sobota, 11 marca 2017

CZYTELNICZE NAWYKI TAG+ZGREDEK

   Hej, dziś przygotowałam dla Was post, który już od dawna planowałam zrobić. Czytelnicze nawyki tag jest wręcz dla mnie stworzony, ponieważ ja chwile czytania traktuję, jako swego rodzaju, rytuał.
1. Czy masz w domu konkretne miejsce do czytania?
  Owszem, mam, a jest nim kanapa, która znajduje się w moim pokoju. To miejsce zostało szczegółowo opisane w poście, do którego link podaję TUTAJ.
2. Czy w trakcie czytania używasz zakładek, czy przypadkowych świstków papieru?
  Zdecydowanie używam zakładek. Niestety, moja kolekcja jest bardzo mała i mam w planach ją powiększyć.
3. Czy możesz  po prostu skończyć czytać książkę? Czy musisz dojść do końca rozdziału, okrągłej liczby stron?
  Musicie wiedzieć, że nienawidzę kończyć czytania w środku rozdziału. Wiadomo, jeśli mam na chwilę odejść od książki to nie ma problemu, ale jeśli na ponad 5 minut to czuję się źle. Dla mnie koniec rozdziału jest takim znakiem od autora, że mam prawo skończyć czytać. Podczas czytania "Władcy Pierścieni" byłam dość sfrustrowana, ponieważ tam rozdziały były bardzo długie i nie dało się ich czytać naraz.
4. Czy pijesz albo jesz w trakcie czytania?
  Dla mnie nie ma czytania bez herbaty. Codziennie muszę wygospodarować sobie chwilę, żeby usiąść z herbatką i książką. Jeśli chodzi o jedzenie to jem wszystko, co mam pod ręką zaczynając od czekolady, a kończąc na jabłkach.
5. Czy jesteś wielozadaniowa? Potrafisz słuchać muzyki lub oglądać film w trakcie czytania?
  Ja nie mogę słyszeć słów, gdy czytam, bo wszystko mi się ze sobą zlewa. Generalnie nie słucham muzyki w trakcie czytania, ale myślę, że gdybym puściła jakiś utwór bez tekstu to dałabym radę skupić się na książce.
6. Czy czytasz jedną książkę, czy kilka naraz?
  Zawsze czytam jedną książkę i nie rozumiem, jak można czytać kilka powieści naraz.
7. Czytasz w domu, czy gdziekolwiek?
  Na pewno wolę czytać w domu, ale jeśli jestem poza nim to też mogę to robić.
8. Czytasz na głos, czy w myślach?
  W myślach i zastanawiam się, czy ktoś kiedykolwiek odpowiedział na to pytanie w inny sposób, czyli że czyta na głos.
9. Czy czytasz naprzód, poznając zakończenie? Pomijasz fragmenty książki?
  Książkę czytam  od deski do deski albo wcale. Nigdy nie sprawdzam zakończenia. Moja mama tak robi i nie wiem, jak tak w ogóle można postępować? Kto lubi spoilery?!
10. Czy zginasz grzbiety książkom?
  NIE!!! To jest największe zło świata. Kiedyś miałam taką sytuację, że pożyczyłam znajomej książkę, a ona mi ją oddała ze zgiętym grzbietem. Przez ten incydent mam fobię i teraz zawsze zanim ktoś weźmie ode mnie książkę to mówię mu, jak ma ją traktować.
  Teraz mam taki mały bonus. Do mojej kolekcji FUNKO POP dołączył Zgredek. Nareszcie mam w niej moją ulubioną postać z serii "Harry Potter". Skrzata sprezentowałam sobie na Dzień Kobiet i uważam, że jest przesłodki. Ja w ogóle bardzo lubię, gdy te figurki trzymają coś małego w ręku, a Zgredek właśnie trzyma w niej swoją słynną skarpetę.

poniedziałek, 6 marca 2017

RECENZJA KSIĄŻKI "MÓJ TYDZIEŃ Z MARILYN" COLINA CLARK'A

  Hej, w dniu dzisiejszym przygotowałam dla Was recenzję cudownej książki. Miałam wobec niej spore wymagania, bo widziałam ekranizację z moim ulubionym aktorem, Eddiem Redmaynem w roli głównej. Obejrzałam ją nawet dwa razy, bo tak mi się podobała, a powieść zdecydowanie jej dorównuje.
  Colin Clark od zawsze marzył, by pracować w kontakcie z filmem. Pierwszą produkcją, w której brał udział był "Książę i aktoreczka". Był tam na stanowisku trzeciego asystenta reżysera, ale spokojne można tą posadę nazwać "chłopiec na posyłki". Colin przykuwa jednak uwagę odtwórczyni głównej roli w filmie, czyli Marilyn Monroe. Obdarza go ona zaufaniem przez co tworzy się między nimi niezwykła więź, która została opisana dopiero po wielu latach.
  Fabuła tej książki tak naprawdę opisuje, pewnego rodzaju, cud. Najsławniejsza kobieta tamtych czasów nawiązuje bliższy kontakt z osobą, która jest najmniej ważna na planie. Owszem, w książkach powtarza się motyw, że jakaś szkolna sława zakochuje się w szarej myszce, ale tu tą "sławą" jest Marilyn Monroe, co wnosi tą powieść na zdecydowanie wyższy poziom, a na plus też działa to, że jest ona prawdziwa.
  "Mój tydzień z Marilyn" z jednej strony opisuje okrutny świat show-biznesu, ale mimo to ta powieść jest bardzo delikatna i spokojna. Nie mamy tu wielkich zwrotów akcji, ale bardzo się wciągamy w tą historię.
  To, jak Colin Clark opisał Marilyn jest po prostu mistrzostwem świata. Przedstawił ją jako postać niesamowicie barwną, ubraną zarówno w ciemne, jak i jasne kolory. 
  Ja jednak osobiście nie wiem, czy polubiłabym Marilyn, jeśli bym ją poznała, ponieważ w niektórych momentach była, jak dla mnie, zbyt oderwana od rzeczywistości. Momentami też sprawiała wrażenie lekko, że tak to ujmę, mało inteligentnej. Nie można jednak jej odebrać tego, że bardzo fascynuje czytelnika.
  Colin po prostu owinął mnie sobie wokół palca i ja nie wiem, jak to się stało. Jest dość lekkomyślny, czego ja nie lubię ogólnie w bohaterach literackich i ludziach. Poza tym, zwłaszcza na początku książki, gdy obok pojawiała się Marilyn to procesy myślowe Colina gwałtownie zwalniały, co też powinno mnie denerwować. On jednak jest w tym wszystkim tak ogromnie uroczy i cudowny, że ja go zwyczajnie ubóstwiam.
  Kluczowym elementem tej książki, który jest też bardzo ciekawy jest cała relacja Colina z Marilyn. Nie jest to miłość, ale moim zdaniem, nie jest to też przyjaźń. To jest coś na pograniczu tych dwóch rzeczy i to jest absolutnie cudowne. Colin nie chce od Marilyn seksu, nie zmusza jej do związku i niczego od niej nie wymaga, ale po prostu ją wspiera, jak nikt do tej pory.
  Ta historia ma tak jakby dwa zakończenia. Jedno, którego można się domyślić po tytule i opisie z tyłu, pozornie smutne, ale wygrane w raczej optymistyczny sposób. Jest też kolejne, które nie zostało szczególnie opisane w książce. Mam tu na myśli to, że Marilyn popełniła samobójstwo i Colin, ani nikt inny nie zdołał uratować tej niezwykłej kobiety i aktorki, a to sprawiło, że mi pod koniec tej powieści zakręciła się łza w oku.
  "Mój tydzień z Marilyn" jest stosunkowo nieznaną pozycją, więc ja Wam ogromnie polecam tą książkę, bo jest wspaniała i zasługuje na zdecydowanie większą popularność.
  

sobota, 4 marca 2017

PODSUMOWANIE LUTEGO/2017

  Hej, dziś pierwsza sobota marca, a to znaczy, że czas na czytelnicze podsumowanie lutego.
Liczba przeczytanych stron: 2259
Przeczytane książki: 6
Seria "Misja 100"- Kass Morgan:
1. "Misja 100"
2. "Dzień 21"
3. "Powrót na Ziemię"
4. "Dziewczyna, którą kochałeś"- Jojo Moyes
Seria "Piąta fala"(nieskończona)- Rick Yancey:
5. "Piąta fala"
6. "Piąta fala. Bezkresne morze"
  Ten miesiąc był zdecydowanie gorszy od stycznia. Przeczytałam mniej stron, ale jakość książek też była gorsza. Zaczęło się beznadziejną "Misją 100", a kończy się na średniej "Piątej fali". Tylko o "Dziewczynie, którą kochałeś" mogę powiedzieć, że była świetna.
Najlepsza książka miesiąca:
"Dziewczyna, którą kochałeś"- Jojo Moyes
  Poruszająca, wciągająca, niezwykła. Te trzy słowa wystarczą, by opisać tą książkę. Nie myślałam, że tak ogromnie mi się ona spodoba. Nie jest pusta, infantylna i nudna, a tego się  po niej spodziewałam. Zdecydowanie polecam.
Najgorsza książka miesiąca:
"Misja 100"- Kass Morgan
  W sumie, mogłabym dać w tej kategorii całą serię Kass Morgan, ale zdecydowałam, że wyżyję się tylko na pierwszej. Reszta nie jest o wiele lepsza, ale jednak. Nudna, absurdalna. Serial na jej podstawie jest zdecydowanie lepszy i zachęcam Was do zapoznania się z nim.
Najlepsza postać miesiąca:
Sophie Lefevre z "Dziewczyny, którą kochałeś" Jojo Moyes
  Jedna z dwóch głównych bohaterek w tej książce. Jest ona po prostu wspaniała mimo, że czasami jej wiara w ludzi i naiwność mnie przerażały.
Najgorsza postać miesiąca:
Wells Jaha z serii "Misja 100" Kass Morgan
  Ten chłopak naraża życie tysięcy osób przez swoje egoistyczne zachcianki. Wydaje mi się, że więcej nie muszę dodawać.
Najładniejsza okładka miesiąca:
  Wybór w tej kategorii był naprawdę ciężki. W lutym miałam styczność z kilkoma pięknymi okładkami, które przykuwały mój wzrok. Wygrywa jednak oprawa drugiego tomu "Piątej fali" za jej prostotę i to jak intryguje.
Najbrzydsza okładka miesiąca:
  Z każdym kolejnym tomem okładki były gorsze...
  Koniec podsumowania lutego! Jak ten czas szybko leci, zanim się obejrzymy będzie podsumowanie marca, a ja mam już trzy książki do przeczytania w tym miesiącu.

piątek, 3 marca 2017

RECENZJA KSIĄŻKI "PIĄTA FALA. OSTATNIA GWIAZDA" RICK'A YANCEY

  Hej, nareszcie udało mi się skończyć trzeci tom "Piątej fali". Nie było łatwo, nie miałam czasu na czytanie i średnio mnie ciągnęło do tej książki, więc tym bardziej jestem z siebie dumna. Nie przedłużając przejdźmy do recenzji, która chyba będzie wyjątkowo krótka.
  Zostały cztery dni. Po tym czasie wszystkie miasta na Ziemi zostaną zbombardowane, a tam ukrywa się znaczna część ocalałych osób. Bohaterowie decydują się, więc na śmiały plan uratowania resztek ludzkości.
  Ta książka jest nijaka. Nigdy jeszcze nie przeczytałam ostatniego tomu serii, który by u mnie nie wywołał znacznie większej ilości emocji niż reszta części. Teraz po przeczytaniu "Piątej fali. Ostatniej gwiazdy" ten stan się zmienił. Nie udało mi się wciągnąć w akcję i tak naprawdę większość wydarzeń była mi obojętna.
  Na ostatnim tomie odbija się to na co ja zwróciłam uwagę w recenzji pierwszej części. Powiedziałam wtedy, że wykreowanie takich bohaterów, że nie darzy się ich wielką sympatią mogło być celowym zabiegiem, ale teraz zmieniam zdanie. Przez to, że nie lubimy postaci książka nas w ogóle nie interesuje.
  Nie jestem w stanie uwierzyć w jeden moment w tej książce z Cassie w roli głównej. W pewnej scenie ma ona bardzo mądre i głębokie przemyślenia i w tym przypadku nie jest to sarkazm. Wszystko niby jest ok, ale nie przemawia do mnie to, że Cassie, która według mnie jest mało inteligentna wpadła na tak genialne sentencje.
  Plusem "Piątej fali. Ostatniej gwiazdy" jest to, że Rick Yancey wprowadza tu trochę humoru. Nie jest to takim poziom jak w "Darach Anioła", gdzie za każdym razem, gdy coś miało mnie rozbawić, to co najmniej się do siebie uśmiechałam(wybuchy śmiechu też były częste), ale gdy w tej powieści były jakieś żarciki to myślałam sobie, że to dobrze, że autor o czymś takim pomyślał.
  Podsumowując całą serię. "Piąta fala" to dość średni cykl z ciekawymi zakończeniami, które trochę nadrabiają za resztę książek. Ja raczej nie polecam tych książek. Można przeczytać pierwszy tom, ale jeśli Wam się spodoba( tak jak mi) to nie zachęcam do nabycia kolejnych, bo później jest znacznie gorzej.