czwartek, 30 listopada 2017

GDY PATRONEM MEDIALNYM JEST "BRAVO"/"DUFF.TA BRZYDKA I GRUBA" KODY KEPLINGER

  Hej, hej, gdy moja znajoma pożyczyła mi "Duff'" myślałam, że będzie tragicznie. Wskazywała na to okładka, opis z tyłu, po prostu wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły: "Nie czytaj tego!". Postanowiłam jednak podjąć to wyzwanie, ale pozostaje pytanie, czy tego żałuję? Czytajcie dalej, a się przekonacie.
  Bianca jest dziewczyną o dość przeciętnym wyglądzie, a przyjaźni się z bardzo atrakcyjnymi nastolatkami, co sprawia, że jest określana jako "duff", czyli najbrzydsza osoba w towarzystwie. Ma ona jednak bardzo wyrazistą osobowość. Jej życie się zmienia, gdy nawiązuje relacje z najprzystojniejszym chłopakiem w szkole, którego nie znosi, ale jest nim bardzo zaintrygowana.
  Powiem Wam, że tą książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. W ogóle nie męczy i pozwala się oderwać od rzeczywistości. Trzeba wziąć poprawkę na to, że jest młodzieżówką, a ten typ literatury rządzi się swoimi prawami i błędy, które tu pomijałam, ale w przypadku powieści dla dorosłych bym ich nie wybaczyła.
  Powiedzmy sobie szczerze. Ta pozycja jest wręcz nasączona stereotypami. Sama postać Bianki jest taka bardzo typowa. Czasami jednak "Duff" przełamuje pewne schematy. Koleżanki głównej bohaterki mimo tego, że są ładne nie są skończonymi idiotkami, które obchodzą tylko ciuchy, makijaż, imprezy i takie takie. Na dobrą sprawę są nawet inteligentne i to mi się bardzo podobało, bo w społeczeństwie funkcjonuje taki stereotyp, że jeśli ktoś ma piękną buzię to musi być głupi jak but.
  Zachowanie Bianki w pewnym momencie jest tak sprzeczne, że ja nie wiem, czy ona nie ma jakiś zaburzeń osobowości. Nie mogę dokładnie powiedzieć, o co chodzi. Po prostu twierdzi ona, że kogoś nie znosi, ale tą nienawiść okazuje w bardzo specyficzny sposób. Jedynie dobre w tym jest to, że ta postać zdaje sobie sprawę z tego, że jej postępowanie jest całkowicie bez sensu.
  Wes, czyli ten najprzystojniejszy chłopak w szkole, o którym wspomniałam w opisie fabuły na początku jest oczywiście arogancki, trochę chamski i w ogóle. Z czasem jednak ja go polubiłam i uważałam, że jest uroczy, a ta jego nadmierna pewność siebie tylko dodaje mu uroku.
  Zakończenie można przewidzieć już od 20 strony. Nie stanowi ono praktycznie żadnej tajemnicy. Już czytając opis z tyłu można snuć już jakieś przypuszczenia, ale też nie oczekiwałam od tej pozycji, że jakoś wywróci nagle całą fabułę do góry nogami, nagle pojawi się wątek, którego zupełnie się nie spodziewamy i ogólnie walki, pościgi, wybuchy :D
  "Duff" jest dla mnie klasycznym przykładem guilty pleasure. Ta powieść nie jest dobra, jest fatalna, ale jest przy tym tak beztroska i luźna, że to mi kompletnie nie przeszkadza. Można się porządnie wkręcić i siedzieć z nad tą książka dobrą godzinę zanim się zorientuje, że już minęło tyle czasu odkąd się zaczęło. Dobrze czasami sięgnąć po taki tytuł, który pokazuje, że każdy Kopciuszek znajdzie w końcu swojego księcia. Boże, jak słodko się zrobiło...Dobra, zaczynam się roztkliwiać, więc już się z Wami żegnam i do następnego razu :)

niedziela, 26 listopada 2017

"MARGO" TARRYN FISHER#KRWAWAJESIEŃ

  Hej, hej, słuchajcie to już ostatni miesiąc cyklu "Krwawa jesień". Nie wiem, czy "Margo" jest ostatnią pozycją, jaką w jego ramach przeczytam, zobaczymy, jak wyrobię się z czasem. Pomyślałam, że dobrze będzie, jeśli w tej kryminalnej mini-serii pojawi się choć jedna młodzieżówka, więc dlatego zdecydowałam się na przeczytanie akurat tej pozycji.
  Margo mieszka w małym miasteczku Bone. Jest to siedlisko narkomanów, alkoholików, zbrodni i zepsucia. Dziewczyna mieszka w domu zwanym pożeraczem wraz ze swoją matką, która cierpi na depresję i jest prostytutką. Życie Margo diametralnie się zmienia, gdy poznaję Judaha, ale jeszcze bardziej wpływa na nią morderstwo miejscowej, siedmioletniej dziewczynki.
  Nie jest to książka, która jakoś strasznie wciąga. Nie jest tak, że nie można się od niej oderwać jednak w pewien sposób jest zajmująca i dostarcza rozrywki.
   Pierwszym, co mi się rzuciło w oczy już, gdy zaczęłam czytać pierwszą stronę to mroczny klimat jaki zaserwowała nam tu autorka. On aż tak emanuje z tych kartek i naprawdę jest to coś genialnego.     Szczególnie widać to, gdy akcja dzieje się w Bone, które moim zdaniem, jest najlepszym elementem tej powieści. Nie powiedziałabym, że jest ono w 100% realne, bo wydaje mi się, że w każdym mieście są i dobrzy i źli ludzie.
  Szczerze mówiąc, spodziewałam się czegoś innego po tej książce. Myślałam, że wszystko będzie głównie skupione na zabiciu tej dziewczynki i odkrywaniu, kto to zrobił. A tu sprawa ma się całkowicie inaczej.
  Jeszcze przez pierwsze kilkadziesiąt stron trzymamy się jeszcze tego wątku, ale później punkt, do którego zmierza fabuła zmienia się o 180 stopni. Ten motyw, od którego wszystko się zaczyna zostaje dość szybko rozwiązany i on w sumie był chyba tylko po to, żeby być wstępem dla tego, co się dzieje później.
  W pewnym momencie ja już nie byłam pewna, co jest prawdą, a co nie i to nie dlatego, że nagle z kryminału to się zmieniło w jakąś powieść fantasy. Nie chcę spoilerować, więc musicie przeczytać, jeśli chcecie wiedzieć, o co mi chodzi.
  Z jednej strony taki zabieg jest interesujący i bardzo mi się spodobało, że nagle akcję przekręca się w taki sposób, jakiego czytelnik się nie spodziewa, ale ma też to swoje złe strony. Ja w sumie nie wiem, co chciała opowiedzieć autorka. Tarryn Fisher chyba sama nie wiedziała, czy ona chce kryminał, thriller, czy może romans, więc wcisnęła wszystko do jednego worka.
  Kreacja Margo jak dla mnie jest świetna. Jej przemiana jest tak stopniowo budowana, co sprawia, że nie jest to takie gwałtowne. Najważniejsze jest jednak to, że ta bohaterka postępuje nie tak, jak powinna, ale autorka nie próbuje na siłę przekonywać czytelnika, że ona ma jakieś szlachetne pobudki i że Margo tak naprawdę nie jest zła.
  Podsumowując, "Margo" to całkiem niezła przygoda na jeden raz. Zdecydowanie nie jest to powieść, która zmieni Wasze życie, ale możecie się przy niej dobrze bawić, a do tego super się wpasowuje w jesienny klimat.

wtorek, 21 listopada 2017

GDY NIE JESTEŚ NAJCNOTLIWSZĄ Z CNOTLIWYCH/"PROBLEM" NON PRATT

  Hej, hej, ostatnimi czasy dość głośno się zrobiło o książkach, które poruszają jakieś takie nazwijmy to "bardziej poważne" problemy nastolatków typu depresja, samobójstwo itd. Jedną z tych powieści jest właśnie "Problem" i on moim zdaniem, dotyka jednego z największych kłopotów, jakie mogą spotkać kobietę w trakcie jej życia.
  Hannah ma 15 lat i jest bardzo aktywna seksualnie. Zaszła w ciążę i wszyscy  wokoło zastanawiają się, kto jest ojcem. Aaron, chłopak, który niedawno przeprowadził się do  miasta dziewczyny postanawia udawać ojca jej dziecka, by chociaż trochę umniejszyć, już i tak złą sławę Hannah.
  To, co mogę powiedzieć o tej książce dobrego, że naprawdę można się nią zainteresować. Sposób pisania autorki jest łatwo przystępny do przyswojenia przez czytelnika. Czyta się szybciutko, praktycznie nie czuję się tego, jak upływają kolejne strony, co jest bardzo dużym plusem.
  W moim odczuciu zostały tu wiernie oddane realia współczesnej młodzieży. Może, co prawda nie strefie seksualnej, bo raczej nie jest w prawdziwym życiu tak jak w "Problemie", że praktycznie chłopaki obmacują wszystkie dziewczyny, a one na to pozwalają.
  Jeszcze się nie spotkałam, żeby w takiej typowej młodzieżówce młodzi ludzie nie zostali za bardzo przejaskrawieni, "bo w końcu wszyscy są tacy zdemoralizowani". Tu występuje to pewne przerysowanie, ale nie jest ono aż tak ogromne i chyba jest najmniejsze w porównaniu z innymi pozycjami dla młodzieży, jakie poznałam.
  Ja tu się jeszcze dopatrzyłam takiego błędu wydawnictwa, a przynajmniej dla mnie to jest niewłaściwy krok. Z tyłu tej książki pisze, że jest ona dla osób od 15. roku życia. Moim zdaniem, powinna być dla młodzieży od 13. roku życia. Ogólnie, wydaje mi się, że "Problem" jest głównie skierowany do dziewczyn, więc gdybym ja miała córkę to dałabym jej to przeczytać po tym, jak dostanie pierwszy okres. Wiecie, ku przestrodze...
  Teraz przejdźmy do mojej "ulubionego" elementu tej powieści. Mowa tu o głównej bohaterce, czyli Hannie. Sięgając po ten tytuł myślałam, że ta dziewczyna, która zajdzie w ciążę zostanie zapłodniona(ten biologiczny żargon) w jakiś nietypowych okolicznościach. Upije się na imprezie i pójdzie z kimś do łóżka, co jednak zwykle jej się nie zdarza, albo przeżyje swój pierwszy raz z chłopakiem, z którym wcześniej długo chodziła, ale po tym jak zaszła w ciążę on okaże się dupkiem i ją rzuci.
  Natomiast z Hanną sytuacja ma się zdecydowanie inaczej. Ona to robi z kim popadnie, gdzie popadnie, ogólnie nie jest najcnotliwszą z cnotliwych. Ogólnie, ja nic nie mam do tego, jeśli kobiety pełnoletnie tak podchodzą do seksu, bo wiadomo, są dorosłe ich sprawa, ale jeśli postępuje tak nastolatka to dla mnie coś jest nie tak.
  Ogólnie,Hanna jest dość zboczona, często dopatruje się jakiś podtesktów, myśli tylko o tym itd. I wiecie, niby taka zorientowana i w ogóle, ale gdy zachodzi w ciążę po tym, jak robiła to bez zabezpieczenia to jej zdziwienie jest tak ogromne jakby ona nawet nie wiedziała, że coś takiego jest możliwe.
  Dla mnie Hanna jest w tej książce gloryfikowana. Nie chodzi mi o to, że za to, że zaciążyła powinno się ją teraz wyzywać, ale jakby w "Problemie" żadna postać, która generalnie jest uważana za pozytywną nie powiedziała tej dziewczynie, że w pewnym stopniu jest winna tej całej sytuacji.
  To, co ta bohaterka zrobiła dobrze to to jak pod koniec powieści potraktowała tego chłopaka, z którym zaszła. Po prostu mi tym zaimponowała, czytajcie, a zobaczycie, co mam na myśli.
  Podsumowując, polecam "Problem" głównie młodszym i średnim nastolatkom. Zarówno ku przestrodze, jak i dlatego, że dla nich czytanie tej pozycji będzie większą rozrywką niż dla mnie, bo ja już byłam na to trochę za stara.
 

niedziela, 19 listopada 2017

SERIALOWY TAG

  Hej, hej, jak pewnie wiecie, a może nie wiecie zaraz po książkach moją ulubioną formą spędzania wolnego czasu jest oglądanie seriali. Stwierdziłam, że dość długo nie było nic o nich, więc postanowiłam odpowiedzieć na pytania z tego właśnie tagu. Zapraszam!
1. Serial, do którego przekonałaś się dopiero po kilku odcinkach.
  To jest zadziwiające, że odpowiedzią na to pytania jest serial, który jest jednocześnie moim ulubionym. Mówię tu oczywiście o "Sherlocku". Pierwszy sezon(ma 3 odcinki) dla mnie jest najgorszy, tylko 1 odcinek tak podobał mi się w 100%. Dopiero drugi sezon sprawił, że pokochałam tą produkcję całym swoim sercem.
2. W jakim serialu chciałabyś zagrać?
  Mogłabym znów odpowiedzieć tutaj, że "Sherlock", bo tam gra Benedict Cumberbatch, którego absolutnie ubóstwiam, więc mogłabym go poznać i w ogóle. Nie będę jednak monotematyczna, więc postawię na "Stranger Things". Uwielbiam obsadę, która tam gra, między nimi jest tak niesamowita chemia widać, że wszyscy są ze sobą blisko. Chętnie bym się skumplowała z tymi aktorami, którzy grają te głównie dziecięce role, a zwłaszcza z Millie Bobby Brown, która jak dla mnie będzie taką następną Emmą Watson.
3. Ulubiony serial.
  Przepraszam, ale tu muszę się powtórzyć, ponieważ nie wyobrażam sobie tu innej pozycji niż "Sherlock". Kocham w tej produkcji absolutnie wszystko. Wiele razy mówiłam już, że humor, który w niej występuje jest absolutnie genialny, jest wartka akcja i bohaterowie, których nie da się zapomnieć i u mnie doszło to do tego stopnia, że gdybym miała kota to nazwałabym go Sherlock.To wszystko jest zbyt świetne, żeby to opisać.
4. Serial, który oglądasz aktualnie.
  Obecnie oglądam netflixowy serial "Mindhunter". Opowiada on o badaniu seryjnych morderców, którzy nie mieli jakiegoś sprecyzowanego powodu, żeby zabić swoje ofiary, często nawet ich wcześniej nie znali. Ma tylko 10 odcinków i powiem Wam, że jest naprawdę dobry, a raczej mało kto o nim słyszał, co w przypadku seriali od Netflixa jest wyjątkowo dziwne. Jeszcze co tydzień oglądam odcinki 2. sezonu "Riverdale".
5. Ulubiona serialowa postać.
  Dobrze wiecie, kogo ja bym chciała tu dać, ale bez przesady, co za dużo to niezdrowo. Dlatego wybiorę tu Jugheada z "Riverdale", ale muszę podkreślić, że mam tu na myśli 1. sezon. Ogólnie, dla mnie 2. sezon jest zdecydowanie gorszy, ale nieważne. Jughead jest po prostu idealny. Taki serialowy mąż. Kocham jego poczucie humoru, sposób, w jaki się uśmiecha, to, jaki jest dla swojej dziewczyny. Jughead jest zwyczajnie perfekcyjny w każdym calu.
6. Serial na leniwe popołudnie.
  Od razu pomyślałam tu o produkcji "Ania, nie Anna"na podstawie "Ani z Zielonego Wzgórza". On ma taki bardzo sielankowy klimacik i nie jest taki, że trzyma cały czas w napięciu. Wiadomo, Ania zmaga się z różnymi traumami, ale nie jest to pokazywane przez cały czas. Są sceny, które są naprawdę zabawne i tak jak mówię to jest taki typowy serial do chilloutu.
7. Serial, który skłania do refleksji.
  Dla mnie jest to "13 powodów". Są różne opinie na temat tej produkcji, ale mnie naprawdę poruszył i gdy go skończyłam to czułam się tak nostalgiczno-depresyjnie, że tak to nazwę.
8. Ulubiona serialowa para.
  Jest to Betty i Jughead z "Riverdale". Znów podkreślę, że chodzi mi o 1. sezon. Ta cała ich relacja tak kiełkuje, są pokazane różne etapy i mogłoby się wydawać, że ta dwójka do siebie nie pasuje, ale oni oboje wspierają się nawzajem i chronią, a chyba to jest najważniejsze.
9. Serial na długie wieczory.
  Dam tu naprawdę długi serial, na wiele długich wieczorów. Klasyk klasyków: "Słodkie kłamstewka". Nie jest to produkcja najwyższych lotów, ale dostarcza rozrywki, trzyma w napięciu, bawi, przywiązujemy się do bohaterów i ma aż 160 odcinków!
10. Serial, który najbardziej cię bawi.
  Kto zgadnie, co mogę tu wybrać? Czas na zupełnie niespodziewaną decyzję, a jest nią........(werble) "SHERLOCK"!
11. Serial Twojego dzieciństwa.
  Ja nie oglądałam dobrych seriali, ja byłam dzieckiem Disney Channel. Moim ulubionym serialem byli "Czarodzieje z Waverly Place". Zawsze ciągnęło mnie do magii, więc...Nie no, nie ma usprawiedliwienia dla oglądania tego serialu.
12. Serial, który obejrzałaś więcej niż jeden raz.
  Całości serialu nigdy nie obejrzałam drugi raz, ale powtórzyłam sobie większość odcinków "Sherlocka".
13. Serial, którego oglądanie przerwałaś.
  Jest to "Orange Is the New Black". Może stało się tak dlatego, że miałam kaca po 1. sezonie "Riverdale", bo to właśnie wtedy próbowałam zacząć go oglądać. Obejrzałam chyba około 10 odcinków i nie podszedł mi. Nudziłam się i ogólnie mnie nie zainteresował.