Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jojo Moyes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jojo Moyes. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 lipca 2017

RECENZJA KSIĄŻKI "KIEDY ODSZEDŁEŚ" JOJO MOYES

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY DOTYCZĄCE "ZANIM SIĘ POJAWIŁEŚ"
  Hejka, dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję książki "Kiedy odszedłeś", która jest drugą częścią "Zanim się pojawiłeś". 
  Naprawdę nie mogę nie wspomnieć tutaj o tytule, który jest po prostu chamskim spoilerem. Zastanawiałam się, czy w oryginalnym wydaniu ta powieść też ma tak jednoznaczny tytuł, czy to tylko polscy tłumacze tak go genialne przetłumaczyli. Oryginalnie brzmi on w dosłownym tłumaczeniu: "Po Tobie", więc przekaz jest jasny. Jak można było coś takiego zrobić? Przecież często czytelnik patrzy przed przeczytaniem pierwszej części, czy ma ona jakąś kontynuację. W tym momencie Jojo Moyes jawi mi się jako taki negatywny bohater z bajek, który chce zniszczyć świat spoilerując ludziom zakończenia książek. Ale koniec już narzekania, przejdźmy do recenzji.
  Po śmierci Willa Lou próbuje normalnie funkcjonować i spełnić jego ostatnie życzenie, by czerpała z życia garściami. Przez pierwsze tygodnie udaje jej się to, lecz później przychodzi czas smutku i zagubienia. Rodzice każą jej się zapisać na terapię dla właśnie takich osób jak ona, które straciły kogoś bliskiego. Próbując pogodzić się z tą tragedią Lou poznaje niektóre fakty na temat Willa, o których kompletnie nie miała pojęcia ani ona, ani on.
  Wiem, że ten opis fabuły jest ciut chaotyczny, ale chciałam napisać coś konkretnego, a jednocześnie nic nie spoilerując. W ogóle, najlepszym określeniem dla określenie akcji tej pozycji byłoby "losy Lou po śmierci Willa". Jest to dość ogólne stwierdzenie, którego ja też bardzo nie lubię, bo to znaczy, że nie mamy jakiegoś punktu, do którego to wszystko zmierza i tutaj trochę tak jest, dlatego czyta się to gorzej niż "Zanim się pojawiłeś".
  Traktowałam tą książkę jako "terapię", przez którą przechodziłam razem z Lou. Ja też musiałam się pozbierać po zakończeniu poprzedniego tomu i powiem Wam, że ta powieść trochę mi pomogła. I tak przy każdym jakimś bardziej rozwiniętym wspomnieniu Willa u mnie od razu występował potok łez i to nawet na końcu, ale przynajmniej nie jest ze mną aż tak źle jak było wcześniej.
  Wydaje mi się, że jest dość oczywiste, że możemy się tu spodziewać wątku miłosnego, który faktycznie występuje. Możemy to wywnioskować po samym napisie z tyłu: "Gdy coś się kończy, coś innego się zaczyna", czy coś w tym stylu. Tego pana, który będzie miał coś do powiedzenia w tej sprawie będę nazywała Ten Gość.
  Nie podobało mi się, że Lou tak bardzo podkreślała to, że Ten Gość jest tak potężnie zbudowany, że tak dużo pracuje i że ona może się poczuć taka krucha w jego ramionach. Jest to spowodowane tym, że w takich chwilach od razu przychodzi nam na myśl wspomnienie Willa, który nie mógł nawet jej objąć. Gdy tak wielokrotnie powtarzano tego typu stwierdzenia to budziło to we mnie wrażenie, że nasza główna bohaterka podświadomie myśli, że Will był jakiś wybrakowany, niewystarczający. Owszem, był niepełnosprawny, ale to nie znaczy, że nie mógłby jej kochać.
  Poza tym, Ten Gość jest dla mnie dość mdłą postacią. Nie ma jakiś wyróżniających go cech, jest taki bezpłciowy. Nie mogłam go polubić zwłaszcza, że wciąż w pamięci miałam tego super faceta na wózku, który miał sarkastyczne poczucie humoru, kochał oglądać filmy, był wyrazisty i po prostu cudowny.
  Bardzo mnie bolało to, jak Louisa się zmieniła. Z takiej kolorowej osoby na taką zwykłą, która woli się ubrać tak, by nie przykuwać niczyjej uwagi. Nawet, gdy niby już jakoś się pozbierała to było widać, że to nadal nie jest ten sam człowiek, ale oczywiście, nie mogę mieć o to do niej pretensji, bo każdy na jej miejscu by się zmienił.
  Podsumowując, jeśli po "Zanim się pojawiłeś" macie książkowego kaca to przeczytajcie tą powieść, bo ona jest idealna, żeby się trochę "rozbudzić", średnio angażująca, z małą dawką większych emocji. Natomiast, jeśli już się pozbieraliście to jej nie czytajcie, bo jest zdecydowanie gorsza niż pierwszy tom.
  

piątek, 30 czerwca 2017

RECENZJA KSIĄŻKI "ZANIM SIĘ POJAWIŁEŚ" JOJO MOYES

  Hej, dziś przygotowałam dla Was recenzję absolutnego bestsellera, do którego lektury zbierałam się już od dłuższego czasu. Powiem Wam, że trochę się bałam czytać tą książkę, ponieważ wszyscy ją strasznie zachwalali, a to zawsze budzi podejrzenia, ale teraz już przejdźmy do konkretów.
  Louisa właśnie straciła swoją ukochaną pracę w kawiarni The Buttered Bun. Tym bardziej jest to zła wiadomość, ponieważ jej pensja stanowiła dużą część rodzinnego budżetu. Z braku innych możliwości postanawia pójść na rozmowę o pracę opiekunki niepełnosprawnego mężczyzny mimo, że nie ma żadnego doświadczenia. Cudem dostaje ją. Poznaje swojego podopiecznego, Willa, który jest sparaliżowany od szyi w dół, może jedynie lekko ruszać rękami. Od tego czasu jej życie się całkowicie zmienia, a ona ma przed sobą trudną misję do wykonania.
  Tą książkę czyta się jednym tchem. Nie pamiętam, kiedy ostatnio podczas czytania zapominałam patrzeć na numery stron. Powodowało to, że często miałam takie: "130 strona? To już? Przed chwilą byłam na 10". Styl Jojo Moyes jest bardzo lekki i przyjemny. Potrafi ona w bardzo przystępny sposób opisywać trudne tematy.
  Zostałam absolutnie zgnieciona emocjonalnie przez tą powieść. Podczas jej lektury towarzyszyło mi chyba z milion emocji. "Zanim się pojawiłeś" wdeptywało mnie w ziemię po czym wyciągało rękę mówiąc, że już więcej tego nie zrobi i znów mnie miażdżyło. I tak w kółko. Po prostu uczuciowy rollercoaster. Towarzyszyło mi tutaj takie rozbawienie, że aż śmiałam się na głos, chwilami tak wielkie zdenerwowanie na bohaterów, że przechodziły mnie dreszcze, a jeszcze indziej ogromne wzruszenie.
  Podczas czytania tej pozycji czułam niesamowitą więź z Lou. Całkowicie się z nią identyfikuję, jeszcze chyba nigdy nie spotkałam w literaturze postaci, która jest tak podobna do mnie. Co prawda, nie jestem tak odważna jak ona, ale mamy mnóstwo innych wspólnych cech. Bardzo dobrym zabiegiem jest to, że to właśnie ona jest tutaj narratorem, bo potrafi dać całkowicie rozbrajające i celne komentarze do danej sytuacji. Czasami też, gdy jej na czymś zależy była w stanie wygłosić taką przemowę, że chyba nawet Barack Obama by się nie powstydził. Naprawdę, Lou jest niezwykle charyzmatyczną i pozytywną postacią, której nie sposób nie uwielbiać. Teraz wychodzi, że taki narcyz jestem, bo na początku powiedziałam, że Lou jest do mnie podobna :D
  Teraz przejdę do rodziny naszej głównej bohaterki. To jest banda egoistycznych niewdzięczników. W niektórych momentach to naprawdę myślałam, że wejdę do świata z tej książki i ich uduszę, miałam ochotę tak porządnie nimi potrząsnąć i powiedzieć: "Lou, sobie życie przez Was marnuje, opanujcie się!". Miałam dylemat, czy bardziej mnie irytuje ojciec Lou, czy Katrina, jej siostra, bo oboje szli łeb w łeb w tym niechlubnym rankingu najbardziej denerwujących postaci.
  Do Willa mam specyficzny stosunek, bo ja go kocham. Czasami myślałam sobie, że mógłby być milszy, ale później tak sobie myślałam, że gdybym ja nagle wylądowała na wózku to też bym raczej nie była najsympatyczniejszym człowiekiem na świecie.
  Zachwyty nad "Zanim się pojawiłeś" są według mnie, w pełni uzasadnione, to jest naprawdę trudne, żeby powieść aż tak poruszyła czytelnika. Mnie dotknęła ona do głębi i od wczoraj chodzę na książkowym kacu. Wzruszająca, przepiękna historia, która wbrew pozorom jest  całkowicie inna niż wszystkie pozostałe. Myślę, że na pewno będę do niej jeszcze wielokrotnie wracać.
  
  

sobota, 4 marca 2017

PODSUMOWANIE LUTEGO/2017

  Hej, dziś pierwsza sobota marca, a to znaczy, że czas na czytelnicze podsumowanie lutego.
Liczba przeczytanych stron: 2259
Przeczytane książki: 6
Seria "Misja 100"- Kass Morgan:
1. "Misja 100"
2. "Dzień 21"
3. "Powrót na Ziemię"
4. "Dziewczyna, którą kochałeś"- Jojo Moyes
Seria "Piąta fala"(nieskończona)- Rick Yancey:
5. "Piąta fala"
6. "Piąta fala. Bezkresne morze"
  Ten miesiąc był zdecydowanie gorszy od stycznia. Przeczytałam mniej stron, ale jakość książek też była gorsza. Zaczęło się beznadziejną "Misją 100", a kończy się na średniej "Piątej fali". Tylko o "Dziewczynie, którą kochałeś" mogę powiedzieć, że była świetna.
Najlepsza książka miesiąca:
"Dziewczyna, którą kochałeś"- Jojo Moyes
  Poruszająca, wciągająca, niezwykła. Te trzy słowa wystarczą, by opisać tą książkę. Nie myślałam, że tak ogromnie mi się ona spodoba. Nie jest pusta, infantylna i nudna, a tego się  po niej spodziewałam. Zdecydowanie polecam.
Najgorsza książka miesiąca:
"Misja 100"- Kass Morgan
  W sumie, mogłabym dać w tej kategorii całą serię Kass Morgan, ale zdecydowałam, że wyżyję się tylko na pierwszej. Reszta nie jest o wiele lepsza, ale jednak. Nudna, absurdalna. Serial na jej podstawie jest zdecydowanie lepszy i zachęcam Was do zapoznania się z nim.
Najlepsza postać miesiąca:
Sophie Lefevre z "Dziewczyny, którą kochałeś" Jojo Moyes
  Jedna z dwóch głównych bohaterek w tej książce. Jest ona po prostu wspaniała mimo, że czasami jej wiara w ludzi i naiwność mnie przerażały.
Najgorsza postać miesiąca:
Wells Jaha z serii "Misja 100" Kass Morgan
  Ten chłopak naraża życie tysięcy osób przez swoje egoistyczne zachcianki. Wydaje mi się, że więcej nie muszę dodawać.
Najładniejsza okładka miesiąca:
  Wybór w tej kategorii był naprawdę ciężki. W lutym miałam styczność z kilkoma pięknymi okładkami, które przykuwały mój wzrok. Wygrywa jednak oprawa drugiego tomu "Piątej fali" za jej prostotę i to jak intryguje.
Najbrzydsza okładka miesiąca:
  Z każdym kolejnym tomem okładki były gorsze...
  Koniec podsumowania lutego! Jak ten czas szybko leci, zanim się obejrzymy będzie podsumowanie marca, a ja mam już trzy książki do przeczytania w tym miesiącu.

piątek, 17 lutego 2017

RECENZJA KSIĄŻKI "DZIEWCZYNA, KTÓRĄ KOCHAŁEŚ" JOJO MOYES

  Hej, dzisiaj mam dla Was recenzję książki, którą dostałam na urodziny i, która kompletnie mnie zaskoczyła. Jest ona potwierdzeniem przysłowia, że nie można oceniać po pozorach. Opis z tyłu, tytuł oraz okładka, która swoją drogą bardzo mi się podoba, wskazywała na coś całkowicie innego, coś banalnego, przesłodzonego i coś, co mi się w ogóle nie spodoba.
  Francja, 1916 rok. Sophie Lefevre żyje w małym miasteczku pod niemiecką okupacją. Każdego dnia walczy o przetrwanie siebie i swojej rodziny oraz wyczekuje powrotu męża. Pewnego razu, dostaje ona rozkaz, by gotować dla Niemców stacjonujących w jej okolicy i gościć ich w swoim hotelu. Sophie, jednak wzbudza niepokojąco duże zainteresowanie dowódcy tego oddziału, a jeszcze większe jej portret namalowany przez małżonka tej kobiety.
  Londyn, 2006 rok. Liv żyje samotnie w swoim ogromnym, szklanym domu. Po odejściu jej męża, Davida straciła wszelką chęć do życia. Jest zadłużona i nieszczęśliwa. W tych ciężkich chwilach pocieszenie stanowi dla niej obraz wiszący w jej sypialni pod tytułem "Dziewczyna, którą kochałeś". Niestety, ma on zostać jej odebrany, ale Liv postanawia się nie poddać i walczyć.
  Mogliście zauważyć, że jedna część historii dzieje się w czasie I wojny światowej, a druga w czasach współczesnych. Mnie osobiście bardziej poruszyła ta pierwsza, ale obie są wciągające i łączą się w subtelny sposób. 
  Mimo, że to nie jest literatura, którą zwykle czytam to ta historia mnie całkowicie pochłonęła. Mamy tu odkrywanie tajemnic z przeszłości i zdecydowanie nie jest to beztroska opowieść, czego się po niej spodziewałam. Są tu, jednak delikatne akcenty humorystyczne, które dodają całej książce lekkości, która nie przyćmiewa, jednak omawianych przez nią poważniejszych tematów.
  Bohaterowie stworzeni przez Jojo Moyes są niesamowici. Nie chodzi nawet o ich charaktery. Największym plusem głównych postaci jest ich prawdziwość. Są one genialnie wykreowane, nie są przerysowane i jest pokazane to, jak się zmieniają. Poza tym, Liv i Sophie mają w sobie ogromną dawkę odwagi i heroizmu. Poboczne postacie również nie są potraktowane po macoszemu, każdy ma charakteryzujące go cechy i wszyscy się od siebie różnią.
  Zachwyciło mnie to z jakim realizmem autorka przedstawia rzeczywistość. W "Dziewczynie, którą kochałeś" genialnie została pokazana mentalność małomiasteczkowa. Wszyscy wszystko o sobie wiedzą, każdy każdego zna i nic nie umknie uwadze mieszkańców. Jeśli jedna osoba się o czymś dowie to dowie się cała społeczność.
  Wiadomo są też elementy, w których ta powieść jest zbyt idealna. Zbyt nierealnie i romantycznie został pokazany moment poznania Sophie i jej męża Eduarda. 
  W zakończeniu Jojo Moyes sprawia, że czytelnik odczuwa mnóstwo emocji. Wyciąga wszystkie asy z rękawa i ja nie spodziewałam się jej końcowych zagrań, myślałam, że to wszystko zakończy się zdecydowanie inaczej.
  Muszę przyznać, że to było moje pierwsze zetknięcie się z tą znaną autorką. Niezwykle poruszająca "Dziewczyna, którą kochałeś" sprawiła, że zdecydowanie szybciej sięgnę po "Zanim się pojawiłeś" i inne pozycje od Jojo Moyes.