środa, 9 sierpnia 2017

IMIENINOWY BOOKHAUL!

  Hej, hej, jeszcze nigdy na moim blogu nie było bookhaulu, bo ja zawsze kupuję na raz 1-2 książki, więc robienie bookhauli nie miałoby sensu. Niedawno jednak miałam imieniny i w ramach prezentu mogłam sobie pozwolić na większą paczkę. Wszystko kupiłam na stronie taniaksiazka.pl, tam najczęściej kupuję, bo wydaje mi się, że mają bardzo dobre ceny tylko dostawa do domu jest trochę droga. Ale już bez dłuższych wstępów, zaczynajmy.
  Paczka przyszła do mnie jakoś dwa dni po tym, jak złożyłam zamówienie, więc bardzo szybko. No i, jak już do mnie dotarła to trzeba było ją rozbroić. W końcu po paru minutach udało mi się i moim oczom ukazały się piękne, cudowne książki...

  Pierwszą z nich jest "Simon oraz inni homo sapiens", którą zdążyłam już przeczytać i zrecenzować. Bardzo cieplutka powieść, idealna na lato. Dość długo zbierałam się, żeby ją przeczytać, bo zawsze było coś ważniejszego, ale teraz mam ją już za sobą i serdecznie polecam.
  Pamiętacie, jak kilka miesięcy temu po przeczytaniu "Dumy i uprzedzenia" obiecywałam, że zacznę czytać więcej Jane Austen? Było to na początku kwietnia, mamy sierpień...Ale lepiej późno niż wcale, a poza tym częściowo spełniłam to postanowienie, bo sięgałam trochę po klasyki. Teraz mam nadzieję, że Jane Austen powróci w wielkim stylu do mojego życia dzięki powieści..."Rozważna i romantyczna". Czytanie klasyków tym bardziej mi się opłaca, bo zdobią one moją półkę dzięki serii "Angielski ogród". Okładki z tego cyklu są naprawdę przepiękne.

  Następne są "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender". To też jest pozycja, którą długo czekała na to, że ja kupię. Słyszałam o niej wiele dobrego, praktycznie nie natrafiłam na żadną negatywną opinię, a nawet jeśli mi się ona nie spodoba to przynajmniej będzie ładnie wyglądać na regale. Te złote elementy są cudowne.
  Czas na książkę, o której w ostatnim czasie było bardzo głośno, a mówię tu o "Mojej lady Jane". Słyszałam, że jest bardzo zabawna, a ja bardzo sobie cenię jeśli w powieściach jest dużo humoru. Do tego, gdy słyszy się, że występuję tutaj postać, która w dzień jest człowiekiem, a w nocy koniem(lub na odwrót)...Słuchajcie, nie wiem jak dla Was, ale dla mnie to brzmi co najmniej intrygująco. Poza tym, mamy tu brytyjską monarchię, co tam, że to nie jest historia oparta na faktach? Ja kocham brytyjską rodzinę królewską w każdym wydaniu.
  Niestety, moi Drodzy, dochodzimy już do ostatniej powieści, a jest nią pierwszy tom serii "Apollo i boskie próby", czyli "Ukryta Wyrocznia". Najbardziej znana seria Ricka Riordana, czyli "Percy Jackson i bogowie olimpijscy" bardzo mi się podobała, z tego co pamiętam to przeczytałam ją chyba nawet 2 razy, więc nazwisko autora na okładce dobrze wróżyło.Nasłuchałam się też zachwytów Anity z Book Reviews i stwierdziłam, że co mi szkodzi. Podobno "Apollo" gwarantuje naprawdę częste wybuchy śmiechu, a poza tym, bardzo lubiłam te momenty w "Percym", gdy pojawiał się Apollo wraz ze swoim słonecznym maserati i powalającym na kolana wszystkie kobiety uśmiechem.
  Wszystko, co dobre kiedyś się kończy...Więcej w tej paczce już nic nie było. Mam nadzieję, że bookhaul Wam się spodobał. Zachęcam do obserwowania bloga i polubienia fanpage'a :)

niedziela, 6 sierpnia 2017

GEJE BEZ STEREOTYPÓW/"SIMON ORAZ INNI HOMO SAPIENS"- BECKY ALBERTALLI

  Hej, witam Was z recenzją książki "Simon oraz inni homo sapiens". Od bardzo długiego czasu chciałam ją przeczytać, głównie ze względu na jej tematykę(dla niewtajemniczonych- geje i te sprawy). Bardzo lubię, gdy powieści poruszają budzący emocje aspekt, a ta konkretnie robi to w niezwykle lekki sposób.
  Szesnastoletni Simon jest gejem, ale jeszcze nikomu tego nie zdradził. Od pewnego czasu koresponduje on z chłopakiem o pseudonimie Blue. Oboje przy wymienianiu maili zachowują anonimowość. Przez przypadek znajomy głównego bohatera, Martin odczytuje te wiadomości i używa ich by go szantażować. W zamian za milczenie Martina Simon ma zeswatać go ze swoją przyjaciółką, Abby.
  Wiem, fabuła tej pozycji nie zapowiada, że będzie ona czymś imponującym. Ot, zwyczajne życie nastolatka, który całkowicie przy okazji jest homo. I właśnie w tym, że ta historia jest taka zwyczajna tkwi cała jej wyjątkowość. Obecnie jest duży trend na książki trzymające w napięciu, pełne zwrotów akcji lub dramatyczne. Autorka nie udaje, że "Simon oraz inni homo sapiens" jest tego typu powieścią, co sprawia, że stanowi ona bardzo miły odpoczynek od tego wszystkiego.
  Ogólnie, relacja z Simonem jako postacią jest też taka przyjemna. Ta cała powieść jest bardzo przyjemna, jeśli mam być konkretna. Żywiłam do głównego bohatera takie uczucia, jakimi darzy się dobrego przyjaciela. Uśmiechamy się, gdy coś mu się uda, gdy jest w jakiejś krępującej sytuacji to mamy ochotę zapaść się razem z nim z zażenowania. To moje podejście do niego sprawiało też, że czasami w jakiś zabawnych momentach dostawałam głupawki i nie mogłam opanować śmiechu.
  Reszta postaci jest dość prosto rozpisana, nawet Simon nie ma jakiegoś rozbudowanego portretu psychologicznego. Wszyscy mają jakieś podstawowe, charakteryzujące ich cechy, ale nic więcej. Mogę jednak to wybaczyć, bo "Simon" jest dość krótką książką, ma chyba tylko 300 stron, więc trudno na takiej objętości wykreować jakiś super skomplikowanych, wielowymiarowych bohaterów.
   Becky Albertalli jednak dała radę stworzyć aż dwie postacie, które mnie denerwują. Jest to dość spore osiągnięcie, nagrodźmy ją brawami. Dziewczyny w tej powieści...One mnie załamują. Lea we wszystkich rozdziałach działała mi na nerwy, bo robi z siebie taką ofiarę losu zamiast wziąć się w garść. Abby z kolei była spoko, ale później jej nagle coś odwaliło pod koniec i się obraziła z jakiegoś bezsensownego powodu. Ja już nawet nie pamiętam, dlaczego tak się stało, bo to było tak absurdalne.
  Nie myślcie sobie jednak, że to jest taka błaha historyjka z dziewczynami strojącymi fochy i nic nie da się z niej wynieść. Na przykład, ja zawsze uważałam, że w Ameryce osoby homo nie są traktowane jako coś dziwnego, po prostu są i nikt nic do tego nie ma. Dla mnie w ogóle była to taka kraina tolerancji, a okazało się, że tak pięknie to tam jednak nie jest. Owszem, jest pewien progres w porównaniu z Polską, ale nie jest to jednak traktowane jako coś  całkiem zwyczajnego.
  Autorka trafnie zauważa i opisuje to w tej pozycji, że ludzie mają coś takiego jak wyjściowy typ człowieka. Chodzi o to, że widząc pierwszą lepszą osobę myślimy podświadomie, że jest hetero albo, że kobieta, o której ktoś opowiada, a my jej nigdy nie widzieliśmy jest biała. To jest bardzo interesujące zjawisko i nawet Paweł Opydo nagrał o tym film, do którego link daję tutaj.
  Dużym plusem tutaj jest to, że nie ma tu stereotypów na temat gejów. Simon jest zwykłym chłopakiem, ubiera się po męsku nie zachowuje się tak, że równie dobrze mógłby mieć napisane na czole: "Jestem gejem".
  Jeszcze ostatnie, co powiem to, że "Simon" ucierpiał przez tłumacza, który chyba ma z 70 lat i nie wie, jakim językiem posługują się nastolatkowie. Najczęściej raziło to w mailach, gdzie nawet raz zostało użyte wyrażenie: "dziedziczyć po kądzieli". Jestem pewna, że każdy by to zmienił na: "dziedziczyć po mamie".
  "Simon oraz inni homo sapiens" to bardzo przyjemna, lekka lektura, idealna na kaca książkowego, wakacje i inne takie luźniejsze klimaty. Można też niej dużo wynieść i ja serdecznie ją polecam.
 
 

sobota, 5 sierpnia 2017

PODSUMOWANIE LIPCA/2017

  Hej, hej, witam Was w tym trochę przykrym dla mnie podsumowaniu. Minęła niestety, już połowa wakacji, łączmy się w bólu...
Liczba przeczytanych stron: 3124
Przeczytane książki: 6
1. "Kiedy odszedłeś"- Jojo Moyes
Link do recenzji
2. "Folwark zwierzęcy"- George Orwell
Seria "Szklany Tron"- Sarah J. Maas:
3. "Szklany tron"
Link do recenzji
4. "Korona w mroku"
Link do recenzji
5. "Dziedzictwo ognia"
Link do recenzji
6. "Królowa cieni"
Link do recenzji
  Wow, w ogóle się nie spodziewałam, że przeczytałam w lipcu aż tyle stron. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy nie wkradł się jakiś błąd w obliczeniach, ale zawsze liczę to na kalkulatorze, więc raczej nie. Nie wiem, ale jestem naprawdę zdziwiona. Jest też ciemna strona medalu, bo więcej nie znaczy lepiej i nie przeczytałam w tym miesiącu ani jednej super dobrej książki.
Najlepsza książka miesiąca:
"Kiedy odszedłeś"- Jojo Moyes
  Być może pamiętacie, że w recenzji nie wypowiadałam się jakoś bardzo pozytywnie o tej powieści, ale w porównaniu z innym, które przeczytałam w lipcu to ta naprawdę wypada najlepiej. Wzbudziła we mnie najwięcej emocji, nawet się popłakałam, a ja lubię sobie popłakać przy lekturze, więc jest ok.
Najgorsza książka miesiąca:
"Szklany tron"- Sarah J. Maas
  Przyznaję, że to nie jest najgorsza powieść, którą przeczytałam w tym miesiącu, bo były gorsze. Po prostu czuję się oszukana przez tą książkę, ponieważ dała mi ona nadzieję. Po jej przeczytaniu myślałam, że cykl "Szklany Tron" ma potencjał i że będzie świetny. Tak bardzo się myliłam...
Muszę Was z wielkim żalem poinformować, że w tym podsumowaniu nie będzie kategorii "Najlepsza postać miesiąca", bo nie chcę znów dawać tego tytułu Lou, a tym bardziej nikomu ze "Szklanego Tronu".
Najgorsza postać miesiąca:
Chaol z serii "Szklany Tron"
  Mogłabym wybrać tutaj wiele postaci z tego cyklu, ale postawiłam na Chaola. Nie dość, że przez większość tej serii jest jakiś taki niemrawy, taki mało wyrazisty to, gdy w końcu zaczyna mieć jakąś osobowość to okazuje się, że jest on niezwykle denerwujący, głównie przez swoje poglądy i to, że zawsze uważa, że to on ma rację.
Najładniejsza okładka miesiąca:
  Nawet najładniejsza okładka lipca nie jest jakaś piękna. To były naprawdę pechowe 30 dni...
Najbrzydsza okładka miesiąca:
  Nie mam tu nic do powiedzenia...
  Słuchajcie, jeszcze mi się nie zdarzył tak zły miesiąc, jeśli chodzi o jakość przeczytanych historii. Trzymajcie kciuki, żeby w sierpniu było lepiej ;)

czwartek, 3 sierpnia 2017

"KRÓLOWA CIENI" SARAH J. MAAS, CZYLI O POŚLADKACH ROWANA?

  Hej, hej, witam Was w tym(przynajmniej u mnie) upalnym dniu. Gdy temperatura przekracza 30 stopni i nie jestem na wakacjach przez co nie mogę wskoczyć do wody to czuję się jak roztapiające się masło i to wcale nie jest przyjemne uczucie. Najgorzej jest jednak, gdy takiemu cierpieniu towarzyszy jeszcze czytanie złej książki, a taka właśnie dla mnie jest "Królowa cieni". Myślałam, że po "Dziedzictwie ognia" polubię "Szklany Tron", ale definitywnie się myliłam...
RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY POPRZEDNICH TOMÓW
  Celaena, obecnie nazywana Aelin powraca jako królowa Terrasenu z Wendlyn do Adarlanu, który jest teraz opanowany przez demony, Valgów. Jednocześnie intensywnie działa ruch oporu przeciw królowi, prowadzony przez Chaola. Aelin stawia sobie jako najważniejsze zadanie uwolnienie swojego kuzyna, Aediona ze szklanego zamku, a później połączenie z nim sił w walce o wolność swojej ojczyzny.
  Dla mnie ta powieść jest nudna jak flaki z olejem. Tu nawet nie chodzi o fabułę, bo ma miejsce tutaj wiele wydarzeń, które mogłyby mrozić mi krew w żyłach, trzymać w napięciu, czy w jakikolwiek inny sposób na mnie oddziaływać. I chyba odkryłam w czym jest problem.
  Ja po prostu nie lubię tych postaci. Może inaczej, źle to ujęłam. Są mi obojętne. Nie ma ani jednego bohatera, którego losem bym się przejęła. Wszyscy nic w sobie nie mają. Znacie pewnie takie postacie z jajem, z charyzmą... Tu takich nie znajdziecie, ale życzę powodzenia w dalszych poszukiwaniach.
  To, co mnie zdziwiło w tej pozycji to, że Aelin ma kuzyna, którego nie widziała od 10 lat, ostatni raz, gdy się z nim spotkała oboje byli dziećmi. Nie wie dokładnie na jakiego człowieka wyrósł, czy ona będzie go w ogóle lubić, ale postanawia dla niego zrobić ogromną akcję ratunkową, której towarzyszy spore ryzyko złapania. I nie wierzę, że to ze względu na więzy krwi, czy coś a tym stylu, bo w moim odczuciu nie jest to dziewczyna, która zwraca uwagę na sentymenty.
  Jeśli czytaliście recenzję "Dziedzictwa ognia" to pewnie wiecie, że shipowałam naszą główną bohaterkę i Rowana. Myślałam, że ta relacja będzie taka wyjątkowa, że oni tak do siebie pasują, że to będzie bardzo dojrzały związek. Tymczasem oni w większości rozdziałów zachowują się jak dwójka zakochanych w sobie gimnazjalistów. Ona ciągle się rumieni, on nie powie jej tego, co czuje wprost. Czułam się jakbym czytała o pierwszej miłości w jakiejś romantycznej młodzieżówce, a nie o uczuciu łączącym królową Terrasenu i wojownika, który ma 400 lat.
  Poza tym, niesamowicie irytują mnie bohaterki, które ciągle rozpływają się nad wyglądem swoich partnerów, bądź ogólnie mężczyzn. Z "Królowej cieni" najbardziej zapamiętałam to jak Aelin mówiła do siebie w myślach, że ręcznik pięknie podkreśla pośladki Rowana. Naprawdę, to była informacja, bez której nie mogłabym się obejść w swoim życiu, dziękuję, że pani Maas mi to uświadomiła.
  Nie chodzi tu o to, że mi przeszkadza, gdy postacie czują wobec siebie pociąg fizyczny, ale gdy czytam o takich spostrzeżeniach bohaterek to po prostu widzę je jako takie dziewczyny w klubie, które siedzą na kanapie, czy przy barze, sączą drinki i po kolei się za wszystkimi oglądają.
  Ja rzadko wykrywam błędy logiczne w książkach, ale tutaj zdarzyło się, że taki znalazłam i bardzo mi on przeszkadzał podczas czytania. Mianowicie chodzi mi o to, że Rowan oberwał strzałą...W ramię. No i ja sobie myślę: Ok, będzie żył, a nawet jak nie to "who cares"? Narrator jednak powiadamia nas, że jeśli byłby ustawiony choćby o centymetr inaczej to oberwałby w serce. Serce jest mniej więcej na środku klatki piersiowej, więc jeśli dostał w ramię to odległości od serca była mimo wszystko dosyć spora. A i jeszcze dowiadujemy się, że kuleje. Tak, dostał w ramię i kuleje. Jeśli ktoś wie, czemu tak się stało to niech napisze w komentarzu, chętnie się dowiem.
  Czytając "Królową cieni" uświadomiłam sobie, że ten główny zły, czyli król Adarlanu też nie jest za dobrze wykreowany. Mogę o nim tylko powiedzieć tyle, że jest okrutny, żądny władzy i jeszcze może się złowrogo zaśmiać, żeby dodać sobie grozy. Nie odróżnia się niczym wśród innych czarnych charakterów, o których do tej pory czytałam.
  Podsumowując, nie zamierzam póki co czytać ostatniego tomu. Czwarta część skutecznie mnie od tego pomysłu odciągnęła. Jeszcze jak popatrzę na ilość stron to tym bardziej nie chcę się w tą historię dalej zagłębiać. Znając ostatnie tomy tego typu serii to pewnie będzie jakaś wojna, później ostateczna bitwa, w międzyczasie może ktoś zginie, ale mnie to i tak nie ruszy i koniec końców wygrają i będą żyć długo i szczęśliwie. Umieściłam cykl "Szklany Tron" na najniższej półce mojego regału, Półce Hańby i nie wiem, czy ostatecznie nie wyniosę go na strych, bo szkoda mi na niego miejsca.