Magda od zawsze widziała zjawy, upiory, całkowicie różniła się od swoich rówieśników. Jej wujek jest Żniwiarzem, czyli osobą, która ma za zadanie chronić ludzkość przed rozmaitymi potworami. Z czasem Magda uczestniczy w coraz dziwniejszych, nawet jak na jej życie, wydarzeniach, towarzyszy jej niepokój i przeczucie, że jakieś tajemnicze niebezpieczeństwo czyha na na nią i jej bliskich.
Tą historię czyta się dość przyjemnie, choć bez większych emocji. Raczej nie dopada nas nuda, lecz już od początku wiemy, jaki będzie twist fabularny. I naprawdę nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, żeby się tego domyślić. Autorka zbyt często i zbyt wprost sugeruje nam, że z pewną postacią jest coś nie tak. Moim zdaniem, zdecydowanie lepiej by było, gdyby w ogóle o tym nie wspominała, a jeśli już to dwa, albo trzy razy na przestrzeni wszystkich rozdziałów.
Jedna rzecz trochę mi mimo wszystko nie pasuje. Wiadomo, nie jestem znawcą od słowiańskich wierzeń, aczkolwiek przeszkadzało mi tutaj, że nie mamy nic o bogach i bóstwach tylko ciągle takie: "Potwór tu, trochę inny potwór tam". Ja rozumiem, że ta mitologia obfituje w rozmaite upiory i zjawy, ale bez przesady, gdy wszystko jest potworem tylko każdy trochę się różni od innego to powiedzenie, że jest to oparte o mitologię słowiańską przestaje mieć jakikolwiek sens.
Przejdźmy do postaci, Magda...Ta dziewczyna pozostaje dla mnie zagadką. Chociaż jednak nie, ona jak dla mnie, jest po prostu tępa. W ogóle "najlepsze" jest to jak gada sama do siebie. Boże, to brzmi tak sztucznie i nierealistycznie. Ogólnie, jak czyta się też niektóre dialogi to ma się takie: "Eeee, ludzie chyba tak nie rozmawiają". Ale wracając do Magdy. Był taki moment, gdy pewna dziewczyna wysłała do niej wiadomość informującą o pewnych strasznych rzeczach i gdy to pisała spieszyła się, więc tu zjadła literkę, tam nie dała "ą" tylko "a", wiecie, tego typu rzeczy. Ja czytam tego maila i takie: "A, ok, spoko, wiem, o co chodzi, teraz będzie akcja". Magda natomiast, tak nie pomyślała. Ona rozszyfrowywała tą wiadomość przez co najmniej jedną stronę. Ja byłam załamana jej poziomem domyślania się treści tego tekstu.
Ogólnie, bohaterowie są dość prosto napisani, nie mają jakiejś wielkiej filozoficznej głębi, ale nie spodziewałam się jakiś bardzo rozbudowanych charakterów, więc nie przeszkadzało mi to.
Podsumowując,"Pusta noc" ma wiele wad, ale raczej większość z nich nie przeszkadza w czytaniu. Jest to dość ciekawa historia, na jeden raz ok, pasuje do jesiennego klimatu, więc możecie ją przeczytać, nie zostaniecie przez nią mocno skrzywdzeni.