sobota, 26 sierpnia 2017

JESTEM HEJTEREM! BOOK TAG

  Hej, hej, dziś przychodzę do Was z tagiem. Wakacje niestety, już się kończą, więc stwierdziłam, że te negatywne emocje wywołane tym przykrym wydarzeniem wyładuje właśnie w tym tagu. W niektórych odpowiedziach są linki do recenzji książek, o których wspominam.

1. Co ja czytam?! Książka z błędami logicznymi.
  Ja szczerze mówiąc nie zwracam uwagi na błędy logiczne, jakoś tak umykają mojemu umysłowi, więc jeśli ja wychwytuję coś takiego to znaczy, że to coś naprawdę bez sensu. Wybrałam tu książkę "Królowa cieni", czyli czwarty tom "Szklanego Tronu" i tam był moment, gdy Rowan obrywa strzałą w ramię, później narrator raczy nas powiadomić o tym, że gdyby się przesunął choćby o centymetr to strzała przeszyłaby serce. Serce jest mniej więcej po środku klatki piersiowej, ale coś, czego kompletnie nie ogarniam dzieje się dopiero wtedy, gdy nasz bohater zaczyna kuleć. Dostał w kolano? Nie...W udo? Nie...To może w stopę? Nie, dostał w RAMIĘ i kuleje...
2. A ten/ta tu czego? Książka z irytującym głównym bohaterem.
  Ja naprawdę nie chciałam tu dawać tej postaci...Myślałam: "Nie no, Jula, już tyle mówiłaś, jak to jej nie lubisz, daj tej biednej dziewczynie spokój". Popatrzyłam na swój regał i stwierdziłam, że może dam tu Mare Barrow z "Czerwonej królowej", ale nie mogłabym z czystym sumieniem dać tu kogoś innego niż Clary z "Darów Anioła". I tak bardzo, jak uwielbiam tą serię to jej nie cierpię. Wiem, że dużo osób ją lubi, nie wiem, ale mi ona strasznie działała na nerwy. Jej lekkomyślność, jej podejście: "W ogóle nie używajmy mózgu, ani rozsądku" sprawiało, że zamykałam książkę i musiałam chwilę pokontemplować nad jej głupotą. Do tego, jak widzi Jace'a to ma zawsze takie: Och, Jace jaki on cudowny...".
3. Grafomania. Powieść z denerwującym stylem autora: denne dialogi, nudne opisy lub po prostu słaby warsztat.
  Proszę, nie zabijcie mnie teraz, ale będzie to "Władca Pierścieni" Tolkiena. Ja rozumiem, że ktoś może się w tym zaczytywać i taki styl może mu się podobać, ale dla mnie to było takie za ciężkie, niby tam coś się działo, ale to było tak opisane, że nie mogłam się wkręcić w akcję.
4. No i po co to było? Drugi tom, który nie dorównał pierwszemu.
  O, panie, ile tu czegoś takiego było...Wymienię 3 powieści, bo wszystkie mniej więcej dzieliła ta sama różnica poziomów od pierwszych tomów. Będzie to "Królestwo kanciarzy", czyli kontynuacja "Szóstki wron", która była po prostu nudna, ta intryga jakoś mnie nie porwała, "Wróć, jeśli pamiętasz", czyli drugi tom "Zostań, jeśli kochasz" w tym przypadku fabuła była taka dość przeciętna, nie było tu nic wyjątkowego, a poza tym Adam mnie zaczął strasznie denerwować. I już ostatnią pozycją będzie "Kiedy odszedłeś", czyli kontynuacja "Zanim się pojawiłeś", ale tutaj powiedzmy, że to wybaczam, bo pierwsza część była absolutnie genialna i ciężko by było powtórzyć jej sukces.
5. Schowaj ten czerwony dywan! Książka niezasłużenie popularna.
  To też jest bardzo częste zjawisko. Postawię na "Gwiazd naszych wina". Nie mówię, że to jest zła książka, bo bardzo przyjemnie mi się ją czytało i tak na raz była ok, ale po tych wszystkich "ohach" i "ahach" oraz po filmie, który podobał mi się bardziej niż powieść, spodziewałam się czegoś zdecydowanie bardziej absorbującego i poruszającego.
6. Tak złe, że aż dobre. Guilty read.
  Myślę, że dam tutaj serię "Selekcja" Kiery Cass, bo jest ona bardzo przewidywalna, zakończenie losów trójkąta miłosnego się rozwiązuje po kilku sekundach, a tym samym koniec trylogii. Mimo to mnie ta historia pochłonęła, wciągnęła i miałam nawet czasami takie: "O, boże, a co, jeśli ona pójdzie jednak z tym, a nie z tamtym, co się wtedy stanie?!" i ta powieść trzymała w jakimś takim napięciu, a poza tym, książę Maxon jest kimś kogo ubóstwiam...
7. Dobranoc, pchły na noc. Książka, przy której można zasnąć.
  Wybieram "Złotą godzinę" Sary Donati. Jak ja się przy niej wynudziłam...Spodziewałam się walki o prawa kobiet, wojny, a tu było takie chodzenie po sierocińcach, chodzenie po sądach, uprawianie seksu, znowu chodzenie po sądach i tak w kółko. Do tego jest tu mnóstwo stereotypów na temat feministek, więc serdecznie nie polecam. A żeby tego było mało, to zostało to opisane na ponad 800 stronach o dużym formacie...
8. A co to, farba się wylała? Brzydka, irytująca okładka.
  Niestety, po raz drugi moje biedne, ukochane "Dary Anioła" znalazły się w tym haniebnym tagu...Ta okładka sprawiała, że gdy czytałam "Miasto kości" w miejscach publicznych to czułam na sobie wzrok tych ludzi dookoła i praktycznie słyszałam te myśli w stylu: "Co to? Ona chyba erotyk jakiś czyta. Taka młoda...Co to się dzieje z tą współczesną młodzieżą?". W takich chwilach chciałam wstać i krzyknąć: "To nie jest erotyk! To jest fantastyka! Nie moja wina, że ma tak beznadziejną okładkę!". W ogóle, oprócz tego, że jest po prostu brzydka to nie wiem, co mieli na myśli jej twórcy, gdy ją robili. Te smugi światła wychodzące z klatki piersiowej Jace'a... Nie mam pojęcia, może to jakaś metafora, że Jace jest uosobieniem Jezusa, czy coś...
9. No i gdzie ten suspens? Książka do bólu przewidywalna.
  Wspomniana już wcześniej trylogia "Selekcja", ale jak już wiecie, szanuję ją.
10. Depczesz mi po odciskach! Rzeczy, których nie lubię w książkowym świecie.
  Nie lubię słabych powieści, brzydkich okładek, cen książek(czemu one muszą być takie drogie?) i jeszcze wielu, wielu innych rzeczy, których nie będę już tu wymieniać.
  To już koniec, tego tagu, mam nadzieję, że Wam się podobał, bo mi osobiście bardzo dobrze się odpowiadało na te pytania.

piątek, 25 sierpnia 2017

BŁYSZCZĄCE KLUCHY.../"UKRYTA WYROCZNIA" RICKA RIORDANA

  Hej, hej, dzisiaj opowiem Wam o pierwszym tomie serii "Apollo i boskie próby" Ricka Riordana. Ta książka pozwoliła mi udać się w sentymentalną podróż do świata mitologii, ponieważ ja zaczęłam z nim przygodę od "Percy'ego Jacksona i bogów olimpijskich".
  Bóg Apollo poważnie rozgniewał swojego ojca, Zeusa przez co już trzeci raz zostaje przemieniony w człowieka. Tym razem przybrał postać nastolatka z trądzikiem i oponką na brzuchu, co sprawia, że jest on ogromnie załamany, bo zawsze olśniewał urodą. Postanawia udać się do Obozu Herosów i tam przeczekać gniew boga piorunów jednak na obóz czyha niebezpieczeństwo...
  Zacznę trochę nie w temacie tej konkretnej powieści, ale co tam. Na początku mówiłam o sentymentalnej podróży. Mianowicie, Apollo postanawia się udać po pomoc do Percy'ego, a ten chłopak już zaraz pisze maturę, idzie na studia i naprawdę jak tak pomyślałam o tym to aż mi się łza zakręciła w oku, bo te dzieci tak szybko dorastają...
  Jeszcze wspomnę wykorzystując okazję, że jeśli chcecie przeczytać i "Percy'ego" i "Apolla" to zacznijcie od tego pierwszego, bo w "Apollu" są z tego spoilery.
  Słuchajcie, muszę powiedzieć, że Rick Riordan naprawdę trzyma poziom. Nie zawiodłam się, jest mnóstwo akcji, przygód i przede wszystkim humoru, czyli to, co tygrysy lubią najbardziej.
  Wydaje mi się, że praktycznie na każdej stronie jest jakaś zabawna wstawka. Jest dużo żartów związanych z popkulturą, a ja lubię takie klimaty, z kolei w innych momentach ten humor jest tak absurdalny...Na przykład, w pewnym momencie gonią ich potwory i wszyscy mówią na nie błyszczące kluchy i ty wiesz, że to jest głupie i to nie powinno cię śmieszyć, bo jesteś dojrzały, poważny i tak dalej, ale jak wyobrazisz sobie bohaterów, śmiertelnie przerażonych i uciekających tak, że aż się za nimi kurzy, a tym co ich goni są błyszczące kluchy to mimo starań zaczynasz się śmiać.
  W ogóle, Apollo jest genialną postacią, uwielbiam go, on zawsze rzuci jakimś śmiesznym tekstem. Uważam, że on jest największym plusem tej pozycji. Pod tym takim płaszczykiem pewności siebie skrywa jednak swoją drugą naturę, którą stopniowo ujawnia przez wszystkie strony i sprawia, że przestaje być tylko takim "rozśmieszaczem". Jedynym minusem tego bohatera jest to, że rozbił Beatlesów :(
  Ogólnie, wydaje mi się, że książki Ricka Riordana są umieszczane w kategorii dla dzieci i młodzieży i ja się z tym zgadzam, bo to nie są jakieś mocne historie, typu "Igrzyska Śmierci".               Zachwyca mnie to, jak autor poważnie traktuje czytelnika, jakby był z nim na równi dojrzałością. Riordana nie boi się mówić o gejach, w mniej lub bardziej oczywisty sposób o seksie. Po prostu po tym jak on pisze sprawia wrażenie takiego człowieka, który uważa, że wszystko jest dla ludzi i niepotrzebnie zataja się przed dziećmi, że istnieją różne orientacje i inne tego typu rzeczy.
  "Ukryta wyrocznia" to bardzo luźna powieść, idealna na lato, ja już zamówiłam drugi tom i będę czekać na następne, bo naprawdę, była to bardzo przyjemna lektura.


poniedziałek, 21 sierpnia 2017

POŁĄCZENIE FANTASTYKI, OBYCZAJÓWKI I HORRORU/"OSOBLIWE I CUDOWNE PRZYPADKI AVY LAVENDER" LESLYE WALTON

  Hej, dziś mam dla Was wpis na temat książki, o której słyszałam wiele dobrego, ale tak, przyznaję się bez bicia, że jej piękna okładka też miała swoją rolę w przekonaniu mnie do przeczytania tej powieści. Już nie przedłużając, zapraszam na recenzję "Osobliwych i cudownych przypadków Avy Lavender"!
  W rodzinie Avy od pokoleń dochodziło do dziwnych przypadków. Jej przodkowie często byli dość osobliwi jednak mimo dziwnych losów tej familii dziewczyna i tak zaskakuje wszystkich, gdy rodzi się ze skrzydłami. Nie ma żadnych magicznych zdolności, nawet nie potrafi latać. Z tego względu przez lata nie wychodziła z domu, lecz gdy poznała swoją przyjaciółkę Cardigan wyszła do ludzi. Niestety, czyha na nią niebezpieczeństwo w postaci Nathaniela Sorrowsa, który uważa, że jest ona aniołem.
  Pierwszym, co przykuło moją uwagę było to, jak doskonale Leslye Walton potrafi oddać klimat miejsca, w którym dzieje się akcja. Na początkowych stronach fabuła rozgrywa się w Nowym Jorku i czujemy jakbyśmy faktycznie tam byli razem z bohaterami.
  Tym jednak, co najbardziej mnie zachwyciło było oddanie mentalności małomiasteczkowej. Ja sama jestem z małej miejscowości i wiem, jak to wszytko wygląda w obecnych czasach, a przecież dawniej ludzie byli jeszcze bardziej tacy ograniczeni i każdy chciał znać wszystkie plotki.
  W ogóle, zapomniałam wspomnieć, że na początku poznajemy pradziadków Avy, a dopiero później stopniowo dochodzimy do tytułowej bohaterki i ten wątek bardzo mi się podobał. Ja ogólnie lubię tak od czasu do czasu przeczytać coś w stylu sagi rodzinnej, gdzie są przedstawione losy kliku pokoleń.
  Moim zdaniem, postać Avy była dość słabo rozpisana, nie była ona tak wyrazista, jak inne kobiety z jej rodziny. To mnie ogromnie dziwi, ponieważ autorka nawet takim przypadkowym bohaterom z tego miasteczka, gdzie dzieje się większość akcji potrafiła nadać jakieś cechy wyróżniające je wśród innych, a z główną bohaterką jej coś nie wyszło.
  Jedynym, co tak bardziej wybiło mi się w tej bezbarwności Avy było to, co zrobiła na końcu. Mianowicie, zachowała się jak ostatnia idiotka. Nie będę mówić, o co mi chodzi, żeby nie spoilerować. Ja po prostu w tamtym momencie załamałam ręce.
  Chociaż w sumie ta dziewczyna może to mieć po swojej mamie, która też do najbardziej rozsądnych nie należała. Otóż, musicie wiedzieć, że ta kobieta bardzo lekko podchodziła do seksu. Czasami wręcz się zastanawiałam: "Czy coś mnie ominęło? Przecież oni w poprzednim zdaniu jeszcze się kłócili."
  Dobra, ale koniec narzekania na postacie, bo tu do akcji wkracza Nathaniel Sorrows. Ja lubię takich psychopatów jak on, są oni niesamowicie intrygujący i po prostu uwielbiam o nich czytać. Gdy już miałam odkładać książkę pod koniec rozdziału i robić coś innego, ale zobaczyłam, że zaraz będzie fragment z jego przemyśleniami, to choćby się waliło i paliło, musiałam go od razu przeczytać.
  Wydaje mi się, że "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" to pozycja, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Jest tu coś dla fanów fantastyki i dla tych, którzy wolą obyczajówki, które opisują magię codzienności. Mimo, że zwykle takie zwykłe życie w książkach to nie jest mój klimat to tutaj to działa, czuć tą niezwykłość codzienności i mi to bardzo odpowiadało. Są też takie  straszne fragmenty, jakby żywcem wyjęte z jakiegoś thrillera, czy horroru i one chyba mnie najbardziej zainteresowały, ale cała książka jest bardzo wciągająca, więc serdecznie ją Wam polecam.
  Słuchajcie, jeszcze tak z innej beczki powiem, że moja kolekcja FUNKO POP się powiększyła o 2 figurki. Pierwszą jest Luna, na którą polowałam już od dłuższego czasu, bo to moja ulubiona postać z HP, więc nie mogło jej zabraknąć. Wydaje mi się, że na zdjęciach wyglądała trochę lepiej, ale na półce też się dobrze prezentuje, jeśli ma się ją na wysokości oczu, bo inaczej wygląda jakby nie miała włosów.
  Następny jest Sherlock, bo serial "Sherlock" to moje życie i odkrycie tych wakacji. Ogólnie, Sherlock to mój serialowy mąż mimo, że on uważa, że miłość jest bez sensu, ale i tak go kocham. Z kolei ta figurka lepiej wygląda w rzeczywistości niż na zdjęciach. Prezentuje się tak bardziej łagodnie. Teraz tylko mam problem, bo wszystkie pozostałe figurki mam z HP albo "Fantastycznych zwierząt i jak je znaleźć" i Sherlock jest taki samotny i kusi mnie, żeby dokupić do niego Irene Adler, bo moim zdaniem, oni do siebie niesamowicie do siebie pasują i powinni być parą.

sobota, 19 sierpnia 2017

CZY KSIĄŻKI DODAJĄ INTELIGENCJI?/ŚWIAT WEDŁUG KSIĄŻKOHOLICZKI+"ROZWAŻNA I ROMANTYCZNA" JANE AUSTEN

  Hej, hej, witam Was w kolejnym poście z serii "Świat według książkoholiczki"! Każdy pewnie pamięta ze szkoły takie pytanie od nauczyciela: "Co nam daje czytanie książek?", no i, tam się wymieniało, że większy zasób słownictwa, rozwija wyobraźnię i takie tam. Natomiast, nigdy się chyba nie spotkałam ze stwierdzeniem, że dodaje inteligencji, więc postanowiłam to rozgryźć na własną rękę. Jeszcze tylko dopowiem, że mówiąc "inteligencja" mam na myśli taką mądrość w życiu, a nie znanie jak największej liczby formułek z podręcznika.
  Zacznę od kwestii czysto wizualnej. Dla mnie człowiek czytający coś, cokolwiek, nawet gazetę wygląda bardzo inteligentnie. To działa mniej więcej na takiej samej zasadzie jak noszenie okularów.   Na pierwszy rzut oka człowiek z każdą powieścią w rękach wygląda mądrzej. Nieważne, czy to jest fantastyka, romans, czy nawet erotyk. Jeśli nie znamy czytanej przez tą osobę książki, ani okładka nie sugeruje nam o czym ona jest, to odruchowo myślimy: "Ale on musi być mądry...".
  Powiedziałabym, że to, czy lektura dodaje inteligencji już nie w sensie wizualnym zależy od tego, o czym ona jest. Na przykład, nie sądzę, żeby "50 twarzy Greya" miało w sobie jakąś intelektualną wartość, ale znam tą pozycję tylko z opowieści, więc poprawcie mnie, jeśli się mylę. Nie mówię teraz, że swoją mądrość można zwiększyć czytając tylko literaturę piękną, bo nawet taki przeciętny Kowalski, czyli ja i pewnie większość książkoholików, czyta głównie dla rozrywki.
  Uważam, że to, co można nazwać dodawaniem inteligencji przez książki jest poszerzanie punktu widzenia czytelnika. Poznajemy różne historie, z różnych perspektyw, co może sprawić, że nie widzimy świata w kolorach czarne-białe tylko wiemy, że zawsze są jakieś szarości( ale poetycko to powiedziałam :D Nie, no, żartuję).
  Czasami różne powieści wbijają nam do głów wiedzę, nawet jeśli my sami o tym nie wiemy. Ja raz brałam udział w olimpiadzie polonistycznej i przed wejściem na salę, gdzie miałam ją pisać okazało się, że była jakaś lista książek do przeczytania i z niektórych będą pytania. Ja wtedy szłam pierwszy raz, więc nie wiedziałam, że coś takiego będzie, a moja ukochana nauczycielka od polskiego mi nic o tym nie powiedziała. Na tej liście była między innymi mitologia, a ja byłam świeżo po ponownym przeczytaniu "Percy'ego Jacksona i bogów olimpijskich". I powiem Wam, że to mnie uratowało w wielu pytaniach.
  Uważam, że książki nie tyle dodają inteligencji, co pozwalają ją jakoś rozwijać i kształtować. Myślę, że jeśli ktoś z natury nie jest inteligentny to czytanie nic nie pomoże, ale ja się opieram tylko na swoich doświadczeniach, a to bardzo złożony temat, więc chętnie zobaczę, co Wy o tym sądzicie, piszcie w komentarzach.
  Teraz przejdę do drugiej części tego posta, a mianowicie, mini-recenzji "Rozważnej i romantycznej". Miałam w ogóle nic o niej nie pisać, bo mam bardzo mało o niej do powiedzenia, ale jednak coś mam, a poza tym, strasznie podoba mi się zdjęcie, które jej zrobiłam, więc żal by było go nie wykorzystać.
  Po Jane Austen spodziewałam się czegoś naprawdę super, bo "Dumę i uprzedzenie" kocham całym serduszkiem, a tutaj dostałam taką historię, która w sumie mogłaby się zdarzyć każdemu i w której nie ma nic wyjątkowego. Nie czułam takiego klimatu, nie przywiązałam się do postaci i jeszcze strasznie się wynudziłam i musiałam się praktycznie zmuszać do czytania. Nie polecam "Rozważnej i romantycznej" przeczytajcie zamiast tego "Dumę i uprzedzenie". To była bardzo mini recenzja :P