Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sarah J. Maas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sarah J. Maas. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 sierpnia 2017

"KRÓLOWA CIENI" SARAH J. MAAS, CZYLI O POŚLADKACH ROWANA?

  Hej, hej, witam Was w tym(przynajmniej u mnie) upalnym dniu. Gdy temperatura przekracza 30 stopni i nie jestem na wakacjach przez co nie mogę wskoczyć do wody to czuję się jak roztapiające się masło i to wcale nie jest przyjemne uczucie. Najgorzej jest jednak, gdy takiemu cierpieniu towarzyszy jeszcze czytanie złej książki, a taka właśnie dla mnie jest "Królowa cieni". Myślałam, że po "Dziedzictwie ognia" polubię "Szklany Tron", ale definitywnie się myliłam...
RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY POPRZEDNICH TOMÓW
  Celaena, obecnie nazywana Aelin powraca jako królowa Terrasenu z Wendlyn do Adarlanu, który jest teraz opanowany przez demony, Valgów. Jednocześnie intensywnie działa ruch oporu przeciw królowi, prowadzony przez Chaola. Aelin stawia sobie jako najważniejsze zadanie uwolnienie swojego kuzyna, Aediona ze szklanego zamku, a później połączenie z nim sił w walce o wolność swojej ojczyzny.
  Dla mnie ta powieść jest nudna jak flaki z olejem. Tu nawet nie chodzi o fabułę, bo ma miejsce tutaj wiele wydarzeń, które mogłyby mrozić mi krew w żyłach, trzymać w napięciu, czy w jakikolwiek inny sposób na mnie oddziaływać. I chyba odkryłam w czym jest problem.
  Ja po prostu nie lubię tych postaci. Może inaczej, źle to ujęłam. Są mi obojętne. Nie ma ani jednego bohatera, którego losem bym się przejęła. Wszyscy nic w sobie nie mają. Znacie pewnie takie postacie z jajem, z charyzmą... Tu takich nie znajdziecie, ale życzę powodzenia w dalszych poszukiwaniach.
  To, co mnie zdziwiło w tej pozycji to, że Aelin ma kuzyna, którego nie widziała od 10 lat, ostatni raz, gdy się z nim spotkała oboje byli dziećmi. Nie wie dokładnie na jakiego człowieka wyrósł, czy ona będzie go w ogóle lubić, ale postanawia dla niego zrobić ogromną akcję ratunkową, której towarzyszy spore ryzyko złapania. I nie wierzę, że to ze względu na więzy krwi, czy coś a tym stylu, bo w moim odczuciu nie jest to dziewczyna, która zwraca uwagę na sentymenty.
  Jeśli czytaliście recenzję "Dziedzictwa ognia" to pewnie wiecie, że shipowałam naszą główną bohaterkę i Rowana. Myślałam, że ta relacja będzie taka wyjątkowa, że oni tak do siebie pasują, że to będzie bardzo dojrzały związek. Tymczasem oni w większości rozdziałów zachowują się jak dwójka zakochanych w sobie gimnazjalistów. Ona ciągle się rumieni, on nie powie jej tego, co czuje wprost. Czułam się jakbym czytała o pierwszej miłości w jakiejś romantycznej młodzieżówce, a nie o uczuciu łączącym królową Terrasenu i wojownika, który ma 400 lat.
  Poza tym, niesamowicie irytują mnie bohaterki, które ciągle rozpływają się nad wyglądem swoich partnerów, bądź ogólnie mężczyzn. Z "Królowej cieni" najbardziej zapamiętałam to jak Aelin mówiła do siebie w myślach, że ręcznik pięknie podkreśla pośladki Rowana. Naprawdę, to była informacja, bez której nie mogłabym się obejść w swoim życiu, dziękuję, że pani Maas mi to uświadomiła.
  Nie chodzi tu o to, że mi przeszkadza, gdy postacie czują wobec siebie pociąg fizyczny, ale gdy czytam o takich spostrzeżeniach bohaterek to po prostu widzę je jako takie dziewczyny w klubie, które siedzą na kanapie, czy przy barze, sączą drinki i po kolei się za wszystkimi oglądają.
  Ja rzadko wykrywam błędy logiczne w książkach, ale tutaj zdarzyło się, że taki znalazłam i bardzo mi on przeszkadzał podczas czytania. Mianowicie chodzi mi o to, że Rowan oberwał strzałą...W ramię. No i ja sobie myślę: Ok, będzie żył, a nawet jak nie to "who cares"? Narrator jednak powiadamia nas, że jeśli byłby ustawiony choćby o centymetr inaczej to oberwałby w serce. Serce jest mniej więcej na środku klatki piersiowej, więc jeśli dostał w ramię to odległości od serca była mimo wszystko dosyć spora. A i jeszcze dowiadujemy się, że kuleje. Tak, dostał w ramię i kuleje. Jeśli ktoś wie, czemu tak się stało to niech napisze w komentarzu, chętnie się dowiem.
  Czytając "Królową cieni" uświadomiłam sobie, że ten główny zły, czyli król Adarlanu też nie jest za dobrze wykreowany. Mogę o nim tylko powiedzieć tyle, że jest okrutny, żądny władzy i jeszcze może się złowrogo zaśmiać, żeby dodać sobie grozy. Nie odróżnia się niczym wśród innych czarnych charakterów, o których do tej pory czytałam.
  Podsumowując, nie zamierzam póki co czytać ostatniego tomu. Czwarta część skutecznie mnie od tego pomysłu odciągnęła. Jeszcze jak popatrzę na ilość stron to tym bardziej nie chcę się w tą historię dalej zagłębiać. Znając ostatnie tomy tego typu serii to pewnie będzie jakaś wojna, później ostateczna bitwa, w międzyczasie może ktoś zginie, ale mnie to i tak nie ruszy i koniec końców wygrają i będą żyć długo i szczęśliwie. Umieściłam cykl "Szklany Tron" na najniższej półce mojego regału, Półce Hańby i nie wiem, czy ostatecznie nie wyniosę go na strych, bo szkoda mi na niego miejsca.
 
 

poniedziałek, 24 lipca 2017

WIEDŹMY RZĄDZĄ!/"DZIEDZICTWO OGNIA" SARAH J. MAAS

  Hej, hej, mam dla Was taką recenzję z lekkim poślizgiem, bo jestem na wyjeździe i były problemy z internetem, ale mam  nadzieję, że już się one nie powtórzą. Dobra, ale już bez zbędnych tłumaczeń, bo od trzeciego tomu "Szklanego Tronu" oczekiwałam dużo, więc zobaczcie, czy sprostał on moim wymaganiom.
RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY DOTYCZĄCE POPRZEDNICH CZĘŚCI
  Celaena dostała rozkaz od króla Adarlanu aby zabić rodzinę królewską Wendlyn. Widząc jednak, jak bardzo naród jest szczęśliwy mając ich jako władców postanawia nie wykonać tego zadania. W międzyczasie zostaje zabrana przez tajemniczego wojownika Fae do swojej ciotki. Dowiadujemy się, że dziewczyna jest zaginioną dziedziczką tronu Terrasenu. Teraz ma rozwijać swoje magiczne zdolności pod okiem nieprzeniknionego Rowana.
Pierwszym, co przykuło moją uwagę w tej powieści było to, że rozdziały pisane są z trzech różnych miejsc. Jeden opisuje to, co się dzieje z Celaeną, kolejny to, co ma miejsce w adarlańskim pałacu, a jeszcze kolejny mówi o treningach wiedźm. Wydaje mi się, że właśnie to sprawiło, że ta część podoba mi się bardziej niż poprzednie. Taki zabieg pozwala tak odpocząć od poszczególnych postaci na parę stron i sprawia, że fabuła jest bardziej urozmaicona.
  Muszę przyznać, że jestem zafascynowana wiedźmami, ich kulturą i zwyczajami. Dla mnie są one bardziej interesujące niż Fae i chciałabym, żeby Celaena była jedną z nich.
  W tych rozdziałach, gdzie najbardziej skupiamy się na czarownicach przeszkadzało mi jednak trochę to, że większość z nich jest do siebie bardzo podobna charakterem i to sprawiało, że się tak zlewały ze sobą.
  Moim zdaniem, Rowan, czyli trener Celaeny jest dla niej po prostu stworzony. Tworzyliby oni idealną parę. Byłby to co prawda taki bardzo surowy związek, gdzie nie byłoby zbędnej słodyczy i przytulasów. Ta dwójka odpowiada mi też jako para przyjaciół, ale wolałabym, żeby łączyły ich relację romantyczne.
  Jeszcze skoro jesteśmy w temacie to wspomnę o jeszcze jednym związku, który bardzo mi się podoba. Mówię to o Dorianie i pewnej osobie, ale nie zdradzę dokładnie o kogo chodzi. Ta relacja jest z kolei bardzo urocza i romantyczna, ale zarazem ogromnie dojrzała.
  Powiem Wam teraz o rzeczach, które nie powinny mi pasować w "Dziedzictwie ognia", ale jakoś, dziwnym trafem, przypadły mi do gustu. Pierwszą z nich jest to, że Celaena zbawi świat i, że tylko ona może to zrobić. Druga to to, że raczej rzadko się zdarza, żeby zaginione księżniczki odnajdywały się po latach i jeszcze w międzyczasie stają się najlepszymi zabójczyniami w kraju. Tutaj się tak dzieje, ale jakoś odpowiada mi ten cały motyw odnalezienia poszukiwanej od długiego czasu dziedziczki tronu.
  Niezwykle mocno jest w tym tomie podkreślona przemiana duchowa Celaeny w Aelin(to właśnie jest jej prawdziwe imię). Jest to bardzo dobrze rozpisane na przestrzeni całej książki i wychodzi to tak bardzo naturalnie. Dla mnie jest to zdecydowanie zmiana na lepsze.
  W tej części dowiadujemy się wielu rzeczach, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. W połączeniu z tym, co wiedzieliśmy z wcześniejszych części to tworzy nam to taki lekki "misz masz". Pewnie te wszystkie elementy będą się łączyły w późniejszych częściach, co sprawi, że ta seria będzie miała więcej wątków.
  Zakończenie "Dziedzictwa ognia" było naprawdę wstrząsające i zaskakujące. Nie spodziewałam się po autorce niektórych zagrań i myślę, że są one genialnym wstępem dla kolejnych tomów.
  Podsumowując, jak na razie trzeci tom "Szklanego tronu" jest moim ulubionym. Mam nadzieję, że dobra passa będzie trwała jeszcze dłużej, aż do końca tego cyklu.

poniedziałek, 17 lipca 2017

CELAENA-DOBRY ZIOMEK/"KORONA W MROKU" SARAH J. MAAS

  Hej, jeśli czytaliście moją recenzję "Szklanego tronu" to pewnie wiecie, że ta powieść nie zachwyciła mnie tak jak się tego spodziewałam po tych wszystkich pochwałach, które otrzymała. Zakupiłam jednak kolejne tomy, bo wyczułam w pierwszej części pewien potencjał i chciałam zobaczyć, jak to wszystko się rozwinie. Czy drugi tom przekonał mnie do tej serii? Czytajcie dalej ;)
RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY DOTYCZĄCE "SZKLANEGO TRONU"
  Celaena po tym jak otrzymała tytuł Królewskiej Obrończyni prowadzi w miarę spokojne i dostatnie życie. Za mordowanie wrogów władcy Adarlanu dostaje sowitą zapłatę, lecz król nie jest świadomy tego, że ona wcale nie zabija tych osób. Zabójczyni pozwala im uciec i pozoruje ich śmierć. Pewnego dnia otrzymuje nakaz wyeliminowania swojego starego znajomego z Twierdzy Zabójców, Archera Finn'a, który obecnie pracuje jako pan do towarzystwa. Jest on posądzony o tworzenie ruchu oporu, a Celaena musi się dowiedzieć, czy jest to prawda.
  Ta książka to taka cisza przed burzą. Do 3/4 jest jak film "Kosogłos. Część 1.", czyli nie dzieje się nic. To znaczy niby tam są jakieś tajemnicze sprawy, odkrywanie zadziwiających faktów o niektórych bohaterach, ale nie ma niczego takiego konkretnego, żeby akcja tak ruszyła żwawiej do przodu i powoduje to, że czytanie tego się trochę dłuży.
  Zapytacie pewnie teraz: "To co się dzieje po tych 3/4, że przestaje być tak niemrawo?", a ja Wam odpowiem. Ma miejsce pewne "Dramatyczne Wydarzenie", nie powiem, co konkretnie, żeby nie spoilerować. 
  Ma ono ogromny wpływ na główną bohaterkę, zmienia przez nie swoje stanowisko w pewnych sprawach, motywuje ją do pewnych czynów, których wcześniej nie zamierzała zrobić. Ogólnie, Celaena ma konkretnego doła i czytelnik też powinien takiego doła mieć, a ja nie miałam. Moim zdaniem, jest to spowodowane tym, że nie czuję jeszcze takiej więzi z postaciami i, że to "Dramatyczne Wydarzenie" miało miejsce za wcześnie by na mnie w jakiś silniejszy sposób oddziałało.
  Poza tym, dla mnie są autorzy, którzy potrafią sprawić by dramat wybrzmiał, a niektórzy nie. Dla mnie Sarah J. Maas zalicza się do tej drugiej grupy. Dla przykładu, w dwóch powieściach zupełnie innych pisarzy ma miejsce to samo smutne wydarzenie, powiedzmy, przyjaciel głównego bohatera zapada w śpiączkę i nie wiadomo, czy kiedykolwiek się wybudzi i jeden autor opisze to tak, że zamieniamy się w fontannę, a drugi tak, że przyjmiemy to z chłodną obojętnością. To właśnie to drugie uczucie towarzyszyło mi, gdy czytałam o "Dramatycznym Wydarzeniu".
  Po przeczytaniu "Korony w mroku" nie mam pojęcie, co myśleć o Celaenie i z jednej strony to dobrze, bo to znaczy, że jest wielowymiarową postacią i ma wiele twarzy, ale z drugiej strony niesamowicie mnie to irytuje.
  Bardzo mi się podoba, gdy zamienia się ona w taką bezwzględną maszynę do zabijania, bo czytanie o tym jest niezwykle fascynujące i chyba jeszcze się nie spotkałam z bohaterką, która by od czasu do czasu wpadała w taki stan, więc jest to bardzo oryginalny zabieg.
  Później się jednak okazuje, że Zabójczyni ma być niczym Superman i ocalić świat i pomyślcie, gdybyście byli duchem królowej Adarlanu jak Elena i raczej jesteście mądrym duchem i zastanawiacie się: "Kogo by tu wyznaczyć do zbawiania świata?". To czy spotykając dziewczynę, która przez bardzo długi okres zabijała za pieniądze to byście pomyśleli: "O, to na pewno będzie dobry ziomek, ona idealnie się nadaje do tego zadania"? No chyba jednak nie. I ja wiem, że na końcu to się niby wszystko wyjaśnia, ale i tak to mnie nie przekonuje, że Celaena jest perfekcyjną osobą do wypełnienia tej misji. W sumie to z kolei pokazuje, że nawet nie będąc kimś wybitnym można dokonać wielkich czynów, a to jest dobre przesłanie...No i widzicie, nie umiem się jednoznacznie wypowiedzieć, musicie sami wyrobić sobie zdanie.
  Cenię sobie w tej powieści to, że jest trójkąt miłosny, ale on nie jest napisany tak jak w większości tego typu pozycji. Mianowicie chodzi mi o to, że Celaena ma swoje uczucia w miarę konkretnie sprecyzowane, wie, co czuje i czego chce i nie waha się między dwoma chłopakami.
  Jak już jesteśmy w takich romantycznych klimatach to powiem Wam, że w "Koronie w mroku" ma miejsce związek. I nie wiem, jak go odbierały inne osoby, które przeczytały tę książkę, ale dla mnie ta relacja w większości była oparta na seksie. Nie wiem, może ja oczekuję zbyt wiele takiego romantyzmu, ale naprawdę miałam wrażenie jakby po każdym spotkaniu ta para lądowała w łóżku.
  Słowem podsumowania, ta pozycja mi się średnio podobała, porównałabym ją z "Miastem popiołów", bo ta powieść też niezbyt wpisała się w mój gust, ale miała zaskakujące zakończenie, tak samo jak "Korona w mroku", i każde kolejne tomy już były genialne. Wierzę, że "Dziedzictwo ognia" w końcu da mi to, czego oczekiwałam po serii "Szklany Tron", bo zaczęłam i na razie zapowiada się bardzo dobrze.
  

poniedziałek, 10 lipca 2017

RECENZJA KSIĄŻKI "SZKLANY TRON" SARAH J. MAAS

  Hej, dziś mam dla Was recenzję książki, której planowałam nie czytać, ale ze wszystkich stron słyszałam głosy: "Przeczytaj Szklany tron", "Szklany tron jest super!", "Jak to jeszcze nie czytałaś Szklanego tronu?".  Przez jakiś czas się im opierałam, ale później stwierdziłam, że przecież, co mi szkodzi spróbować. Czy wyszłam zwycięsko na tej decyzji?
  Celaena jest najlepszą zabójczynią w całej Erilei jednak podczas jednej z akcji została złapana. Skazano ją na dożywotnią pracę w kopalni soli Endovier, gdzie większość osób nie wytrzymuje nawet roku. Gdy dostaje od księcia Doriana propozycję nie do odrzucenia od razu się zgadza. Miałaby ona wziąć udział w turnieju na królewskiego obrońcę, wygrać, a po czterech latach wiernej służby odzyskać wolność. Podczas jej pobytu w pałacu kolejni uczestnicy zawodów zostają bestialsko zamordowani i właśnie ona musi znaleźć winowajcę.
  Ta powieść sprawia, że czytelnik zaczyna mieć w sobie coś z tasiemca. Chce ciągle więcej i więcej i wcale nie czuje się nasycony po przeczytaniu nawet 100 stron. Przez te historię po prostu się płynie, znów bardzo często zapominałam patrzeć na numery stron, a to nie zdarza mi się często.
  Fabuła jest interesująca i wciągająca jednak jakoś bardzo nie trzyma w napięciu, a raczej taki był zamysł autorki. Ja po tych wszystkich "ohach" i "ahach" oczekiwałam większej porcji emocji i takiego jakiegoś poruszenia mnie w pewien sposób.
  Główna bohaterka naprawdę mi się spodobała, a to rzadko się zdarza w młodzieżówkach. Może jest trochę taka zbyt idealna, ale nie stanowiło to dla mnie jakiegoś problemu jednak liczę, że w kolejnych tomach zostanie ona zaprezentowana bardziej od takiej gorszej strony.
  Szczerze mówiąc, teraz tak myślę, że bardzo sporadycznie się zdarza, żeby postacie pierwszoplanowe w książkach dla młodzieży, zwłaszcza, jeśli to są bohaterowie typu: "To on ma zbawić cały świat!", mają jakieś normalne, ludzkie zainteresowania. Mam wrażenie, że Celaena zaczyna już być trochę programowana przez Sarah J. Maas na zbawienie świata, ale za to ma hobby. Czułam z nią przez to pewną nić porozumienia, bo ona kocha czytać i gra na pianinie, a ja też uwielbiam robić obie te rzeczy, więc jest taką moją książkową BFF :D
  Moją ulubioną postacią z tej pozycji chyba był Dorian. Ja mam najwyraźniej jakąś słabość do książąt w powieściach. On jest trochę jak Jace z "Darów Anioła" tylko, że Jace częściej żartuje i jest zabawniejszy, ale Dorian też ma takie sarkastyczne poczucie humoru, które bardzo lubię. Ja zwyczajnie wierzę w tego bohatera, jestem przekonana, że w prawdziwym życiu mogłabym spotkać osobę o identycznym zespole cech. Nasz książę jest po prostu bardzo realistyczny.
  Po przeczytaniu pierwszej części wydaje mi się, że Sarah J. Maas nie jest stworzona do pisania o miłości i zakochanych ludziach. Dla mnie wątek miłosny jest taki trochę bez wyrazu, nie ma takiej iskry i "tego czegoś". Nie czuć tej chemii między bohaterami.
Poza tym, gdy w "Szklanym tronie" ktoś się zakochiwał to automatycznie tracił zdolność logicznego myślenia. Bohaterowie zachowywali się wtedy jakby byli nastolatkami, a nie pełnoletnimi osobami. Jakiekolwiek opanowanie odchodziło w siną dal...
MINI SPOILER
  Chciałabym dodać jeszcze...Czujecie to co ja? Ten taki mdły, słodki zapach? Tak pachnie trójkąt miłosny i o ile tutaj jako takiego nie było to wydaje mi się, że w następnych tomach aspekt romantyczny będzie szedł w tym kierunku, ale mam nadzieję, że mój książkowy nos się myli, bo ile można wałkować ten sam temat?
KONIEC MINI SPOILERA
  Podsumowując, widzę potencjał w "Szklanym tronie" jednak czuję się nieco zawiedziona. Zamierzam przeczytać kolejne tomy, bo chcę zobaczyć, czy autorka rozwinęła świat, bohaterów itd. Jako początek serii ta powieść jest dobra, ale gdyby to była historia jednotomowa to byłoby trochę gorzej. Z niecierpliwością czekam aż w środę przyjdzie do mnie kontynuacja, bo na razie niestety, nie mam co czytać :(