształtowane przez to, że do tej serii brałam wszystkie tytuły, które były pisane na jedno kopyto. Właśnie, jak po tej podróży oceniam kryminały? Powiem Wam, że nie jestem fanką, na pewno nie są to całkowicie moje klimaty. Możliwe, że powtórzę "Krwawą jesień" w przyszłym roku by upewnić się(bądź nie)w tym przekonaniu. Nie oznacza to, że te wszystkie książki w ogóle mi się nie podobały, ale po prostu nie miały w sobie tego czegoś.
Najlepsza książka:
"Dziewczyna z pociągu"- Paula Hawkins
  Wiecie jaką śmieszną rzecz zauważyłam, gdy zastanawiałam się, którą historię tu dać? Wszystkie najgorsze książki miesiąca z jesieni były kryminałami. No cóż, musiałam wybrać zwycięzcę wśród przegranych, a jest nim "Dziewczyna z pociągu" i w tym momencie się boję, że mnie zabijecie. Umówmy się, według mnie, to też nie była dobra powieść, ale chyba jakoś najbardziej mnie zaskoczyła zakończeniem z tych wszystkich kryminałów i po prostu najbardziej mi przypasowała.
Najgorsza książka:
  Oj, czuję, że mnie zamordujecie. 'Ty ignorantko! Agatha Christie najgorsza, a ten gniot "Dziewczyna z pociągu" najlepsza? Co z tobą jest nie tak?' W pełni rozumiem Wasze oburzenie, ale postawcie się w mojej sytuacji. Wyobraźcie sobie, że ze wszystkich książek, które Wam się nie podobają musicie wybrać najgorszą i najlepszą. W "Dwunastu pracach Herkulesa" nie podobało mi się głównie to, że nie ma pokazanego procesu dedukcji w rozwiązywaniu zagadek i nie ma jakiegoś skomplikowanego wykreowania postaci.
Najlepsza okładka:
  Akurat z okładkami miałam problem na tej zasadzie, że większość naprawdę mi się podobała. Wydaje mi się jednak, że oprawa graficzna "Margo" najlepiej obrazuje treść tej powieści.
Najgorsza okładka:
  I kolejna Złota Malina wędruje do "Dwunastu prac Herkulesa".
  Jak widzicie kryminały to raczej nie jest coś dla mnie, ale chciałam trochę się zapoznać z tym jakże popularnym ostatnio gatunkiem.


wtorek, 5 grudnia 2017

FLIRT CZY FILTR?/"PONAD WSZYSTKO" NICOLI YOON

  Hej, hej, dzisiaj mam dla Was recenzję książki, którą przeczytałam akurat teraz w zasadzie czystym przypadkiem. Byłam w księgarni razem z moimi rodzicami i kupowaliśmy jakąś powieść dla mojej babci na urodziny. Ja, jak to ja rozglądałam się po wszystkich półkach i szukając, czy są tam jakieś tytuły, które chcę przeczytać. Zobaczyłam grzbiet książki "Ponad wszystko", wyjęłam ją myśląc: "E, pewnie okładka filmowa". Patrzę, a tam oryginalna oprawa graficzna. Takiej okazji nie mogłam przepuścić, bo jak wszyscy wiemy, gdy pojawia się ekranizacja magicznym sposobem wszędzie znikają pierwotne okładki.
  Madeline ma wyjątkowo rzadką chorobę. Nie może wychodzić z domu, a wszystko wokół niej musi być specjalnie odkażone, bo inaczej każda rzecz wywołałaby reakcję alergiczną, która w przypadku tej właśnie dziewczyny może doprowadzić nawet do śmierci. Nastolatka akceptuje taki stan rzeczy, a nawet go lubi do momentu, gdy do domu obok wprowadza się chłopak Olly wraz ze swoją rodziną. Od razu zaczyna intrygować Madeline, a ich wspólna relacja toczy się taki sposób, jakiego by się nigdy nie spodziewała.
  Powiem Wam, że na początku się wystraszyłam. Spowodował to cytat zamieszczony jeszcze przed rozpoczęciem historii. Wiecie, czasami autorzy dają takie, ja zwykle ich nie czytam, lecz ten wyjątkowo zwrócił moją uwagę. Był to cytat z "Małego Księcia". Może niektórzy z Was wiedzą, że nie znoszę tej pozycji i jeszcze był to ten fragment: "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu". Jak dla mnie najbardziej oklepany ze wszystkich, bo już tyle razy został umieszczony na facebooku i wszędzie, że dla mnie on już kompletnie stracił przesłanie. Pomyślałam: "O, nie, czy to będzie jedna z tych książek 'ambitny' cytat, na 'ambitnym' cytacie 'ambitnym' cytatem pogania?". Na szczęście okazało się, że moje przypuszczenia były błędne.
  Ogromnym plusem "Ponad wszystko" jest to, że ma w sobie taką lekkość. Mimo tego, że tematyka nie jest jakaś taka najłatwiejsza(nie mówię też, że najcięższa), bo wiecie choroba i te sprawy, to my nie jesteśmy zmęczeni podczas czytania. Ja pochłonęłam tą powieść bardzo szybko, bo nie chciałam się od niej odrywać. To jest jej wielka zaleta, że jest jednocześnie mądra, ale też wyjątkowo przyjemna.
  Zastanawiałam się podczas zapoznawania się z tym tytułem, czy ta choroba, którą ma Maddy, czyli SCID istnieje. Myślałam, że nie, bo wydawało mi się to strasznie dziwne, że rodzi się człowiek, który tak jak inne zwierzęta ma przystosowania do życia na świecie, a ktoś po prostu tych cech, typu odporność, nie ma. Okazało się jednak, że ta przypadłość istnieje i to jest naprawdę świetne, że taka historia, która jest skierowana głównie do młodzieży zwraca naszą uwagę na ludzi, którzy mają w swoim życiu tak ciężko.
  Główna bohaterka generalnie przez to, że siedzi bez przerwy w domu bardzo dużo czyta. Autorka bardzo zręcznie wykorzystuje to, że właśnie taki typ spędzania czasu dała tej postaci, bo bardzo często dodaje jakieś nawiązania z literatury.
  Najczęściej jest tu chyba wspominany "Mały Książę"(blee), ale też "Władcy much", czy "Duma i uprzedzenie". Wyobraźcie sobie, że Madeline kocha pana Darcy tak samo jak ja. Gdy się o tym dowiedziałam poczułam tak olbrzymią więź z tą bohaterką mimo tego, że jej ulubioną powieścią jest właśnie "Mały Książę, czyli spis wszystkich cytatów, jakie mógł wymyślić autor".
  "Ponad wszystko" też zdecydowanie się nie nudzi. Wydaje mi się, że jest to spowodowane interesującą fabułą, ale to jest dość oczywiste, ale często też są w tej książce pokazane jakieś zapiski Maddy. Mamy też trochę wymieniania maili z Ollym, ale też na przykład rysunek makiety, którą zrobiła dziewczyna, czy takie jakby screeny ekranu komputera.
  Moim zdaniem, dwójka głównych bohaterów tworzy naprawdę uroczą, ale zarazem też bardzo dojrzałą parę. Wzajemnie się uzupełniają, Madeline wprowadza do tej relacji trochę spontaniczności i pcha ją do przodu, a Olly z kolei bardzo zaimponował mi tym, że rozumiał, że nie mogą się nawzajem dotykać, bo dla dziewczyny nie jest to bezpieczne ze względu na jej chorobę. Wiecie, zwykle, choć nie chcę generalizować, chłopaki w wieku Olly'ego, jeśli dowiedzieliby się, że nie mogą dotykać swojego obiektu zainteresowania to by powiedzieli: "Do widzenia, elo i cześć".
  Jedyny minus, który zaobserwowałam w związku z ich kontaktami to to, że ich rozmowy na czacie wydawały mi się czasami nienaturalnie bezpośrednie, wszystko mówili tak wprost  i w ogóle. Nie mówię, że to jest źle, bo gdyby w każdym związku tak było to myślę, że liczba zerwań by spadła kilkukrotnie. Nie wiem, może oni po prostu stwierdzili, że i tak mają wystarczająco skomplikowaną sytuację i nie chcą się bawić w te gierki :D
  Zakończenie mnie kompletnie zaskoczyło. Myślałam, że autorka całkowicie pojedzie po bandzie i w sumie pojechała, ale w zupełnie innym kierunku niż się spodziewałam i to było coś, co zupełnie mi nie przeszło przez myśl.
  Podsumowując, "Ponad wszystko" nie jest wybitnym dziełem współczesnej literatury, ale dostarcza rozrywki jednocześnie pozostając inteligentną. Tak naprawdę nie mam się do czego w niej przyczepić oprócz tej wady, która nawet nie wiem, czy jest wadą. Serio, to jest chyba jedyna w ostatnim czasie taka powieść, która praktycznie całkowicie mi się podobała.
P.S. Szybkie wyjaśnienie tytułu posta. Wiecie, bo Maddy musi korzystać z filtrów powietrza, a flirt to wiecie, o co chodzi :D

sobota, 2 grudnia 2017

PODSUMOWANIE LISTOPADA/2017

  Hej, hej, słuchajcie mamy już grudzień i powiem Wam, że koniec listopada dla mnie przyszedł wyjątkowo niespodziewanie w tym roku. Po prostu któregoś dnia spojrzałam w kalendarz i pomyślałam: "O, mój Boże to już się skończył listopad?!". Z tego powodu też jedna książka, która miała się zaliczyć do cyklu "Krwawa jesień" już w nim nie będzie, bo jeszcze do mnie nie dotarła. Mówi się trudno i żyję dalej, pewnie i tak ją jakoś w grudniu jeszcze zdążę przeczytać.
Liczba przeczytanych stron: 2180
Przeczytane książki: 4
1. "To"- Stephen King
2. "Problem"- Non Pratt
3. "Margo"- Tarryn Fisher
4. "Duff. Ta brzydka i gruba"- Kody Keplinger
  W tym miesiącu prawie wszystkie powieści, które przeczytałam były młodzieżówkami...Chyba powinnam się w grudniu zabrać za coś bardziej ambitnego :) Ale nie, było naprawdę okej. Wydaje mi się, że wszystkie pozycje są mniej więcej na podobnym poziomie, dlatego ciężko mi będzie wybrać najlepszą, najgorszą itd. W ogóle w listopadzie przeczytałam najdłuższą książkę w swoim życiu i oczywiście było to "To" także uważam, że jest to dość spore osiągnięcie ;)
Najlepsza książka miesiąca:
"To"- Stephen King
  Zastanawiałam się, czy dobierając powieść do tej kategorii być obiektywna, czy subiektywna. Zdecydowałam się na to pierwsze, bo w innym przypadku dałabym tu "Duff. Ta brzydka i gruba", bo bardzo przyjemnie mi się to czytało, ale nie czułabym się wtedy dobrze sama ze sobą. Nie można odmówić "Temu", że widać tam olbrzymi kunszt Kinga i ogólnie ta pozycja jest na maksa dopracowana, autor pisał ją 5 lat. Ma wiele wątków, więc myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Ma pewne wady, które mi przeszkadzały podczas czytania, ale to bardziej wynika z mojego własnego widzimisię.
Najgorsza książka miesiąca:
"Margo"- Tarryn Fisher
  W tym wypadku z kolei pomyślałam, że będę bardziej subiektywna. Mogłabym też dać tu "Problem", ale w niego zdecydowanie bardziej się wkręciłam niż w "Margo". Dla mnie ta historia jest dość chaotyczna, postacie(oprócz głównej bohaterki) są tacy średni na jeża. Według mnie autorka nie wiedziała, jaką dokładnie powieść chce napisać, więc wrzuciła tu tak wszystkiego po trochu.
Najlepsza postać miesiąca:
Margo z "Margo"- Tarryn Fisher
  W tej bohaterce chyba najbardziej podoba mi się to, że jest ona taka niejednoznaczna i ja w sumie sama nie wiem, co mam o niej myśleć. To stanowiło dla mnie ogromny dylemat podczas czytania jednak te ciągłe rozważania na temat Margo nie były dla mnie uciążliwe, a wręcz dodawały taki akcent czegoś nieoczywistego.
Najgorsza postać miesiąca:
Hannah z "Problemu"- Non Pratt
  Ta dziewczyna nie odpowiada mi swoim sposobem bycia. Tym, że tak dużo imprezuje, że wchodzi każdemu do łóżka i ogólnie w moim odczuciu się nie szanuje. Do tego jest wielce zdziwiona, gdy dowiaduje się, że jest w ciąży jakby jednym z "efektów ubocznych", że tak to nazwę, seksu nie było dziecko.
Najładniejsza okładka miesiąca:
  Generalnie w tym miesiącu w większości natrafiłam na same porządne okładki. Pewnie o każdej się szerzej wypowiem w kolejnym poście z "Okładkove love". Ta, którą wybrałam jest filmowa, ale w tym przypadku według mnie, jest lepsza od oryginalnej. Podoba mi się, że są w niej same takie proste kolory, ale są one bardzo nasycone.
Najbrzydsza okładka miesiąca:
  Ta okładka wygląda jak oprawa głupiutkiej młodzieżówki, która w sumie jest "Duff". Ale błagam Was! Te podpisy..."Ciacho", "Sucz", "Geek i nerd"...Czemu ogłupiamy młodzież w oczach społeczeństwa? Czy ktoś mi odpowie na to pytanie?
  To już koniec tego podsumowania. Na tym blogu oficjalniej rozpoczął się grudzień. Boję się tylko, że skoro listopad minął mi tak szybko to co dopiero grudzień. Wiecie, prezenty na święta, przygotowania do Bożego Narodzenia, wystawianie ocen...Jeszcze chyba muszę się powoli szykować do podsumowania 2017 roku! Jeszcze nie wiem, jak to dokładnie zrobię, ale mam parę pomysłów, więc czekajcie cierpliwie...