wtorek, 13 czerwca 2017

RECENZJA KSIĄŻKI "OSTRZE ZDRAJCY" SEBASTIEN'A DE CASTELL'A

  Hej, dziś przygotowałam dla Was recenzję książki, która wywołała olbrzymią sensację, żyje nią cały książkoholikowy świat. Mowa tu, oczywiście, o "Ostrzu zdrajcy" Sebastien'a de Castell'a, które jest pierwszym tomem serii "Wielkie Płaszcze".
  Wielkie Płaszcze jest to stowarzyszenie utworzone przez króla Paelisa. Ich zadaniem było chronienie króla, ale głównie mieli głosić królewskie prawa, uczciwie sądzić poddanych oraz walczyć o sprawiedliwość i wolność. Paelis nie żyje, został zamordowany. Reputacja Wielkich Płaszczy wśród społeczeństwa drastycznie się pogarsza. Falcio, Kest i Brasti, którzy kiedyś do nich należeli w poszukiwaniu zarobku zatrudniają się u hrabiego Tremondiego jako jego strażnicy. On także zostaje zabity, a ta trójka zostaje oskarżona o morderstwo. Muszą uciekać, a każdy kolejny dzień jest dla nich walką o przetrwanie. Jednocześnie nadal próbują być wierni swoim ideałom i wypełnić zadanie dane im przez zmarłego władcę.
  Ogólnie, zawsze, gdy przybliżałam komuś zarys fabuły tej powieści (bo oczywiście opowiadałam o niej każdemu, kto się nawinął) wszyscy zaczynali się śmiać. Padały teksty w stylu: "Coś im kiepsko wychodzi to chronienie kogokolwiek" itd. Przyznaję jednak, że gdy oglądałam filmiki, w których ktoś mówił właśnie o tej pozycji też zdarzało mi się lekko podśmiewać pod nosem :D
  Mi tą książkę bardzo lekko i szybko się czytało, w ogóle nie byłam zmęczona stylem pisania autora. Nie chciałam sobie robić żadnych przerw między kolejnymi rozdziałami, bo nie czułam takie potrzeby. Są one bardzo krótkie, a to, co się w nich dzieje naprawdę wciąga.
  Bardzo podobało mi się to, że w tej powieści mamy mnóstwo humoru, żarcików. Kest, Falcio i Brasti są tacy bardzo zdystansowani do siebie nawzajem, ich przyjaźń jest taka, że ciągle sobie dogryzają, ale czuć, że ta więź jest mocna. Poza tym, te wszystkie elementy humorystyczne są zawsze trafione tak idealnie w punkt, nie ma żadnego zażenowania. Często te różne żarty są takie czysto sytuacyjne, a mi taki takie coś bardzo odpowiada.
  Gdy zaczęłam czytać "Ostrze zdrajcy" i byłam na dosłownie pierwszym rozdziale poczułam coś. To było bardzo dziwne uczucie...To było przeczucie, że w tej książce znajdę męża. Nie pomyliłam się i odnalazłam go. Moja relacja z Brastim dopiero się zaczyna, ale to na pewno przerodzi się w coś dużego.
  Teraz sobie uświadomiłam, że w tej pozycji nie ma postaci "po jasnej stronie Mocy", która by mnie irytowała. Jest to bardzo miłe, ze strony autora, że nie dał tu kogoś pokroju Clary z "Darów Anioła"*.
  Nasza trójka głównych bohaterów to są bardzo poczciwe, wesołe chłopaki. Teraz jak czytam to zdanie w głowie to głupio to brzmi, ale oni po prostu tacy są, nic na to nie poradzę. Bardzo ich lubię, ta ich odwaga nie jest jakaś wymuszona, nie ma się wrażenia, że oni są szlachetni na siłę. Wszystko jest takie bardzo szczere.
  Z nich wszystkich Brasti jest oczywiście moim numerem jeden. Z Falciem mogłabym się przyjaźnić, natomiast Kest mi trochę nie podpasował, bo on nigdy nie żartuje i wydaje się być takim smutnym człowiekiem. Ja rozumiem, że on dużo przeżył, ale Falcio chyba przeżył jeszcze więcej i taki nie jest.
  Wobec "Ostrza zdrajcy" miałam bardzo duże wymagania, bo nasłuchałam się wielu pozytywnych opinii. Oceniam tą książkę jako kawał dobrej rozrywki, ale na kolana mnie nie powaliła tak jak myślałam, że to zrobi. Wiem jednak, że mnie jest strasznie trudno przekonać w 100% do jakiejś serii już pierwszym tomem. W tym przypadku czuję niedosyt.
  Mam jednak wrażenie, że Sebastien de Castell jeszcze konkretnie namiesza w świecie fantastyki i, że za kilka lat może być jednym z czołowych autorów tego gatunku. Ja tymczasem czekam z niecierpliwością na kolejne części. Mam nadzieję, że dadzą mi one to, czego zabrakło mi w pierwszym tomie.
*Przepraszam, jeśli ktoś lubi Clary :)
 

sobota, 10 czerwca 2017

THE HUNGER GAMES BOOK TAG

  Hej, prowadząc bloga wyrobiłam sobie tendencję do tego, by po przeczytaniu jakiejś serii, czy powieści zrobić tag na jej temat, jeśli taki powstał. I właśnie to dzisiaj zrobię, bo jestem świeżo po ponownej lekturze "Igrzysk Śmierci".
POST MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY!
1. Która z książek jest Twoją ulubioną z całej trylogii?
  Wydaje mi się, że jest to część druga, czyli "W pierścieniu ognia". Jakoś łączy w sobie elementy, które mi się podobały w pierwszej części z tym klimatem, który mamy w trzeciej. Poza tym, w tym tomie pojawia się Finnick, a to jest moja książkowa miłość.
2. Jak długo wytrwałabyś w Głodowych Igrzyskach?
  No cóż, moja obecność tam nie byłaby pewnie długa. Myślę, że nie zginęłabym pierwszego dnia przy Rogu Obfitości, bo bym zdążyła uciec. Może gdybym nauczyła się w ośrodku szkoleniowym rozpoznawać jadalne rośliny to bym miała co jeść na arenie. Generalnie moja strategia bardziej by się opierała na uciekaniu i ukrywaniu się niż na walce.
3. Jaka według Ciebie wydarzyła się najdziwniejsza rzecz w trylogii?
  Ogólnie, to jakby się tak zastanowić to właśnie Peeta zawsze powodował jakieś dziwne akcje. Myślę, że do czołówki pójdzie moment, gdy powiedział, że jest zakochany w Katniss, gdy powiedział, że będzie miał z nią dziecko i, gdy próbował ją udusić.
4. Jak dowiedziałaś się o "Igrzyskach Śmierci"?
  Moja koleżanka bardzo lubiła ekranizację pierwszego tomu i mi ją pokazała. Nawet mi się podobała, ale jakoś odeszła w zapomnienie. Później przyszło Boże Narodzenie i zastanawiałam się, jakie książki chciałabym dostać pod choinkę i właśnie wypadło na "Igrzyska".
5. Jaka jest Twoja ulubiona postać?
  Finnick, Finnick i jeszcze raz Finnick. On jest po prostu cudowny!
6. Jaki jest Twój ulubiony moment?
  Myślę, że takim jednym z bardziej takich poruszających momentów było to, gdy Katniss przyszła do prezydenta Snowa przed jego egzekucją. Ta scena wywołuje w czytelniku takie dziwne uczucie, które nie wiem, jak opisać.
7. W jakim dystrykcie byś żyła?
  Ja to trochę zmienię i odpowiem na pytanie: "W jakim dystrykcie chciałabym żyć?". Chciałabym żyć w czwartym dystrykcie, bo jednak nie ma tam aż takiej biedy, a jednak mieszkańcy nie starają się jakoś "podlizywać" Kapitolowi.
8. Jaki jest według Ciebie najbardziej emocjonujący moment w "Igrzyskach"?
  Na mnie największe wrażenie wywarło chyba to, jak zmiechy zabijały Cato w pierwszej części.
9. Jaką rzecz zabrałabyś z domu na arenę?
  Myślę, że zabrałabym zdjęcie moich bliskich i wyrwaną stronę z "Harry'ego Potter'a".
10. Jaki jest według Ciebie najgorszy plan, jaki został wymyślony w całej trylogii?
  Moim zdaniem, najgorszym pomysłem było to, by zorganizować ostatnie Głodowe Igrzyska dla dzieci ludzi rządzących Panem. Nie jestem pewna, czy został on wcielony w życie, mam nadzieję, że nie.
11. Która postać jest Twoim ulubionym czarnym charakterem?
  Prezydent Snow, który został genialnie przedstawiony w filmach na podstawie tej trylogii.

czwartek, 8 czerwca 2017

RECENZJA KSIĄŻKI "LOLITA" VLADIMIRA NABOKOVA

  Hej, po dłuższej przerwie wracamy do pisania recenzji i na pierwszy ogień po tym czasie pójdzie "Lolita". Wiedziałam o tej książce dość mało. O fabule praktycznie nic, jedynie słyszałam kilka razy, że jest to powieść dobra, więc kiedy niczego nieświadoma przeczytałam opis z tyłu byłam lekko zszokowana i zaraz się przekonacie czemu.
  Główny bohater, Humbert Humbert szukając dla siebie miejsca do zamieszkania trafia do domu wdowy, Charlotty Haze. Posiada ona dwunastoletnią córkę Dolores, na którą Humbert mówi Lolita. Od początku jest nią zafascynowany, widzi w niej idealną nimfetkę. Nazywa on tak dziewczynki do 14 roku życia, do których czuje pożądanie i usiłuje nawiązywać z nimi niemoralne relacje. To samo zamierza zrobić z Lolitą, która jednak uważa za inną niż wszystkie pozostałe.
  Tak mniej więcej przedstawia się fabuła "Lolity". Na początku zastanawiałam się, czy chce mi się czytać coś takiego, ale nie miałam nic innego, więc postanowiłam zaryzykować.
  Nabokov ma piękny styl pisania, naprawdę jest to jeden z najlepszych elementów tej powieści. Czasami wplata francuskie słowa w dość istotnych miejscach, a że nie znam tego języka było to dla mnie małym utrudnieniem. Myślę jednak, że dodaje to całości pewnej wyjątkowości (jak mi się zrymowało :D).
  Nie powiem, żeby ta pozycja była jakąś najbardziej wciągającą na świecie. Nie jest to ten typ historii, którą najbardziej lubię, gdzie są walki, pojedynek dobra ze złem itd. Nie nudziłam się jednak tak bardzo, jak się tego spodziewałam. Daję fabule takie 5/10.
  Moim zdaniem, ta powieść bardzo by zyskała, jeśli byłaby napisana z perspektywy Lolity, a już najlepiej by było, jeśli niektóre rozdziały byłyby napisane z punktu widzenia Humberta, a inne z punktu Dolores.
  Przez pierwsze strony bardzo mi się podobało, że narratorem jest ten chory psychicznie mężczyzna, bo ja lubię takie klimaty, że wchodzimy właśnie do głowy kogoś z kim niekoniecznie wszystko jest w porządku. Mnie zawsze bardzo ciekawi to, jak taka osoba widzi świat. Później jednak, gdy ciągle mówione było o Lolicie, wszystkie uczynki były motywowane właśnie czymś związanym z tą dziewczyną to w środku książki zaczęło się już to robić męczące. Zdaję sobie sprawę, że Dolores była najważniejszym punktem w jego życiu, ale jednak mnie po jakimś czasie przestało to interesować.
  Według mnie, o wiele bardziej interesujące byłoby gdyby "Lolita" została opowiedziana właśnie przez tytułową bohaterkę. Myślę, że z zapartym tchem czytałabym o tym, jak ona odczuwa te wszystkie wydarzenia, jak to na nią wpływa, bo to jest tak naprawdę bardzo istotne.
  Wbrew pozorom o tej bohaterce nie mamy powiedziane zbyt dużo. Wiem, przed chwilą narzekałam, że zbyt wiele się o niej mówi. Humbert jednak głównie opowiada o niej jak o przedmiocie, jego słowa na jej temat dotyczą głównie ciała. Pokazana jest nam jedynie zewnętrzna warstwa jej charakteru, to, że jest wulgarna, złośliwa, bezwstydna, czasami nieznośna. Uważam jednak, że za tym na pewno kryje się coś więcej.
  Podsumowując, jeśli ktoś lubi literaturę ambitną to "Lolita" mu się spodoba. Ja przeczytałam, dowiedziałam się, o czym jest tak słynna książka. Mnie niezbyt zachwyciła, też nie była jakimś gniotkiem. Raczej do niej nie wrócę, jednak gdyby Vladimir Nabokov wciąż żył i postanowił napisać tę powieść z Lolitą w roli narratora to na pewno bym po nią sięgnęła.

niedziela, 4 czerwca 2017

PODSUMOWANIE MAJA/2017

  Hej, witam w podsumowaniu maja! Był to bardzo specyficzny czas, bo przez kilka tygodni nie było recenzji, ale teraz już wracamy do normalności. Przed chwilą skończyłam "Kosogłosa", zaraz zacznę czytać "Lolitę", więc będzie powrót do stałego rytmu postów.
Liczba przeczytanych stron: 1893
Przeczytane książki: 5
Seria "Igrzyska Śmierci"- Suzanne Collins:
3. "Igrzyska Śmierci"
4. "W pierścieniu ognia"
5. "Kosogłos"
  No cóż, wyniki w tym miesiącu nie są zbyt imponujące. Wiadomo, koniec roku szkolnego zbliża się wielkimi krokami, trzeba wszystko teraz poprawiać. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Mój portfel jest bardzo szczęśliwy, bo kupiłam w maju tylko dwie książki. Przyszedł do mnie nowy regał, więc pozbyłam się tego stosika bezdomnych powieści, który powstał na tym starym. Jeszcze odświeżyłam sobie "Igrzyska Śmierci" i mój stosunek do nich trochę się zmienił, ale więcej dowiecie się już, gdy poznacie zwycięzców kolejnych kategorii.
Najlepsza książka miesiąca:
"Zabić drozda"- Harper Lee
  "Zabić drozda" nie wybrałam tutaj ze względu na wielowątkowość, wartką akcję, czy genialnych bohaterów. Przeważyło to, że powieść ta jest bardzo mądra, ponadczasowa, prawdy, które głosi są niezwykle uniwersalne. Ma też w sobie specyficznego klimatu, takiego spokoju z dodatkiem lekkiego zdenerwowania. Uważam, że po prostu każdy powinien zapoznać się z tą pozycją.
Najgorsza książka miesiąca:
"Igrzyska Śmierci"- Suzanne Collins
  Tak, jak już mówiłam mój stosunek do "Igrzysk Śmierci" się zmienił. Kiedyś pierwsza część była moją ulubioną, teraz już lubię ją najmniej. Nie mówię, że jest to jakiś książkowy gniotek, ale po prostu jestem zawiedziona, bo zapamiętałam ją jako naprawdę wciągającą historię.
Najlepsza postać miesiąca:
Finnick Odair z serii "Igrzyska Śmierci" Suzanne Collins
  Finnick jest jednym z najlepszych elementów tego cyklu. To jest mój książkowy mąż. Po prostu uwielbiam go. Przeczytajcie "Igrzyska", by poznać Finnick'a, bo naprawdę warto.
Najgorsza postać miesiąca:
Gale Hawthorne z serii "Igrzyska Śmierci" Suzanne Collins
  Kiedyś miałam do Gale'a stosunek obojętny. Wolałam Peetę, nie rozumiałam tych wszystkich zachwytów w kierunku przyjaciela Katniss, ale w ogóle mi one nie przeszkadzały. Teraz po prostu nie cierpię Gale'a, mam zupełnie inny punkt widzenia na wszystko niż on i zwyczajnie mi on nie pasuje.
Najładniejsza okładka miesiąca:
  Mi ogólnie bardzo podoba się motyw drzew, ta okładka jest też skąpana w takich bardzo przyjemnych kolorach i wydaje mi się, że to wydanie bardzo pasuje do treści tej powieści.
Najbrzydsza okładka miesiąca:
  Powtarzałam, powtarzam i będę powtarzać. Okładki filmowe nie są kluczem do sukcesu...
  To już koniec podsumowania, było troszkę mniej książek niż zwykle, ale wszystko nadrobi się w wakacje, a my się widzimy następnym razem wraz z recenzją "Lolity".